Cóż, także dzisiejsi bohaterowie Ewangelii po obejrzeniu wielu cudów i znaków nie mają pewności, kim On jest. Skoro faryzeusze i przywódcy chcieli Go zabić, to musieli się nieźle Jezusa i Jego nauki wystraszyć.
Syn wraca, gdyż nie ma co jeść, jest głodny, a jego świat i pomysły legły w gruzach. Cóż, nie jest to wzniosła motywacja, jednak i ona zostaje przepalona ojcowską bezinteresownością. Nasze ludzkie motywacje też bywają różne.
Lewi wyjątkowo szybko pokonuje ten proces – drogę od siebie i swoich pragnień ku Jezusowi. Urządza też wielkie przyjęcie dla Niego.
Czy my jesteśmy wysyłani na misję? Myślę, że tak. Praca zawodowa, powołanie, choroba i wszelkie trudności mogą być okazją do wykorzystania podarowanych talentów w służbie dla innych. Do głoszenia Słowa wprost lub postawą.
Wspominam człowieka, który na wezwanie wstał i poszedł za Jezusem. Za tym największym Lekarzem, który nie jest potrzebny zdrowym, lecz chorym.
Jan Chrzciciel w dzisiejszym czytaniu pokazuje się nam jako człowiek niezwykle otwarty na Bożą rzeczywistość. Niewątpliwie nabył tej wrażliwości na pustyni, porzucając świat i oddając się całkowicie Bogu. Widział więcej i głębiej.
6 grudnia patronuje nam św. Mikołaj, który był otwarty na wszelką biedę ludzką. Legenda mówi, że kładł swoje dary w nocy pod drzwi potrzebujących. W ciemnościach szukał zagubionych owiec. Dzisiaj przyzywam Jego wstawiennictwa i proszę , aby pod drzwiami wszystkich pozamykanych wypraszał potrzebne łaski.
Słyszę czasem: „Modlę się już tak długo, czy to ma sens, czy jest jakaś nadzieja?”. Odwagi, miej wiarę! – chciałabym zawołać. „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi gdy przyjdzie?”. Panie przymnóż nam wiary!
Jezus, pełen miłości i uważności, spoglądał na wszystkich. Widząc tłum, widział jednocześnie każdego poszczególnego człowieka. Zauważył tych o czystym sercu, ubogich w duchu, cierpiących udrękę, łagodnych, głodnych i spragnionych, miłosiernych, zabiegających o pokój, prześladowanych za sprawiedliwość, znieważanych i oczernianych.
Jest taki błogosławiony czas, kiedy jesteśmy wzywani do posługiwania innym, dzielenia się wiarą, radością i tym wszystkim, co jest w nas złożone przez Boga. Potem będzie inny błogosławiony czas, ale warto być tu i teraz.