„Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie…”

Tylko Bóg zna nas naprawdę i tylko On może ocenić nas sprawiedliwie. Owszem, w życiu zdarza się, że oceniamy innych, pouczamy, wskazujemy błędy. Tak robią rodzice, wychowawcy, nauczyciele, przełożeni w pracy a w końcu sędziowie. Jednak powinni wtedy pamiętać o tym, że tylko Bóg, znający motywacje, emocje, wszystkie uwarunkowania naszych zachowań, może ocenić nas sprawiedliwie.

zdjęcie: Loft Gallery

2026-03-13

Komentarz do fragmentu Ewangelii Łk 18, 9-14
III tydzień Wielkiego Postu

Czy to w świątyni, czy w innym miejscu, kiedy staję/klękam przed Bogiem na modlitwie, w tym momencie jestem tylko ja i On. Nawet gdy obok są inni ludzie, to przecież każdy z nich jest wtedy jakoś „sam na sam” z Bogiem. To na mnie patrzy Bóg, to w moim sercu szuka skruchy, żalu, uwielbienia, wdzięczności a przede wszystkim miłości. I ja powinnam badać moje serce – czy Bóg znajdzie tam to, czego szuka? Po co mi zaglądać w cudze serca? Oceniać innych ludzi?

Tylko Bóg zna nas naprawdę i tylko On może ocenić nas sprawiedliwie. Owszem, w życiu zdarza się, że oceniamy innych, pouczamy, wskazujemy błędy. Tak robią rodzice, wychowawcy, nauczyciele, przełożeni w pracy a w końcu sędziowie. Jednak powinni wtedy pamiętać o tym, że tylko Bóg, znający motywacje, emocje, wszystkie uwarunkowania naszych zachowań, może ocenić nas sprawiedliwie.

Czasami myślę, że sąd ostateczny nie będzie polegał na tym, że wszystkie nasze/moje grzechy, złe czyny, słowa, decyzje zostaną ujawnione, ale że Bóg odsłoni wszelkie uwarunkowania, które leżały u podstaw tych złych czynów. Wtedy spojrzymy na siebie oczyma Boga i zobaczymy – być może – wszystko w innym świetle.

To przeczucie umacniają we mnie różne sytuacje życiowe, kiedy niespodziewanie w jednym momencie zmienia się moje nastawienie do osoby, którą wcześniej pochopnie oceniłam. Jechałam kiedyś wolno (szkody górnicze!) samochodem drogą wiodącą wzdłuż parku a między dwoma osiedlami. Chodnikiem szedł młody mężczyzna lekko zataczając się, wyraźnie „pod wpływem procentów”. Widziałam go z daleka i oczywiście jednoznacznie oceniłam (biały dzień a już podpity, powinien chyba być w pracy itp.). W połowie drogi stoi kapliczka z Matką Boską. Mężczyzna stanął, zdjął czapkę, upadł na kolana, przeżegnał się i zaczął modlitwę. Do dziś mam ten obraz przed oczami! Ktoś powie „pijackie mamrotanie, pewnie nie będzie na trzeźwo o tym pamiętał” – być może. Ja jednak lubię myśleć, że modlił się o uwolnienie z nałogu, albo ze skruchą prosił o wyproszenie u Jej Syna przebaczenia, a może spotkało go jakieś wielkie nieszczęście, które chciał utopić w alkoholu a tu widzi na drodze Matkę i prosi o pomoc… To ten mężczyzna bardziej pasuje do postaci celnika, którego Jezus w dzisiejszej Ewangelii usprawiedliwił, mnie w tej scence pozostaje rola tego drugiego…   

Autorzy tekstów, Kopczyńska Barbara, Rozważanie, Komentarz do ewangelii