Niebiańska elita

U chorych dzieci świadomość obecności Boga przekracza granice, sięgając nieraz granic mistycyzmu. One mają niesamowite wyczucie sacrum.

zdjęcie: Flickr.com

2026-06-03

Czy osoby ze znaczną niepełnosprawnością intelektualną mogą przyjmować sakramenty święte? Pytanie wydaje się być retorycznym, ale... Praktyka pokazuje, że jest różnie. Zdarza się, że rodzice chorych dzieci, pytając o możliwość przystąpienia przez dziecko do pierwszej Komunii świętej słyszą: „Po co? Przecież kontakt z nim jest ograniczony. Co ono z tego zrozumie?”. Albo: „Nie ma sensu bierzmowanie, skoro i tak nigdy nie przyjmie sakramentu małżeństwa” itp. Takie odpowiedzi bolą.

Zakreślmy sobie na początku granice naszej refleksji. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Kościół – wpatrzony w swojego Założyciela – w uprzywilejowany sposób traktuje wszystkich chorych, niepełnosprawnych fizycznie bądź intelektualnie, osoby w podeszłym wieku. Miniony wiek zaowocował wielością wypowiedzi, dokumentów, encyklik temu poświęconych. Święty Jan Paweł II mówił o chorych, że są „skarbem Kościoła”. W wymiarze lokalnym wspólnoty eklezjalne czynią wiele wysiłków, by zapewnić im opiekę, pełnię życia sakramentalnego itp. Traktujemy to jako oczywistość, niepodlegającą dyskusji.

Takie same przed Bogiem

Chciałbym zatem, odwołując się do swoich doświadczeń pracy w hospicjum, zawęzić temat do grupy najciężej chorych dzieci, posiadających ograniczone w znacznym stopniu możliwości komunikacyjne i intelektualne. Często (ale z różnych powodów nie zawsze) uczestniczących w katechezie specjalnej. Bez perspektyw na autonomiczną egzystencję i bez możliwości samodzielnego podejmowania decyzji. Dzieci, co do których trudno jest rozeznać, czy potrafią pojąć – przynajmniej w minimalnym stopniu – sens i wartość sakramentu, odróżnić dobro od zła. Którym da się – bądź nie da – wytłumaczyć odmienność Chleba Eucharystycznego od zwykłego opłatka. Są to dylematy rodzicielskie i duszpasterskie, którym chcielibyśmy się przyjrzeć.  

Zacznijmy od pytania podstawowego: czy dzieci najciężej chore są gorsze od dzieci zdrowych? W klasyfikacji pedagogicznej i psychologicznej mamy cztery stopnie niepełnosprawności: lekki, umiarkowany, znaczny i głęboki – w Kościele klasyfikacja ta odgrywa rolę drugoplanową. Patrzymy inaczej. Ważna jest osoba, jej godność. Dlatego odpowiadam: nie są gorsze. Jezus wielokrotnie podkreślał, że królestwo Boże jest przeznaczone dla wszystkich ludzi. Nigdzie nie znajdujemy wzmianki o jakichkolwiek wyłączeniach. „Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże»” – czytamy u św. Marka (Mk 10, 13-15). Gdy posyłał apostołów, mówił: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię WSZELKIEMU stworzeniu” (Mk 16, 15) – zwrócił na to uwagę papież Paweł VI w adhortacji „Evangelii nuntiandi”, podkreślając, że słowa Chrystusa nie są zacieśnione żadnymi granicami (pkt. 49-50), także intelektualnymi.

Wiara i rozum

Czasem pojawia się zastrzeżenie, że brak odpowiedniego minimum zdolności intelektu dyskwalifikuje dziecko w perspektywie przyjmowania sakramentu Eucharystii czy bierzmowania. Co wtedy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba postawić inne: jak postrzegamy świat? W jaki sposób budujemy relacje, odbieramy rzeczywistość? W jakich obszarach naszego jestestwa rodzi się wiara? Owszem rozum pozwala przyjąć treść, zrozumieć dogmaty, przyjąć Boże Słowo. Władza intelektu jest „mierzalna” – w szkole dzieci otrzymują oceny. Można zrobić test IQ. Przez całe życie podlegamy ocenie, ewaluacji w pracy itd. Ale to nie wszystko.

Przecież mówi się dziś w psychologii o inteligencji emocjonalnej, niemniej ważnej, dającej ogromne kompetencje poznawcze – subtelnej, trudno uchwytnej, a jednak empirycznie weryfikowalnej. Jej obecność sprawia, że chore dzieci pewne treści bardziej „czują”, niż rozumieją. One „wiedzą inaczej”. Karol Wojtyła w poemacie „Promieniowanie ojcostwa” pisał, że Bóg stwarzając człowieka, pozostawił w nim głód szukania Siebie – powiedzielibyśmy dziś: zainstalował w każdym z nas w akcie stwórczym swoisty „bezpiecznik”, gwarant, że – parafrazując św. Augustyna – niespokojne będzie ludzkie serce, dopóki nie spocznie w Bogu.

Jak to się dzieje w sytuacji chorych, niepełnosprawnych intelektualnie dzieci – nie wiem. Z własnego doświadczenia mogę napisać, że ich świadomość obecności Boga przekracza granice, sięgając nieraz granic mistycyzmu. One mają niesamowite wyczucie sacrum. Nie wiem skąd Dominik (znaczny deficyt intelektualny), pacjent naszego hospicjum wie, że wchodzę do jego domu z Komunią świętą? Jego śmiech słyszę już w progu, choć jestem daleko od jego pokoju. Gdy jestem z wizytą „nieeucharystyczną” wita mnie spokojnie, zwyczajnie. Nie wiem, dlaczego Bartek – choć ma na ścianie dziesiątki barwnych plam, obrazów, baloników – uwielbia „gadać” po swojemu z Jezusem Miłosiernym, wyrzeźbionym na obrazie, który dostał z okazji bierzmowania? Nieraz patrząc na te dzieci, mówię sobie: „Boże, i kto ma tutaj «oczy na uwięzi»”, one czy ja? To taka niabiańska elita…

 „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie…” – jeszcze raz przytaczam słowa Jezusa. Co On zrobi z tą bliskością? Nie wiem. Wiara to łaska. A przecież dla Niego nie istnieją granice, których nie mógłby pokonać

Wiara, która niesie

Co zrobić w sytuacji, gdy samo dziecko nie może poprosić o sakrament albo gdy nie ma pewności, że wie (przynajmniej w ograniczonym stopniu), czym jest Eucharystia? Ciekawie na ten temat pisał papież Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji apostolskiej „Sacramentum Caritatis” – chodzi o rozdział zatytułowany „Actuosa participatio chorych” (pkt 58). Ojciec Święty zwrócił uwagę na „konieczność zapewnienia duchowego wsparcia chorym, którzy pozostają we własnych domach lub znajdują się w szpitalach”, co jest rzeczą oczywistą dla Kościoła. Dodał też na końcu ważne dla nas słowa: „należy również zapewnić Komunię eucharystyczną, na tyle, na ile to jest możliwe, osobom upośledzonym umysłowo, ochrzczonym i bierzmowanym: otrzymują one Eucharystię w wierze, również w wierze ich rodziny lub wspólnoty, która im towarzyszy”. Sparaliżowanego człowieka (paraliż ciała i ducha) przyniosło do Jezusa kilka osób (przyjaciele, rodzina?). On zaś „widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy»”(Mt 9, 2).

Choć kontekst obu sytuacji jest różny, sens zachowuje podobieństwo. Wspólnotą wiary, wspomnianą przez Ojca Świętego, może być rodzina, ale też wolontariusze, pracownicy hospicjum. Gdy sakrament jest przyjmowany w kościele parafialnym (co jest często trudne ze względów medycznych) wówczas wiara całej wspólnoty „niesie” dziecko, „uzupełnia” wszystkie braki. I jestem przekonany, że Pan Bóg wie, co z tym zrobić.

Chrzest pragnienia

Warto nadmienić, że w starożytnym Kościele istniało pojęcie „chrztu pragnienia” (baptismus flaminis) lub „chrztu krwi” (baptismus sanguinis) – katechumenów, którzy przygotowywali się do jego przyjęcia, a wcześniej ponieśli śmierć męczeńską za Chrystusa, uważano za ochrzczonych. Analogicznie: zakładamy w naszej pracy hospicyjnej, że wiara rodziców chorego dziecka, ich wola, aby przyjęło sakrament Eucharystii czy bierzmowania, jest wyrazem pragnienia dziecka, któremu przekazali życie, chcą dla niego wszystkiego, co najlepsze, przede wszystkim nieba! Mamy do czynienia ze szczególnym rodzajem zastępczości, uzasadnionym prawem naturalnym.

Dlaczego zatem zdarza się, że rodzice chorych dzieci spotykają się z argumentem typu: „Wasze dziecko nie może przystąpić do sakramentu bierzmowania, ponieważ i tak się nie ożeni, najpewniej umrze przed osiągnięciem pełnoletności, nie jest mu do niczego potrzebny” itp.? Znam takie przypadki, niestety. Nie rozumiem argumentacji. Zdarza mi się rozmawiać o tym z księżmi. Niektórzy (na szczęście są to bardzo nieliczne przypadki) podają argument, że chore nieuleczalnie czy intelektualnie niesprawne dziecko nie ma teologicznego rozeznania, nie zrozumie, co sakrament wniesie w jego życie. To jest spojrzenie czysto ludzkie. Zapominamy, że „wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3, 8). Zapominamy, że to Pan Bóg daje łaskę i trudno Go w tym w jakikolwiek sposób ograniczać. Z mojej praktyki pracy w hospicjum mógłbym podać wiele przykładów takiego Boskiego działania.

Jak przygotować chore dziecko do sakramentów?

Nie ma reguł. Każde z dzieci ma swój niepowtarzalny sposób wyrażania myśli, reagowania, zachowania. Najlepiej rozumieją je rodzice, dlatego oni ustalają metody komunikacji, tempo przygotowania. Najlepiej znają „pojemność” intelektualną i emocjonalną swojego dziecka.

W przypadku dzieci, które znam, naszych pacjentów, odpada tradycyjna katecheza. Przygotowując np. do przyjęcia I Komunii świętej, proponujemy rodzicom czytanie opowieści o Panu Bogu, Biblię w obrazach, wspólną modlitwę przy dziecku. Można posłużyć się piktogramami. Ważną rolę pełni dotyk, możliwość spokojnego obejrzenia kościoła (jeśli jest to możliwe), jego wyposażenia, udział w Mszach świętych z kazaniem dedykowanym dzieciom. Istotne są krótkie, pełne treści, barwne, obrazowe komunikaty.

Więź z Panem Bogiem powstaje na poziomie emocji. Nasze dzieci często tę sferę mają rozwiniętą niezwykle mocno – jakby natura chciała w ten sposób nadrobić braki intelektualne. I tak, jak wszędzie, kluczowe jest świadectwo wiary tych, którzy je otaczają. Serce niech podpowie resztę.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr05, Z cyklu:, Rozmaitości