Idąc razem możemy i powinniśmy się wspierać. Raz jeden, raz drugi uczeń może mieć słabszy dzień, gorszy nastrój, mniejszy zapał, a wtedy pomoc, zachęta tego drugiego jest bezcenna.
Jakże cenny jest taki „zwyczaj”! Popatrzmy na ten zwyczaj nie jak na rutynę, ale jak na olbrzymią szansę spotkania Jezusa w Jego Kościele! I zadajmy sobie pytanie czy wsłuchujemy się w Jego słowa, czy nasze oczy nadal są w Nim utkwione jak wszystkich zgromadzonych w nazaretańskiej synagodze?
Może każde pokolenie ma swojego Eliasza? Może – idąc dalej – każdy z nas ma swojego Eliasza? Tak jak w jakimś sensie każdy z nas ma swój własny koniec świata w godzinie śmierci.
Lekarz pochylający się z troską nad chorym jest pięknym, naturalnym obrazem tak oczywistym, jak widok matki pochylającej się nad dzieckiem. Rozmowa o eutanazji burzy to naturalne piękno i harmonię, wprowadza chaos, niepokój i lęk.
Dziesięcina nauczyła mnie przede wszystkim wdzięczności za to, co otrzymuję, łatwości rezygnacji z „moich” dóbr a nawet dawania więcej. Nie możemy służyć Bogu i Mamonie! Tak, ale możemy mamoną służyć Bogu.
„Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego…”
Trzeba słowo Boże przyjąć do serca i wypełniać je, czynić w swoim życiu to, czego Bóg od nas oczekuje. Wtedy wydamy dobry owoc. Wtedy Słowo Boże będzie w naszych sercach położone jak głęboki fundament. Wtedy, jak dom zbudowany na skale, będziemy odporni na przeciwności tego świata.
Ufam, że stojąc na drodze, którą przechodzisz, będę oświetlona Twoim światłem, zauważysz mnie, docenisz moje oczekiwanie, wybaczysz mój brak rozsądku i zaprosisz mnie na weselną ucztę.
Przed Bogiem nie ma nic tajnego, zakrytego i nic nie dzieje się bez Jego woli. Pamięć o tym pomaga przyjmować nasze trudności, kłopoty, nawet (z ludzkiego punktu widzenia) tragedie z pełnym zaufaniem, że Bóg panuje nad sytuacją.
Bądźmy wierni prawdzie, którą chcemy przekazać, dajmy jej świadectwo, żyjmy zgodnie z tym, co mówimy.