Zwiastowanie a antynatalizm
Bądźmy pronatalistyczni. To zachęta do młodych ludzi, do młodych małżeństw. By odważnie, wielkodusznie otwierali się mentalnie i fizycznie na nowe życie. Ale to zachęta do każdego. Każdy z nas może być i powinien być przychylny życiu. Każdy z nas może duchowo lub materialnie wspierać rodziny, które przyjęły dzieci.
2026-03-25
Komentarz do fragmentu Ewangelii Łk 1, 26-38
V tydzień Wielkiego Postu, uroczystość Zwiastowania Pańskiego
Dziś coraz modniejszy staje się antynatalizm. „Natus” znaczy w języku łacińskim „narodzony”. Antynatalizm można przetłumaczyć jako „przeciw-urodzeniowość”. To nurt myślowy, który przekonuje, że lepiej nie mieć dzieci niż je mieć. Antynataliści twierdzą, że powołanie do życia nie tylko nie jest dobre, ale wręcz można uznać za nieetyczne. Skazuje się bowiem nowego człowieka na nieuchronne cierpienia, a przez to pomnaża się sumę cierpień w świecie. Powodując zaistnienie nowej istoty ludzkiej, krzywdzimy ją. W ostatnich paru latach pojawiło się wiele książek, naukowo promujących antynatalizm. W wersji łagodniejszej, rozcieńczonej, pogląd ten jest szeroko obecny w społeczeństwie. Młoda matka jednego dziecka mówi, że nie planuje mieć drugiego, bo tyle jest zła i cierpień na świecie, iż nie chce dziecka na to narażać. W naszym otoczeniu spotykamy być może pary (małżeńskie lub nie-małżeńskie), które mówią, że nie chcą mieć dzieci. Jest to zjawisko określane jako bezdzietność z wyboru.
Odwrotnością antynatalizmu jest pronatalizm, czyli postawa promująca narodziny nowego życia. Czasem też mówi się o postawie pro life, czyli „za życiem”. Ta druga nazwa jest bardziej znana. Ma trochę szersze znaczenie niż pronatalizm.
Dzisiejsza uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest na wskroś pronatalistyczna. Maryja podjęła decyzję: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Tymi słowami, tą decyzją przyjęła pod swoje serce nowe ludzkie istnienie. Rozpoczęło się w niej nowe życie, życie Jezusa, prawdziwego Człowieka, prawdziwego Syna Bożego. Czy zdawała sobie sprawę, że życie Jej Syna będzie naznaczone cierpieniem? Może ogólnie wiedziała, że w praktycznie każde ludzkie życie wchodzi jakieś cierpienie, a może znała proroctwa starotestamentalne, które wprost zapowiadały cierpienia Mesjasza. W każdym razie Maryja, jak zresztą każda matka, nie zgodziła się na przyjęcie nowego życia po to, by przez ten fakt ścigać na świat cierpienia. Sensem życia Maryi, wyrażonym w chwili zwiastowania, było pełnienie woli Bożej. Jeszcze wyraźniej było to widoczne w życiu Jezusa, Jezus żył nie po to, by cierpieć, lecz by pełnić wolę swojego Ojca. Mówi o tym autor Listu do Hebrajczyków, który w usta Syna Bożego wkłada słowa Psalmu 40: „Oto idę, w zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże”.
Sensem naszego życia jest głoszenie chwały Bożej, jak to powiedział św. Ireneusz z Lyonu: „Chwałą Boga jest żyjący człowiek” oraz pełnienie woli Bożej, jak to wypowiadamy w „Ojcze nasz”: bądź wola Twoja. Owszem, pojawiają się także cierpienia. Było ich wiele w życiu Jezusa oraz Jego bolesnej Matki. Jednak obydwoje przeżyli życie pięknie: Jezus przeszedł przez życie wszystkim dobrze czyniąc i dokonał dzieła odkupienia, a Maryja – w tym dziele z Synem współpracowała.
Bądźmy pronatalistyczni. To zachęta do młodych ludzi, do młodych małżeństw. By odważnie, wielkodusznie otwierali się mentalnie i fizycznie na nowe życie. Ale to zachęta do każdego. Każdy z nas może być i powinien być przychylny życiu. Każdy z nas może duchowo lub materialnie wspierać rodziny, które przyjęły dzieci. Babcia, dziadek mogą pięknie wspierać dzieci w opiece i wychowaniu wnuków. Niestety starsza osoba też może być ukąszona antynatalizmem. Na przykład, gdy skomentuje fakt rodzenia trzeciego, a może nawet drugiego dziecka w taki mniej więcej sposób: „w dzisiejszych czasach – kolejne dziecko?” Twórzmy środowisko przychylne życiu, przychylne narodzeniu kolejnych dzieci. Bądźmy pro life.