„Najpierw musi przyjść Eliasz”
Może każde pokolenie ma swojego Eliasza? Może – idąc dalej – każdy z nas ma swojego Eliasza? Tak jak w jakimś sensie każdy z nas ma swój własny koniec świata w godzinie śmierci.
zdjęcie: Loft Gallery
2025-12-12
Komentarz do Liturgii Słowa: Syr 48, 1-4. 9-11; Mt 17, 10-13
II tydzień Adwentu
„Eliasz, prorok jak ogień… zachowany na czasy stosowne” – to słowa z dzisiejszego pierwszego czytania. On ma być głosem Boga i ma przygotować lud na przyjście Pana. Może Żydzi spodziewali się, że jak Eliasz został wzięty do nieba na ognistym rydwanie, tak w podobny sposób powróci i uporządkuje ten świat na przyjście Pana? A Jezus mówi, że Eliasz już przyszedł. Z kontekstu uczniowie poznali, że mówił o Janie Chrzcicielu. Dla tamtego pokolenia Eliaszem był Jan Chrzciciel. Może każde pokolenie ma swojego Eliasza? Czy dla wielu z nas takim Eliaszem nie był Jan Paweł II? Mówi się wręcz o pokoleniu JPII wychowanym na jego nauczaniu i przykładzie życia. Może – idąc dalej – każdy z nas ma swojego Eliasza? Tak jak w jakimś sensie każdy z nas ma swój własny koniec świata w godzinie śmierci.
Opowiadała mi koleżanka, lekarz hospicjum, o rozmowie z chorym, stosunkowo młodym człowiekiem, którym się opiekowała. Zaawansowana choroba nowotworowa, stan terminalny, życia pozostało niewiele. Zapytał ją o to na jednej z kolejnych wizyt. Zaczęła jak mogła najspokojniej i najdelikatniej: „obawiam się, że nie mam dla pana dobrej wiadomości”. Kilka kolejnych pytań, odpowiedzi, wyjaśnień… Nagle zaskoczona usłyszała: „pani doktor, myli się pani, ma pani dla mnie dobrą wiadomość – już niedługo zobaczę Jezusa”. Oczywiście były w trakcie choroby chwile trudniejsze, chwile próby, ale była cały czas modlitwa, sakramenty, zawierzenie. Czy dla tego chorego Eliaszem zwiastującym nadejście Pana i umożliwiającym przygotowanie się na Jego przyjście była moja koleżanka, lekarz hospicjum? Osoba bliska z rodziny chorego bardzo przeżywała jego odchodzenie i śmierć, najpewniej był też kryzys wiary. Ale po niedługim czasie ta osoba przeżyła głębokie nawrócenie, a Jezus stał się centrum jej życia. Czy to umierający chory, przygotowujący się na przyjście Pana był dla tej osoby Eliaszem?
Dzisiejsze pierwsze czytanie kończy piękne zdanie: „Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy”.
Oby i na naszej drodze stanął Eliasz – głos Boga zwiastujący Jego bliskie przyjście i wzywający nas do odnowy, do przygotowania się na Jego przyjście. Obyśmy – odnowieni – „w miłości posnęli”, aby żyć.