Można być „pięknym” na zewnątrz, przykładnie „poukładanym” a w sercu trzymać złość, nieprzebaczenie, niechęć do drugiego człowieka.
Kiedy Jezus z uczniami przybyli do Genezaret i przybili do brzegu, ludzie biegali za Jezusem, przynosząc chorych na noszach. Świadczy to o wielkim zaufaniu i wierze w Jego moc uzdrawiania. Dotknięcie frędzli płaszcza Jezusa staje się znakiem wiary, która przynosi fizyczne i duchowe uzdrowienie.
Jezus pragnie, abyśmy my, uczniowie Jezusa, swoim życiem i uczynkami przypominali o Jego miłości, a wszystko to, co jest bez smaku, sensu zamieniali w Bożą sól i światło bez względu na to, gdzie jesteśmy, co robimy. Mamy być autentyczni w każdej sytuacji, aby nie utracić smaku soli i światła.
Czy my jesteśmy wysyłani na misję? Myślę, że tak. Praca zawodowa, powołanie, choroba i wszelkie trudności mogą być okazją do wykorzystania podarowanych talentów w służbie dla innych. Do głoszenia Słowa wprost lub postawą.
Przyzwalanie w życiu na grzech osłabia wrażliwość sumienia. Może ono stać się głuche na dokonywane zło. Może ono być tak otępiałe, że w sytuacji wyboru, wybiera zło zamiast dobra!
Jezus uprzedza, że uczeń może być niezrozumiany, niezaakceptowany, nieprzyjęty. I co wtedy? Wtedy ma iść dalej, strząsnąć pył z nóg, a nie roztrząsać. Po prostu iść dalej.
Zamieńmy więc lekceważenie, powątpiewanie i niedowiarstwo na szacunek i zaufanie do Bożego Słowa. To zaufanie nie zawsze oznacza natychmiastowy cud. Często oznacza coś bardziej codziennego, ale równie realnego: pokój serca, siłę na kolejny dzień, pojednanie, cierpliwość, nadzieję, która nie gaśnie.
W dzisiejszych czasach, wśród modlitw błagalnych zanoszonych do Boga, duża ich część dotyczy prośby o zdrowie. Do Boga zwracają się z modlitwą o uzdrowienie osoby chore, jak i te, których bliscy chorują. Nie wszystkie modlitwy zostają wysłuchane, podobnie jak za czasów Jezusa, który uzdrowił tylko niektórych.
To proroctwo starca Symeona, wypełnia się w każdym pokoleniu. Czyż nie próbowano zaprzeczyć zmartwychwstaniu Chrystusa? Czyż nie próbuje się Go wyszydzić, wykpić, zamknąć wewnątrz kościołów, zaprzeczyć Jego istnieniu i żyć jakby Go nie było – także i dziś?
Błogosławiony znaczy szczęśliwy. Może się wydawać, że Jezusowy przepis na szczęście jest jednak dość specyficzny.