Jezu, uwielbiam Twoją miłość i miłosierdzie. Tobie ufam i w Tobie pokładam nadzieję. Wołam: „Pan mój i Bóg mój”.
Pan wyrzucał im upór, trwanie w postawie „nie chcę wierzyć”, ignorowanie Jego znaków, którymi sygnalizował im, że możliwe jest inne zakończenie tej – wydawałoby się beznadziejnej – historii. A potem, gdy już przekonał ich, że naprawdę żyje, posłał ich do świata, aby głosili Dobrą Nowinę.
Bóg nie potrzebuje zbyt wielu słów, bo wie, co dzieje się w naszym sercu. Dla nas jest to ważne, żeby zobaczyć w sobie tę mozaikę, to pomieszanie słabości i wielkości, zdolności do grzechu i do świętości po to, aby pozbyć się złudzeń, które zatrzymują nas w tej niezwykłej, ciągle nowej drodze z Bogiem.
On wie, że bez Jego obecności w sercu człowieka nie poradzimy sobie w życiu, dlatego zatrwożonym i wylęknionym, zmieszanym i wątpiącym, chorym na duszy i na ciele, przychodzi i mówi: „Pokój wam”.
Zadaniem współczesnego Kościoła jest być blisko ludzi mimo, że ludzie nie rozpoznają w nim obecności Jezusa. Kościół winien wspierać, słuchać, nieść umocnienie.
Wiedza o Bogu jest ważna, ale otwartość na Niego, miłość i całkowite zawierzenie Mu bardziej zbliża człowieka do Niego.
Jezus zmartwychwstając, pokazał, że jest Bogiem i Zbawicielem świata. Możesz zwrócić się do Niego z każdym swoim lękiem, bo on ma władzę i moc nad wszystkim! Dla Niego „nie ma rzeczy niemożliwych”. Jesteśmy bezpieczni.
Pusty grób jest dowodem na to, że Jezus nie rzuca słów na wiatr. Jasno pokazuje, że jest wierny temu, co mówi. Zresztą, gdyby nie Jego miłość do nas, gdyby nie wierność w wypełnianiu woli Ojca, pewnie nie byłoby dzisiejszego święta… Pusty grób jest pierwszym „świadkiem” zmartwychwstania.
Wielka Sobota jest oczekiwaniem, a potem przybliżeniem się do zmartwychwstania. Nie przeczytam o tym w internecie, nie usłyszę w podcastach, nie obejrzę filmiku, który objaśni mi to, co się dzieje. Potrzebuję tej Soboty, czasami wielu lat, a przede wszystkim otwarcia serca i dotknięcia łaski, która mi to wszystko objaśni.
Jesteśmy zaproszeni do współpracy w zbawianiu świata. W moim szpitalu Jezus przybiera twarze chorych. Pana Waldemara, który przeżywa 17 operację kolana. Młodej Dagmary, która podłączona do wąsów tlenowych, łapiąc odrobinę oddechu podobna jest momentami do konającego Jezusa. Dziś Jezus obecny jest w wielu chorych, cierpiących, samotnych.