Wiara darem
Uzdrowiony żebrak wyznaje wiarę w Jezusa. Szuka prawdy, jest otwarty na nią, przytacza niezbite fakty, kieruje się pokorą (nie krytykuje faryzeuszów, odpowiada na ich pytania). Jest wdzięczny Jezusowi za okazane dobro (oddaje Mu pokłon). Patrzy na świat „Jego oczyma”. I chociaż jest wyrzucony ze wspólnoty, czuje się szczęśliwy. Buduje wspólnotę wiary, „nowe życie”.
zdjęcie: www.freechristimages.org
2026-03-15
1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ps 23,1-6; Ef 5,8-14; J 8,12b; J 9,1-41
Tematyka dzisiejszej Liturgii Słowa koncentruje się wokół dwóch symbolicznych rzeczywistości: światła i ciemności; dnia i nocy.
W Kosmosie Słońce – gwiazda „daje życie” planetom, które krążą wokół gwiazdy, tzw. zaś czarne dziury są przestrzeniami, w których dokonuje się unicestwienie materii.
Począwszy od pierwszej księgi Pisma Świętego światło, jasność, symbolicznie utożsamiane były z Bogiem. Ciemność zaś, noc, z panowaniem zła. Chrystus zmartwychwstał o poranku, w nocy był kuszony w Ogrójcu, w chwili Jego śmierci ciemności zaległy ziemię.
Św. Paweł pisze do Efezjan: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. (…) Nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności.”
W sensie duchowym nasze życie to dążenie ku „światłu”, które daje życie. To umiejętność spojrzenia na świat „oczyma Jezusa”. To umiejętność ROZEZNANIA: przyjęcie „Światła” – dobra, Boga, Prawdy, a odrzucenie „ciemności”, zła, kłamstwa, szatana.
Św. Jan, Ewangelista rozumie wiarę: jako przyjęcie Osoby Chrystusa, ale także jako uporządkowanie życia – pójście za dobrem i odrzucenie zła. On jest Prawdą, która oddziela dobro od zła.
Dzisiaj relatywizuje się dobro i zł, relatywizuje prawdę. Posiadasz prawdę, sam jesteś w stanie ocenić, co jest dobre, a co jest złe – próbuje się nam wtłoczyć do głowy. O prawdzie czytamy w Ewangelii św. Jana, gdy Jezus stał na sądzie przed Piłatem. Ks. Szymik przywołując w komentarzu do tego ewangelicznego opisu myśl papieża Benedykta XVI o problemach współczesnych z uznaniem prawdy (pisanej z małej i dużej litery), pisał: „Ostatecznie Piłat zarówno Jezusowi, jak prawdzie – Temu, który jest prawdą – rzucił w twarz: «Precz! Precz!». Ale „precz” wobec prawdy źle się kończy dla tak krzyczących. Wolność bez prawdy okazuje się zawsze, prędzej, czy później, pseudowolnością niewolników.”
Czym kończy się zanegowanie prawdy: o istnieniu dwóch płci biologicznych, o początku i końcu naszego życia, o rozumieniu małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety? Powtórzę słowa ks. Szymika: „Wolność bez prawdy okazuje się zawsze, prędzej, czy później, pseudowolnością niewolników”.
Umiejętność badania, rozeznania, gdzie prawda, gdzie dobro, nabywamy dzięki Słowu Bożemu, dzięki nauce Kościoła. Idźmy do dzisiejszej Ewangelii. Jej bohaterem jest uzdrowiony niewidomy żebrak.
Choroba bohatera dzisiejszej Ewangelii – ślepota, była bardzo dotkliwa. Człowiek ten nie widział od urodzenia. Żył w ciemnościach od pierwszych chwil swojego życia. Nie posiadał wyobraźni kolorów, nie miał wyobraźni przestrzennej.
Współcześnie dzięki rozwiniętej medycynie choroby oczu są dobrze diagnozowane i leczone. Prof. Edward Wylęgała ze Szpitala Kolejowego w Katowickiej Ligocie dokonuje przeszczepów rogówki oczu, co nieraz przywraca wzrok chorym. Szpital posiada niezwykły komputer, który we współpracy ze sztuczną inteligencją potrafi w 2 sekundy uleczyć chore oko.
Profesor przywołuje niewidomych artystów: Stevie Wondera, Andrea Bocellego, Edwarda Degasa, którzy rozwinęli w swoim życiu inne talenty pomimo tego, iż byli niedowidzący lub niewidomi. Ostatni wspomniany – Edward Degas – był współtwórcą impresjonizmu w malarstwie. Może dlatego ich jedna niepełnosprawność poprowadziła ich do rozwinięcia innych talentów.
Niewidomemu z Ewangelii było bardzo trudno. Kiedy żył nie było ani dobrych okulistów, ani komputerów ze sztuczną inteligencją. Jak smutne musiało być jego życie, wskazuje żebractwo, do którego był zmuszony. Żył na marginesie społecznym nie tylko ze względu na swoją ślepotę. Jedni uważali, iż przyczyną jego wrodzonej choroby był grzech rodziców. Inni sądzili, iż przyczyna kalectwa tkwiła w grzechu popełnionym przez dziecko w łonie matki. Jezus odrzucił zarówno jedno i drugie.
Nie oznacza jednak, iż w ogóle Jezus w innych przypadkach zaprzeczał związkowi między grzechem a chorobą. Uzdrawiając paralityka – pamiętamy – powiedział: „Nie grzesz więcej, aby cię nie spotkało coś gorszego” (J 5, 15). Alkoholizm, uzależnienie od papierosów, od pornografii, mają swoje konsekwencje.
W przypadku niewidomego Jezus wskazuje, iż na nim mają dokonać się dzieła Boże. Dzięki niemu – podwójnie odzyskującemu wzrok, w sensie dosłownym – fizycznym i duchowym, inni paradoksalnie tracą jasność spojrzenia, stają się ślepcami, ogarnia ich duchowy mrok. „Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać” – mówi Jezus do uczniów.
Istotna jest intencja, która kieruje Jezusem. „Trzeba nam pełnić wolę Tego, który Mnie posłał”. Owe „trzeba nam” jest wyrazem pragnienia Boga Ojca. W pragnienie Ojca wszedł Jego Syn. To nie tylko w tym wydarzeniu to widzimy. Ostatecznie Syn Boży wypełnił wolę Ojca, gdy nas odkupił na krzyżu.
Jezus nakładając błoto na oczy niewidomego, czyni gesty podobne do tych, które wykonywał Bóg Ojciec, „lepiąc” człowieka z gliny, gdy go stwarzał. Jezus na powrót „lepi” człowieka, stwarza go w sposób duchowy, prowadzi go do wiary. Celem uzdrowień Jezusa jest objawienie się Królestwa Boga, jest poprowadzenie uzdrowionego i innych do wiary. Jest poprowadzenie do wiary.
Czy mamy taką samoświadomość wydarzeń z życia, przez które Bóg nas prowadzi do wiary?
Wracając do Ewangelii, zobaczmy: uzdrowiony zaczyna postępować w świetle. Widzi najpierw w sensie dosłownym. Trudno nam, widzącym od urodzenia, wyobrazić sobie, jaka nastąpiła zmiana jakości jego życia.
Zaczyna widzieć kolory, przestrzeń, kształty znane mu do tej pory jedynie dzięki dotykowi, widzi konkretne osoby, rzeczy. Wspomniany prof. Wylęgała opowiada o odzyskujących dzięki jego pomocy medycznej wzrok, m.in. o ojcu, który pierwszy raz zobaczył syna. Do tej pory mógł go tylko dotykać, czy go słyszeć. Wiele wzruszenia było w tym momencie.
Uzdrowiony ewangeliczny zaczyna – podobnie jak w przypadku Samarytanki, o której mówiła zeszłotygodniowa Ewangelia – etapami rozpoznawać Jezusa. Tamten wyleczony ojciec również etapami miał ściągany bandaż i etapami odzyskiwał zdolność widzenia. Punktem kulminacyjnym stało się u ewangelicznego uzdrowionego wyznanie wiary w Jezusa jako Syna Bożego oraz oddanie Mu pokłonu. Równocześnie – niejako spontanicznie się to dokonuje – zaczyna głosić Ewangelię innym, ewangelizować.
Niezwykła jest pedagogia działania Jezusa. Nie tylko bezpośrednio głosi Dobrą Nowinę. Jego ulubionym sposobem działania jest przekazanie tej władzy swoim uczniom. Komu ją przekazuje? Tym z marginesu, którzy stają się najgorliwszymi apostołami, bo doświadczyli Jego uzdrawiającej miłości. Symboliczna w tym miejscu staje się nazwa sadzawki, do której Jezus odesłał uzdrowionego człowieka: Siloe oznacza „posłany”. Uzdrowiony ze ślepoty żebrak został posłany przez Jezusa.
Kogo ewangelizuje uzdrowiony ślepiec? Tych, którzy jako pierwsi powinni wyznać wiarę w Jezusa jako Syna Bożego: sąsiadów, faryzeuszów i swoich rodziców. Smutne staje się ich zaślepienie. Faryzeusze nie tylko nie potrafią zmierzyć się z faktem – który rzeczywiście się dokonał – uzdrowienia, ale odrzucają także Uzdrawiającego. Bł. Matka Róża Czacka, niewidoma matka niewidomych, pionierka polskiej tyflologii, założycielka Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi mówiła, że największą ślepotą jest ślepota duszy.
Zatwardziałość serca faryzeuszów przejawia się w złości, w krytykanctwie (nie ma w nich szczerego dążenia do prawdy), ostatecznie dzieli ich (w języku oryginalnym dosłownie czytamy, iż dokonała się między nimi schizma), ponadto wyrzucają uzdrowionego ze wspólnoty. Zatwardziałość serca, krytykanctwo, podział między ludźmi to znaki działania szatana, księcia ciemności.
Spójrzmy na nasze życie, czyich jest więcej owoców działania: światła, czy ciemności? Podział między ludźmi, rozbicie jedności we wspólnocie, w małżeństwie to znaki działania złego. Jedność, harmonia, pokój to działanie dobrego ducha. Nieraz latami chodząc do kościoła, członkowie rodzin nie potrafią ze sobą rozmawiać, są skłóceni.
Wydłużona modlitwa osobista w naszym życiu jest czasem budowania więzi z Jezusem, czasem pokoju i jedności. Współcześnie toczymy największą walkę duchową o czas i miejsce na osobistą modlitwę. Wiele obowiązków, spraw spłaszcza nam życie duchowe.
Uzdrowiony żebrak wyznaje wiarę w Jezusa. Szuka prawdy, jest otwarty na nią, przytacza niezbite fakty, kieruje się pokorą (nie krytykuje faryzeuszów, odpowiada na ich pytania). Jest wdzięczny Jezusowi za okazane dobro (oddaje Mu pokłon). Patrzy na świat „Jego oczyma”. I chociaż jest wyrzucony ze wspólnoty, czuje się szczęśliwy. Buduje wspólnotę wiary, „nowe życie”.
Wyrzucenie ze wspólnoty bibliści tłumaczą kontekstem historycznym napisania Ewangelii św. Jana. Był to czas, kiedy chrześcijanie pochodzący z judaizmu, byli wyłączani ze wspólnot żydowskich. Było to powodem ich wielkiego bólu. Św. Jan przywołując historię uzdrowionego, podnosił ich na duchu.
Możemy analogicznie odnieść ten redakcyjny zamysł Ewangelisty do czasów współczesnych, gdy nasza wiara i moralność stają się obiektem kpiny, wykluczenia ze „salonów”, gdy „wytyka się” palcem chrześcijan, uznając ich za nieżyciowych i zacofanych. Słysząc dzisiaj tę historię, św. Jan również i nam pragnie dodać odwagi, byśmy nie bali się bronić wartości, w których wyrośliśmy. Chrześcijaństwo jest wielką nadzieją na współczesne bolączki. Pokazywali to i nadal to czynią, licznie przyjmujący chrzest dorośli we Francji.
Zaślepieni faryzeusze na potrafili dostrzec dobra przyniesionego przez Jezusa. Uzdrowiony patrząc „Jego oczyma” na świat, otrzymał zdolność wydobywania dobra. To umiejętność nazywania dobra po imieniu. To kontemplacja tego dobra. Dzisiaj na odwrót wszystko i wszystkich krytykuje się i widzi się jedynie zło. Chrześcijaństwo nie uczy przymykania oczu na zło, ale uczy kontemplacji dobra. Wiara rodzi się z tego, co uznajemy za dobry dar otrzymany przez Boga. Najczęstszą modlitwą członków ApCh jest modlitwa dziękczynienia. Gdy widzimy dary otrzymane od Boga, nasza wiara wzrasta.
W pierwszym czytaniu usłyszeliśmy opis wybrania Dawida. Autor Księgi natchnionej przywołał słynne słowa Boga, którymi miał kierować się Samuel wybierając króla: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, (…) nie tak bowiem człowiek widzi, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. Bóg wybrał Dawida, bo wiedział, co jest w jego sercu, chociaż zewnętrzne, ludzkie kryteria mówiły coś innego.
Spróbujmy i my dostrzec serce człowieka, co w nim jest, ile dobra. Nie tylko liczy się piękno zewnętrzne. Nieraz to właśnie osoby chore, niepełnosprawne, czy też osłabione wiekiem stają się niezwykłym darem dla społeczeństwa. Prawda – dobro – piękno to oznaki życia w świetle Słowa Boga.
Spróbuj dzisiaj podziękować małżonkowi, rodzicowi, dziecku, dziadkom za to, że są wielkim darem dla Ciebie. A gdy tego nie widzisz, zastanów się, dlaczego tak jest? Wspólnie dziękujemy dzisiaj Dobremu Bogu za Jego obecność w naszym życiu, za dar wiary, za dar chrztu świętego, dzięki któremu otworzyły nam się bramy do Nieba, i dzięki któremu możemy żyć we wspólnocie Kościoła świętego.