Opuszczając dla Boga „wszystko” i idąc za Nim, tak naprawdę wybieramy Dawcę wszelkich dóbr. „Cóż więc otrzymamy?” W Nim znajdziemy i otrzymamy „wszystko”.
Problemem na naszej drodze życia jest to, że jeśli faktycznie zgubimy Jezusa, to powinniśmy jak najszybciej zawrócić, bo droga bez Jezusa to zła droga. Powinniśmy szukać Go wytrwale, z tęsknotą i tak długo, aż pozwoli nam się odnaleźć.
Pan wybrał nas „abyśmy szli i owoc przynosili”, abyśmy się stawali coraz bardziej Chrystusowi – kochali jak On, przebaczali jak On, byli znakiem działania Boga w świecie i świadectwem Jego miłości.
Pan wyrzucał im upór, trwanie w postawie „nie chcę wierzyć”, ignorowanie Jego znaków, którymi sygnalizował im, że możliwe jest inne zakończenie tej – wydawałoby się beznadziejnej – historii. A potem, gdy już przekonał ich, że naprawdę żyje, posłał ich do świata, aby głosili Dobrą Nowinę.
Tylko Bóg zna nas naprawdę i tylko On może ocenić nas sprawiedliwie. Owszem, w życiu zdarza się, że oceniamy innych, pouczamy, wskazujemy błędy. Tak robią rodzice, wychowawcy, nauczyciele, przełożeni w pracy a w końcu sędziowie. Jednak powinni wtedy pamiętać o tym, że tylko Bóg, znający motywacje, emocje, wszystkie uwarunkowania naszych zachowań, może ocenić nas sprawiedliwie.
Idąc razem możemy i powinniśmy się wspierać. Raz jeden, raz drugi uczeń może mieć słabszy dzień, gorszy nastrój, mniejszy zapał, a wtedy pomoc, zachęta tego drugiego jest bezcenna.
Jakże cenny jest taki „zwyczaj”! Popatrzmy na ten zwyczaj nie jak na rutynę, ale jak na olbrzymią szansę spotkania Jezusa w Jego Kościele! I zadajmy sobie pytanie czy wsłuchujemy się w Jego słowa, czy nasze oczy nadal są w Nim utkwione jak wszystkich zgromadzonych w nazaretańskiej synagodze?
Może każde pokolenie ma swojego Eliasza? Może – idąc dalej – każdy z nas ma swojego Eliasza? Tak jak w jakimś sensie każdy z nas ma swój własny koniec świata w godzinie śmierci.
Lekarz pochylający się z troską nad chorym jest pięknym, naturalnym obrazem tak oczywistym, jak widok matki pochylającej się nad dzieckiem. Rozmowa o eutanazji burzy to naturalne piękno i harmonię, wprowadza chaos, niepokój i lęk.
Dziesięcina nauczyła mnie przede wszystkim wdzięczności za to, co otrzymuję, łatwości rezygnacji z „moich” dóbr a nawet dawania więcej. Nie możemy służyć Bogu i Mamonie! Tak, ale możemy mamoną służyć Bogu.