Dzięki niezwykłej relacji z Ojcem, nic nie jest w stanie złamać zamiarów Jezusa. Niepowodzenia i odrzucenie nie odbierają Mu radości z wysławiania swojego Ojca. Tylko w Ojcu ma swoje oparcie, źródło i cel działania.
Zadaję sobie więc dziś pytanie: czy dostatecznie głęboko i całym sercem nawróciłam się do Pana? Odpowiadam z drżeniem: biada nie tylko „tamtym”. Mnie też.
Potrzeba tylko prosić Pana, aby dał nam otwarte oczy serca, by właśnie sercem dostrzec drugiego człowieka.
Chrystus w swojej miłości odpuścił biednemu niemowie grzechy i dał mu nowe życie, dał mu wielką radość. Radowali się wszyscy prócz tych, którzy sami chcieli być jak bogowie.
Jezus już nie jeden raz pokazał, że posiada wszelką władzę – także nad prawami natury, chorobą, cierpieniem i śmiercią. Kluczem jest wiara.
«Cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie»
To, co stanowi zewnętrzny przejaw uzdrowienia (podniesienie się chromego) wyraża rzeczywistość o wiele głębszą. Odpuszczenie grzechów jest przejściem z choroby do zdrowia, ze śmierci do życia.
To jedno malutkie „ale”, niestety zmienia wszystko. Nasz Bóg jest Bogiem „zazdrosnym”. On nie zadowala się resztkami ze stołu naszego życia i nie zadowoli się naszym „ale”.
«Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy»
Owa rana w sercu okazała się szczeliną, poprzez którą słowo Boże „wcisnęło się” w życie rodziny Zachariasza, by je radykalnie przemienić niespodziewanym darem. Bóg wysłuchał jego modlitwy, i to w sposób przekraczający ludzkie oczekiwania.