Zwyczajne ludzkie życie wygląda zupełnie inaczej niż to przedstawiane w kolorowych mediach. W zwykłym codziennym życiu, owszem pojawiają się radości i przyjemność, jednak częściej człowiek doświadcza trudu, przeciwności, cierpień. I to jest prawdziwe życie.
Znamienne jest, że w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny rozważamy Ewangelię o narodzinach Jezusa. Dzięki temu temat wartości życia ludzkiego zostaje tutaj szczególnie mocno podkreślony. Bóg przypomina nam, że życie każdego człowieka jest bezcenne w Jego oczach.
Jezus pokazuje, że miłość zawsze w pewien sposób „wymyka się” prawodawstwu. Miłość bowiem jest najwyższym Prawem.
Od czasu, kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, a jeszcze bardziej od momentu, kiedy obudziłam się ze śpiączki, bardzo mocno doświadczam tego, jaką siłą jest wspólnota osób zebranych w imię Jezusa.
W dzisiejszej Ewangelii apostołowie idą wśród pól obsianych zbożem i na tej drodze mają na pożywienie tylko garść ziaren. Ta garść ziaren i wsparcie Jezusa daje im poczucie bezpieczeństwa. Wierzę Panie, że przy Tobie, na drodze którą kroczę, niczego, co konieczne mi nie braknie.
Patrząc ma obie grupy osób ma się wrażenie, że jedno i drugie jest nie do pogodzenia. Że „nowe bukłaki” i „stara szata” są jak Nowy Izrael i Stary Izrael albo Nowy i Stary Testament. A jednak jedno bez drugiego nie istnieje.
By przylgnąć do Jezusa i umiłować Go ponad wszystko, trzeba coś zostawić i kogoś opuścić. Opuszczając dobrze znane sobie brzegi jeziora, uczniowie zaczynają iść zupełnie nową drogą, której dotąd nie znali.
Teściowa Piotra miała szczęście, że byli obok niej bliscy, którym jej los nie był obojętny. Miała szczęście, że powiedzieli o wszystkim Jezusowi, że do Niego zwrócili się o pomoc w jej sprawie. To piękny obraz modlitwy wstawienniczej. To także zachęta dla członków rodziny, aby zapraszać kapłana z wizytą i posługą sakramentalną do osoby chorej.
Współczesność, ze swoim natłokiem informacji oraz tempem życia, w którym uczestniczymy, nie sprzyja zatrzymaniu się. By usłyszeć słowo Jezusa i żyć nim, musimy słuchać i rozważać je.
Współcześnie chorobę czy niepełnosprawność możemy rozumieć również w sensie symbolicznym – jako „duchowe kalectwo”, które utrudnia poznanie Boga, prowadzi do odrzucenia Jego Prawa i Jego miłości.