Na drogach życia z Kundusią
Świadectwa duchowej bliskości z Kundusią z Siwcówki.
zdjęcie: Archiwum prywatne
2026-04-01
Andrzej Staniek
świecki zakon karmelitów bosych
Spotkanie z osobą Kundusi i moja droga do Siwcówki zaczęła się w 2004 r., gdy wstąpiłem do Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych w Katowicach-Śródmieściu. W czerwcu tegoż roku miała miejsce ogólnopolska pielgrzymka do Stryszawy-Siwcówki, organizowana wtedy przez Towarzystwo Przyjaciół Kunegundy Siwiec. Tak zaczęła się moja droga z Kundusią i trwa do dzisiaj.
Pierwszym etapem tej drogi była lektura książki „Miejsce Mojego Miłosierdzia i Odpoczynku”, która opisuje doświadczenia (oświecenia) duchowe Kunegundy i jej rozmowy z Panem Jezusem, Matką Bożą i świętymi. Zebrał je i opisał ks. Bronisław Bartkowski, spowiednik Kundusi i ówczesny kapelan sióstr zmartwychwstanek, mających swoją kaplicę i klasztor w Siwcówce. Książka powstała z Opatrzności Bożej dzięki Helenie Faustynie Stańczyk, która dotarła do tekstów pisanych przez ks. Bronisława. Opowieść ta prawdziwie mnie urzekła.
W 2006 r. zachorowałem na ciężką chorobę – wykryto u mnie chłoniaka, zostałem poddany długotrwałej chemioterapii. Nasza wspólnota Świeckiego Zakonu modliła się za mnie za przyczyną Kunegundy Siwiec. Był to dla mnie bardzo trudny okres, ale to doświadczenie wręcz przybliżyło mnie do Boga i od tego czasu – na pewno bardzo nieudolnie – ale inaczej patrzę na życie. W 2007 r. stwierdzono u mnie remisję (cofnięcie się choroby) i po konsultacjach nie przeprowadzono autoprzeszczepu. Od tego czasu stan mojego zdrowia jest stabilny i nie muszę zażywać dodatkowych leków. Oczywiście wiele zawdzięczam lekarzom, których Bóg do mnie kieruje, w szczególności prof. Sebastianowi Grosickiemu.
W 2011 r. po raz pierwszy wyruszyła do Siwcówki piesza pielgrzymka (pielgrzymka ogólnopolska organizowana jest nieprzerwanie od 1999 r.), a jej trasa wiedzie z Wadowic do klasztoru sióstr zmartwychwstanek w Siwcówce. Nie opuściłem żadnej pielgrzymki (nawet w pandemii z żoną wybraliśmy się w drogę, ale wtedy jedyną możliwą trasą była trasa Wadowice – Groń Jana Pawła II – Wadowice). Po kilku latach pielgrzymowania drogami, co wymagało dodatkowych zezwoleń, zdecydowaliśmy się chodzić przez góry, właśnie przez Groń Jana Pawła II i od tego czasu staram się tą pielgrzymkę współorganizować.
Kundusia jest dla mnie wzorem zaufania Bogu, wyrozumiałości dla ludzkich wad, ale też stanowczości i odwagi.
W 1948 r. Kundusia ciężko zachorowała i od tego czasu aż do śmierci w 1955 r. bardzo cierpiała fizycznie. Nie uskarżała się, była zawsze pogodna, a cierpienia ofiarowała Panu Bogu. Odeszła z tego świata w opinii świętości. W późniejszym okresie w domu Kundusi w Siwcówce zamieszkała na stałe siostra ks. Bronisława Bartkowskiego – Pani Franciszka, która przyjechała, aby pomóc swemu bratu. Osobiście znała Kundusię i była dla nas skarbnicą wiedzy o niej. Chwalimy Boga za piękne życie Pani Franciszki.
Myślę, że Kundusia jest dla nas przykładem, jak należy żyć, zmagając się z trudnościami, a jako świecka karmelitanka jest także wzorem człowieka żyjącego w świecie. Staram się, oprócz innych lektur, codziennie sięgać do tekstów skierowanych do Kundusi przez Pana Jezusa, Matkę Bożą i świętych, które odczytuję jakby były skierowane do mnie.
Anna
świecki zakon karmelitów bosych
Życie Kundusi zaczęłam poznawać na przestrzeni lat 2019-2022. Przez krótki czas brałam udział w pracach pomocowych, dotyczących porządkowania i przygotowania pomieszczeń domu Kundusi do remontu. Był to bardzo dobry czas na poznawanie historii jej życia.
Miałam też okazję spotkać się z Panią Franciszką, która była ostatnim naocznym świadkiem życia Kundusi. Od niej dowiedziałam się o Kundusi najwięcej. W życiu Służebnicy Bożej bardzo porusza mnie cierpliwość w znoszeniu cierpienia, mówienie Bogu zawsze „tak” oraz łagodność w relacjach z ludźmi. Potrafiła w wielkiej pokorze znosić swój ból, mając przy tym ogromne zaufanie do Jezusa.
Dom Kundusi był zawsze otwarty dla innych, co w dzisiejszych czasach bywa rzadkością, bo pogubiliśmy się na drogach życia. Urzekająca jest dla mnie ta otwartość Kundusi na Boga, na człowieka, na świat.
Pamiętam jedną historię, o której mówiła Pani Franciszka. Ktoś przyszedł kiedyś po radę do Kundusi. Ona wysłuchała i kazała przyjść następnego dnia. Nie chciała pozostawić nikogo bez odpowiedzi, ale też nie spieszyła się w ich udzielaniu. To świadectwo tego, że jej słowa były wspierające i nie były nigdy wypowiadane pochopnie.Była oddana Bogu i mocno Go kochała.
Gdy pozostawałam czasem w jej mieszkaniu sama, wydawało się, że wszystko naznaczone jest jej obecnością, mimo, że mieszkał w tym domu potem ktoś inny. To też bardzo mnie poruszało – jak wszechogarniająca jest łaska Boża, że historia człowieka, którego On wybrał i powołał, potrafi przetrwać pokolenia. Od Kundusi uczę się kochać i trwać.
Zobacz całą zawartość numeru ►