Po raz kolejny dochodzi do mnie prawda o tym, że nie mogę w życiu stać w rozkroku - trochę w tym, a trochę w tamtym królestwie. W miarę dojrzewania serca przychodzi czas na przynależność tylko do jednego.
Pismo Święte mówi, że Bóg jest ten sam wczoraj i dziś. Wierzę, że Jezus o czułym i delikatnym sercu to nie tylko ten historyczny, ale to też ten, który dzisiaj z wielką miłością trwa przy każdym człowieku, także przy wszystkich nadłamanych różnymi wydarzeniami.
Jezus umierając na krzyżu uczynił wszystko nowe. Chorujemy, starzejemy się i umieramy, aby stać się nowymi bukłakami, w które Bóg wleje swoje nowe wino. Nie możemy zachować starego, mimo, że stare wydaje się lepsze.
Chciałabym nauczyć się dawać choć bardzo mało, jednak wszystko, co mam. Nie jutro, nie w przyszłym tygodniu, nie dużo i nie co innego. Boże otwieraj moje serce na dotyk łaski, abym była gotowa darować Tobie i ludziom to, co w moim życiu, tu i teraz, jest tym wdowim groszem.
Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o jedności. Wszystko rozpoczyna się w Trójcy Świętej, gdzie każda z Osób jednoczy się ściśle z pozostałymi. Do takiej wspólnoty, przez zjednoczenie z Nim, Jezus zaprasza uczniów i wszystkich, którzy dzięki ich nauczaniu będą wierzyć.
Pod krzyżem padły przepiękne słowa: „Oto twoja Matka”, czyli moja, mojej rodziny, wspólnoty, Kościoła, Ojczyzny i świata. Otrzymaliśmy Ją od Zbawiciela, by nam towarzyszyła i prowadziła prostą drogą do Serca Jezusa.
Wiara to nie tylko twarde stąpanie po ludzkiej ziemi, ale jak wyznajemy w Credo: poczęcie z Ducha Świętego, zmartwychwstanie czy świętych obcowanie, czyli Boska rzeczywistość nie zawsze mieszcząca się w ramach ludzkiego rozumu.
Wielka Sobota jest oczekiwaniem, a potem przybliżeniem się do zmartwychwstania. Nie przeczytam o tym w internecie, nie usłyszę w podcastach, nie obejrzę filmiku, który objaśni mi to, co się dzieje. Potrzebuję tej Soboty, czasami wielu lat, a przede wszystkim otwarcia serca i dotknięcia łaski, która mi to wszystko objaśni.
Cóż, także dzisiejsi bohaterowie Ewangelii po obejrzeniu wielu cudów i znaków nie mają pewności, kim On jest. Skoro faryzeusze i przywódcy chcieli Go zabić, to musieli się nieźle Jezusa i Jego nauki wystraszyć.
Syn wraca, gdyż nie ma co jeść, jest głodny, a jego świat i pomysły legły w gruzach. Cóż, nie jest to wzniosła motywacja, jednak i ona zostaje przepalona ojcowską bezinteresownością. Nasze ludzkie motywacje też bywają różne.