Wielka Sobota jest oczekiwaniem, a potem przybliżeniem się do zmartwychwstania. Nie przeczytam o tym w internecie, nie usłyszę w podcastach, nie obejrzę filmiku, który objaśni mi to, co się dzieje. Potrzebuję tej Soboty, czasami wielu lat, a przede wszystkim otwarcia serca i dotknięcia łaski, która mi to wszystko objaśni.
Jesteśmy zaproszeni do współpracy w zbawianiu świata. W moim szpitalu Jezus przybiera twarze chorych. Pana Waldemara, który przeżywa 17 operację kolana. Młodej Dagmary, która podłączona do wąsów tlenowych, łapiąc odrobinę oddechu podobna jest momentami do konającego Jezusa. Dziś Jezus obecny jest w wielu chorych, cierpiących, samotnych.
W Wielki Czartek klękamy przed tajemnicami naszej wiary: obecności Jezusa w Eucharystii i daru kapłaństwa. Kościół daje w tym dniu piękne i głębokie teksty liturgiczne, które pomagają nam zrozumieć tajemnice naszej wiary i nieskończonej miłości Boga do człowieka.
To właśnie jest droga ucznia: nie udawać, że wszystko jest w porządku, ale z pokorą wracać do Jezusa, który potrafi podnieść nawet najbardziej zranione serce.
Judasz w swojej bezradności i lęku nie wie jak się zachować, nie rozróżnia już dobra od zła, daje się owładnąć chciwości. Jezus jednak kocha go także w tym momencie. Tak samo. Bez różnicy. A może nawet bardziej…
Ewangelia dzisiejsza obok wielu istotnych prawd przekazuje nam prawdę o tym, że istnieją dwa przeciwstawne sposoby myślenia i działania, dwie różne ekonomie: z jednej strony kalkulacja i sprzedaż, z drugiej miłość i hojność. Pierwsza jest to ekonomia człowieka, która zabija, druga to ekonomia Boga, która daje życie. Podobnie istnieją dwa rodzaje zapachów: aromat życia i zapach śmierci. Prawdziwie żyje ten, kto daje siebie innym bez reszty, a nie ten, kto daje tylko „coś”.
Chrystus uczy mnie i nas postawy milczenia wobec wszelkich oskarżeń, nienawiści, cierpienia, choroby czy bólu. Uczy pokory.
A ja? Czy potrafię przyjmować propozycje, jakie Pan Bóg do mnie kieruje? Czy pozwalam mu działać w moim życiu, nawet wtedy kiedy jego pomysły burzą mój porządek i odbiegają od moich własnych planów?
I wtedy za czasów Jezusa i dziś, co dzieje się na naszych oczach, argumentem w dyskusji jest kamień, siła szached (dronów) i każda broń. Co w takiej sytuacji trzymam w moich rękach: kamień, karabin czy dobre słowo, serce pełne dobra i życzliwości?
Po to to wszystko, abyśmy, gdy kiedyś zostaniemy wezwani do komnaty Oblubieńca, znaleźli się tam czyści w jaśniejącej blaskiem i bielą szacie godów Baranka, nie z kamieniem w ręku, a sercem z ciała według serca Twego.