Dziesięcina nauczyła mnie przede wszystkim wdzięczności za to, co otrzymuję, łatwości rezygnacji z „moich” dóbr a nawet dawania więcej. Nie możemy służyć Bogu i Mamonie! Tak, ale możemy mamoną służyć Bogu.
Panie Jezu, dziękuję Ci za lekcję nieuczciwego rządcy, która dla mnie jest szkołą zdobywania sobie przyjaciół „niegodziwą mamoną”, dając z tego to, co najcenniejsze: czas, poświęcenie paru chwil na rozmowę, podzielenie się niekiedy tym, co tak trudno nam dawać innym – naszymi osobistymi, materialnymi rzeczami i dobrami.
Jestem pewien, że On wróciłby po każdego. Bez wyjątku. Każdy zabłąkany zostałby odszukany i uratowany. Nie ma więc sensu wystawiać Pasterza na próbę – wróci, nie wróci, będzie szukał albo sobie odpuści. W stadzie tego Pasterza każdy jest tym jedynym, najbardziej umiłowanym. Po ludzku to nie do pojęcia, że można tak kochać.
Jeśli jesteśmy uczniami Jezusa, On staje się naszą pierwszą „rodziną”. Nie wolno odsuwać Go na dalszy plan, licząc się bardziej ze zdaniem bliskich niż z Jego wolą. Gdy rodzina staje na drodze posłuszeństwa Ewangelii, uczeń wybiera Jezusa.
Do której grupy zaproszonych należę ja? Czy przyjmuję zaproszenie Boga, karmiąc się Jego słowem, przestrzegając Jego przykazań, miłując Go?
Jeszcze nie jestem gotowy, by zaprosić do swojego życia ułomnych, ubogich, chorych i samotnych. Muszę jeszcze zweryfikować listę gości. Jeszcze nie ma w moim życiu miejsca na taką ucztę.
Zmarli nadal SĄ – jedni już zjednoczeni w pełni z Bogiem (ich wspominaliśmy wczoraj), inni jeszcze oczekujący na życie w Bogu na wieki.
Jezus, pełen miłości i uważności, spoglądał na wszystkich. Widząc tłum, widział jednocześnie każdego poszczególnego człowieka. Zauważył tych o czystym sercu, ubogich w duchu, cierpiących udrękę, łagodnych, głodnych i spragnionych, miłosiernych, zabiegających o pokój, prześladowanych za sprawiedliwość, znieważanych i oczernianych.
Pierwszym etapem uzdrowienia jest uświadomienie sobie, że tylko Jezus może uzdrowić z choroby. Drugim etapem jest spotkanie z Jezusem. Jezus nie tylko dostrzega człowieka chorego, ale dotyka go i uzdrawia. Trzecim etapem procesu uzdrowienia jest to, że Jezus odprawia tego człowieka, daje mu nowe życie, pozwala zacząć wszystko od nowa.
Jezus wiedział, że Jego publiczna działalność dobiegnie końca w Jerozolimie i zakończy się śmiercią męczeńską. W Jego nauczaniu nie pojawiły się spekulacje, czy jest jakaś inna droga zbawienia człowieka.