Walka dobra ze złem

W naszych zmaganiach nie jesteśmy sami, zdani tylko na siebie. Wołajmy więc, a pomoc Boża na pewno nadejdzie. Bo Bogu zależy na nas!

zdjęcie: Loft Gallery

2025-10-10

Komentarz do fragmentu Ewangelii
XXVII tydzień zwykły

Gdy noc dobiega końca, na niebie odbywa się osobliwy spektakl: walka między światłem a ciemnością. Poranek oznacza, że światło zwyciężyło. Podobna walka odbywa się nieustannie w naszym sercu. Dobro i zło walczą o pierwsze miejsce w naszym życiu. Pozornie wydaje się to proste, ale nie dla nas, bo my potrafimy wszystko skomplikować. Chcąc wytłumaczyć nasze przekonania i idące za tym decyzje, potrafimy wszystko uzasadnić, nawet jeżeli robimy to w sposób dziwny i nielogiczny.

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii pokazuje ludziom, którzy oskarżają Go o współpracę ze złymi duchami, brak logiki i absurdalność ich oskarżeń. U nas często chodzi o drobne sprawy, przy których się upieramy, a czasami o najważniejsze sprawy życiowe. W naszym wnętrzu może dokonywać się nieustannie prawdziwy rozłam, bo przecież słuchamy tak wielu sprzecznych informacji. Ta walka między dobrem a złem trwa przez całe życie i żadne doświadczenia automatycznie nie spowodują, że stanie się łatwiejsza. Dzisiaj Jezus przestrzega nas najbardziej przed sytuacją, gdy coś udało nam się zmienić. To może być jakieś przykre przyzwyczajenie, nałóg, jakaś toksyczna, niszcząca relacja. Może to być czas po dobrej, szczerej spowiedzi, głęboko przeżytych rekolekcjach, albo po udanej pracy nad sobą. Czujemy się uwolnieni, mocni, bo daliśmy radę, udało się nam. I właśnie wtedy jest najlepszy czas, by zło uderzyło z zaskoczenia, niespodziewanie, ze zwielokrotnioną siłą. Może nas nawet pokonać i jak mówi Jezus, stan tego człowieka staje się gorszy od jego poprzedniego stanu. Ten mechanizm może się powtarzać. A my, bezradni możemy pytać, jak z tym można żyć?

Przypomina mi się jedna z opowieści Ojców Pustyni. Jak to, po całonocnej walce ze złymi duchami, bo one lubią nękać ludzi bliskich Bogu, poraniony, ledwo żywy mnich, który dzielnie walczył całą noc, zawołał cichutko: „Jezu ratuj”. Jezus pojawił się natychmiast i rozprawił z demonami. Abba zapytał: „Czemu dopiero teraz przyszedłeś? Czemu dopuściłeś do tego, że tak mnie pobił?”. „Jak to? – odparł Jezus – przyszedłem od razu jak tylko mnie zawołałeś”.

W naszych zmaganiach nie jesteśmy sami, zdani tylko na siebie. Wołajmy więc, a pomoc Boża na pewno nadejdzie. Bo Bogu zależy na nas!

Autorzy tekstów, Bartoszewska Łucja, Rozważanie, Komentarz do ewangelii