Mały brat Karol

Błogosławiony Karol de Foucauld zostanie 15 maja br. ogłoszony świętym. Nic większego nie da się powiedzieć o człowieku niż to, że był święty, czyli osiągnął cel życia. Po ludzku sądząc było to życie przegrane. Bóg jednak widzi wszystko inaczej niż my.

Karol de Foucauld

zdjęcie: www.freechristimages.org

2022-05-02

Jego śmierć trudno uznać za męczeństwo za wiarę, choć był na to gotowy. Zginął 1 grudnia 1916 r. w Tamanrasset na Saharze, we francuskiej Algierii. Do małej fortecy, którą zbudował, aby chronić okoliczną ludność (Tuaregów) przed atakami uzbrojonych band, wdarła się grupa rabusiów. Skrępowanego mnicha pilnował młody chłopak, który niechcący pociągnął za spust. Kula przeszyła głowę brata Karola.

Miał 58 lat i po ludzku sądząc, niewiele osiągnął. Chciał być misjonarzem głoszącym Chrystusa muzułmanom. Ale prócz kilku niewolników, których wykupił i ochrzcił, nikogo nie nawrócił. Nie udało mu się utworzyć zgromadzeń misyjnych mimo planów i zabiegów, które podejmował przez kilkanaście lat. Nie znalazł ani jednego człowieka, który zachciałby z nim dzielić misyjny zapał. Żył samotnie i umarł samotnie. Był jak płonący krzew na pustyni. Chciał być znakiem Bożej miłości dla tych, którzy jej nie znają.

Dopiero kilkanaście lat po jego śmierci, pięciu paryskich seminarzystów i księży udało się na Saharę, by tam prowadzić życie monastyczne w oparciu o regułę napisaną przez Karola de Foucauld, przyjmując nazwę Zgromadzenie Małych Braci Jezusa. Powstało także Zgromadzenie Małych Sióstr Jezusa oraz kilkanaście innych wspólnot, które wyrosły z duchowości brata Karola.

Spowiedź w kościele św. Augustyna

Charles de Foucauld urodził się 15 września 1858 r. w Strasburgu. Pochodził z rodziny arystokratycznej, miał tytuł wicehrabiego. Rodzice umarli zanim skończył 6 lat. Młodość miał burzliwą, stracił wiarę, rzucił się w wir zabaw, rozwiązłości. Uczył się w szkole oficerskiej, potem służył w Algierii, wówczas francuskiej kolonii. Tam zafascynowała go Sahara i kultura arabska, dlatego zrezygnował z kariery wojskowej i wyruszył na wyprawę badawczą w nieznane wówczas obszary Maroka. Do tego islamskiego kraju Europejczycy nie mieli wstępu, dlatego podróżował, udając Żyda. Reportaże, mapy, szkice z tej wyprawy przyniosły mu rozgłos i uznanie w Paryżu. Droga do nawrócenia Karola de Foucauld zaczęła się w piaskach pustynnych Algierii i Maroka. Przyczyniło się do tego jego spotkanie z muzułmanami. „Islam spowodował we mnie głęboki wstrząs. Widok tej wiary, tych dusz żyjących w nieustannej obecności Boga sprawił, że zacząłem postrzegać coś większego i prawdziwszego niż światowe zajęcia. Zacząłem studiować islam, a potem Biblię” – zwierzał się w liście. A nieco później pisał: „Zacząłem chodzić do kościoła nie wierząc, czując się dobrze tylko tam i spędzając długie godziny na powtarzaniu tej dziwnej modlitwy: «Boże mój, jeśli istniejesz spraw bym Cię poznał»”. Przełom nastąpił w paryskim kościele św. Augustyna. Trzydziestoletni Karol zaczepia wikarego ks. Huvelina, przedstawia się jako niewierzący i prosi o rozmowę na temat religii. Ksiądz zamiast dyskusji, proponuje mu od razu spowiedź i Komunię świętą. To działa. Młody awanturnik nawraca się. Dziś przy konfesjonale ks. Huvelina wisi tablica, która przypomina o tamtej spowiedzi. Tekst zaczyna się od francuskiego słowa „ici”, czyli „tutaj”. Łaska działa w konkretnym miejscu i czasie. De Foucauld poczuł się jak syn marnotrawny, który został przyjęty przez ojca. Odnalazł duchowy dom.

Umiłowane ostatnie miejsce

Kilkanaście kolejnych lat jego życia to ciąg intensywnych duchowych poszukiwań. Natchnieniem było dla niego zdanie z kazania ks. Huvelina: „Jezus do tego stopnia zajął ostatnie miejsce, że nikt nigdy nie zdołał Mu w tym dorównać”. De Foucauld całe życie szukał tego miejsca. Najpierw postanowił udać się do Ziemi Świętej. Tam zachwycił się tajemnicą Wcielenia, pokorą i ubóstwem Jezusa. Zafascynował go Nazaret, gdzie Jezus żył i pracował w ukryciu poddany ubogim rodzicom. Po powrocie do Francji decyduje się wstąpić do trapistów, gdzie przyjmuje imię Maria Alberyk. Nadal szuka „umiłowanego ostatniego miejsca”. Zwolniony ze ślubów zakonnych, wyjeżdża ponownie do Ziemi Świętej, gdzie pod imieniem Karola od Jezusa prowadzi życie kontemplacyjne przy klasztorze klarysek w Nazarecie. W liście do ks. Huvelina z 1898 r. pisał: „Tutaj, w roboczym ubraniu znalazłem to, czego szukałem tam (u trapistów). W mojej chałupce z desek, u stóp Tabernakulum u klarysek, w ciągu dni pracy i nocy spędzanych na modlitwie, znalazłem to, czego szukałem i pragnąłem od ośmiu lat. Tak prawdziwie znalazłem, iż widać, że to sam Bóg przygotował mi miejsce w swoim Nazaret, które od dawna mnie pociągało. To jest doprawdy naśladowanie życia ukrytego Pana Jezusa w Jego ubóstwie i głębokiej nocy”. Nazaret stał się w duchowości bł. Karola stałym punktem odniesienia. Rozumiał go jako codzienność przeżywaną w obecności Jezusa.

Medytacja życia Jezusa doprowadziła go do odkrycia, że sam Nazaret to za mało, bo Jezus jest Zbawicielem. Prawdziwą pracą Chrystusa nie była robota cieśli, ale zbawienie świata. Dlatego brat Karol opuszcza Nazaret i powraca do Francji. W 1901 r. przyjmuje święcenia kapłańskie i w tym samym roku osiedla się w pustelni Beni Abbes w środkowej Algierii. Tam pełni funkcję duszpasterza w garnizonach francuskich i pomaga miejscowej ludności muzułmańskiej. W 1905 roku przenosi się dalej na południe, w głąb Sahary. To już ostatnia prosta jego życia. Żyje wśród ludu Tuaregów, nomadów i wyznawców Allacha, w pustelni w Tamanrasset. Przekłada Ewangelię na język tuareski i marzy o tym, aby muzułmanie usłyszeli i przyjęli Chrystusa. Żyje jako pustelnik, asceta i misjonarz. Po kilku latach starań uzyskuje zgodę na samotne odprawianie Mszy świętej. Kiedy powali go ciężka choroba, życie uratują mu Tuaregowie.

W jednym z listów wyznał, że jest gotowy na męczeństwo: „Jakikolwiek byłby motyw dla którego nas zabijają, jeśli przyjmujemy w duchu niesprawiedliwą i okrutną śmierć jako błogosławiony dar z Twojej ręki, jeśli Ci za nią dziękujemy jako za pełną słodyczy łaskę... wówczas jakikolwiek byłby motyw, dla którego nas zabijają, umieramy z czystej miłości, a nasza śmierć stanie się dla Ciebie ofiarą o bardzo miłej woni”. Zginął wieczorem 1 grudnia 1916 r.

Zanieść Chrystusa muzułmanom

Swoje nawrócenie bł. Karol w jakiejś mierze zawdzięczał muzułmanom. To oni otworzyli go na obecność Boga. Kiedy odkrył i pokochał Chrystusa, żył pragnieniem podzielenia się swoim odkryciem z muzułmanami. Chciał zanieść im Ewangelię. Uważał, że Francuzi mają obowiązek ewangelizowania ludów w koloniach. Powodem misyjnego zapału de Foucauld nie była jednak kolonialna mentalność, ale miłość do Chrystusa i do ludzi, którzy Go jeszcze nie znają. Kiedy decydował się opuścić ukochaną Ziemię Świętą, by pojechać do Algierii, pisał: „Trzeba pójść – nie tam, gdzie ziemia jest najświętsza, ale tam, gdzie dusze są w największej potrzebie”. A w innym miejscu: „W Maroku, z 10 milionami mieszkańców nie ma ani jednego kapłana. W algierskiej Saharze znajduje się około 12 misjonarzy. Wydaje się, że nie ma ludu bardziej opuszczonego”.

Błogosławiony Karol szanował, a nawet podziwiał gorliwość religijną muzułmanów. „Szczególnie trudno jest nawrócić muzułmanów” – pisał. „Ich religia nie jest wcale bezsensowna jak w przypadku bałwochwalców. I obok błędów zawiera w sobie prawdy, zatem wyższość prawdziwej religii nie jawi im się jasno. Trudności nie powinny jednak zniechęcać, przeciwnie, wzmóc wysiłki, zwłaszcza modlitwę i pokutę”. Sam modlił się za swoich braci muzułmanów: „Boże mój, polecam Ci z całej duszy ich nawrócenie. Ofiaruję Ci za nich moje życie, za nawrócenie Maroka, za ludy Sahary, za wszystkich niewiernych”.

Widział swoje powołanie jako bycie pierwszym zwiadowcą, który przygotowuje grunt pod właściwą ewangelizację. Łączył w sobie powołanie mnicha i misjonarza. Swoją misję opierał na trzech zasadach: „naśladowanie ukrytego życia Jezusa w Nazarecie, adoracja wystawionego Najświętszego Sakramentu, osiedlanie się wśród najbardziej opuszczonych niewiernych ludów i czynienie wszystkiego, co można, dla ich nawrócenia”. Jako były oficer myślał strategicznie, chciał wygrać bitwę o dusze. Małe pustelnie mnichów-misjonarzy miały w jego wizji stanowić „straż przednią”, po to, by „przygotować drogę i ustąpić miejsca innym zakonnikom czy strukturom kleru, kiedy teren byłby wykarczowany.

Czego nas uczy bł. Karol?

Duchowość małego brata Karola inspiruje. Był przykładem odważnego wyjścia z Ewangelią do muzułmanów. Wyjścia, które nie ma charakteru podboju, ale jest misją ewangelizacyjną, której ostatecznym celem jest nawrócenie wyznawców islamu na wiarę w Chrystusa. Takiego zapału nie widać dziś w Kościele. Jest smutną ironią, że postawę bł. Karola odczytuje się dziś opacznie. Mówi się, że nie chciał nawracać muzułmanów, ale tylko z nimi być. Owszem chciał być z nimi, ale jako znak miłości Jezusa, jako płonący krzew, który pociągnie ich ku Zbawcy. Kto neguje misyjny zapał brata Karola, ten zniekształca sens jego życia, cierpienia, miłości, świętości i ofiary z życia. Owszem de Foucauld uczy, że nie da się zanieść innym Chrystusa bez zwykłej ludzkiej przyjaźni, życzliwości, obecności, szacunku i świadectwa.

Dla osób cierpiących duchowość brata Karola jest nade wszystko lekcją pokornej zgody z tym, co nas spotyka i szukania woli Bożej w czasie próby. Pustynia uczy pokory, jest miejscem nie nadającym się do życia, dlatego daje szansę, by otworzyć się na źródło życia, którym jest sam Bóg. Każda choroba jest czasem ogołocenia, jest wyjściem na pustynię. W tym sensie daje szansę na głębsze życie duchowe, na zbliżenie do Boga, do cierpiącego Jezusa.


Zobacz wszystkie teksty numeru 

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2022nr05, Z cyklu:, Nasi Orędownicy, Polecane, Nasze propozycje

nd pn wt śr cz pt sb

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

14

15

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 17.04.2024