Poznaję kogoś przebywając z nim i przeżywając różne chwile życia. Tak przebywa z nami Bóg. Jeżeli o tym pamiętamy, ciągle odświeżając sobie świadomość Jego obecności, wtedy w swoim życiu możemy czuć się bezpieczni.
Bóg nie potrzebuje zbyt wielu słów, bo wie, co dzieje się w naszym sercu. Dla nas jest to ważne, żeby zobaczyć w sobie tę mozaikę, to pomieszanie słabości i wielkości, zdolności do grzechu i do świętości po to, aby pozbyć się złudzeń, które zatrzymują nas w tej niezwykłej, ciągle nowej drodze z Bogiem.
Co jest z tym kochaniem siebie i o co właściwie chodzi? Być może chodzi o to, żeby przyjąć siebie i swoje życie jako bezcenny dar Boga. Przyjąć swoją historię tak przecież, według moich wyobrażeń nie idealną. Przyjąć to, co jest teraz, tak niedoskonałe i to, co się wydarzy, co często mnie zaskakuje.
Komunikacja nie kończy się na słuchaniu, ważna jest odpowiedź na to, co się usłyszało. Jezus dotyka także języka, aby uzdrowiony mógł dobrze mówić.
Czy w trudnych chwilach pamiętamy, w ilu po ludzku beznadziejnych sytuacjach Bóg przyszedł nam z pomocą? Być może skupieni na ciężarze chwili obecnej, zapominamy o tym, co było Jego działaniem.
Może się wydawać, że ta nasza skłonność do osądzania siebie nawzajem a nawet Pana Boga jest ogromna i wszechobecna. Lekarstwem na to, jak podpowiada Jezus, jest mądrość, a właściwie to Mądrość Boża, która jest ponadczasowa.
Życie wtedy i dzisiaj na co dzień wydaje się takie normalne: jemy, pijemy, kupujemy, budujemy, za mąż wychodzimy, żenimy się, i tak dzień po dniu. A przecież za chwilę wydarzyła się katastrofa, która była odpowiedzią na zło zalewające całą ziemię. Czy to może nas dotyczyć? Tak!
W naszych zmaganiach nie jesteśmy sami, zdani tylko na siebie. Wołajmy więc, a pomoc Boża na pewno nadejdzie. Bo Bogu zależy na nas!
Jezus mówi dzisiaj, że każdy z nas może się wydoskonalić i chyba nie chodzi o to, że można całkowicie pozbyć się ślepoty. Ważne jest, aby ją i swoją wobec niej bezsilność zobaczyć i nie przerazić się. Być może wtedy, gdy siebie zrozumiemy, choć w jakiejś części, będziemy mogli zrozumieć innych z ich biedą.
Czy potrafimy dla Jezusa zrezygnować z tego, co oznacza dom czyli z bezpieczeństwa, planów, marzeń. Zrezygnować z relacji z bliskimi, z ich miłości, wsparcia, zrozumienia, a także z konkretnych dóbr materialnych?