Od mroku niewoli do światła wiary – Święta Józefina Bakhita

Najbardziej zdumiewającym owocem jej wiary była zdolność do przebaczenia. Zapytana, co zrobiłaby, gdyby spotkała swoich porywaczy, odpowiedziała bez wahania, że uklękłaby i ucałowała im ręce, bo gdyby nie oni, nie poznałaby Jezusa.

zdjęcie: www.freechristimages.org

2026-02-05

Święta Józefina Bakhita przyszła na świat około 1869 roku w Sudanie, w regionie Darfur. Urodziła się w kochającej, zamożnej rodzinie, otoczona troską i miłością. Niestety, jej szczęśliwe dzieciństwo zostało brutalnie przerwane. W wieku ośmiu lat została porwana przez arabskich handlarzy niewolników. Trauma była tak wielka, że dziewczynka zapomniała swojego imienia. Porywacze, w okrutnym geście ironii, nazwali ją „Bakhita”, co po arabsku oznacza „szczęśliwa”. To imię, nadane przez oprawców, stało się dla niej piętnem. Jej „szczęście” bowiem polegało na tym, że przez kolejne lata była sprzedawana pięciokrotnie na targach niewolników. Doświadczyła niewyobrażalnego okrucieństwa, głodu i upokorzenia. Jeden z jej właścicieli, turecki generał, kazał ją i inne niewolnice poddać rytualnemu tatuowaniu, co było tradycyjną praktyką w całym Sudanie. Jej pani, trzymając w ręku bicz, stała na straży, gdy służąca przyniosła miskę mąki, miskę soli i żyletkę. Użyła mąki, by narysować wzory na jej skórze, po czym głęboko nacinała wzdłuż linii, a następnie napełniała rany solą, by zapewnić trwałe blizny. Łącznie wyryto 114 złożonych wzorów na jej piersiach, brzuchu i na prawym ramieniu. Ból fizyczny był ogromny, ale jeszcze większa była rana w jej sercu – rana odrzucenia, samotności i poczucia, że jest tylko rzeczą, a nie człowiekiem. Te blizny nosiła na swoim ciele do końca życia jako bolesne świadectwo ludzkiego okrucieństwa.

Podróż, która zmieniła wszystko

Przełom w życiu Bakhity nastąpił, gdy została kupiona przez włoskiego konsula, Callisto Legnaniego. Po raz pierwszy od lat ktoś potraktował ją z życzliwością i szacunkiem. Nie była już bita ani poniżana. Kiedy konsul musiał wracać do Włoch, Bakhita błagała, aby zabrał ją ze sobą. Tak trafiła do Europy, gdzie rozpoczęła się jej długa droga ku prawdziwej wolności. We Włoszech służyła w domu przyjaciela konsula, Augusto Michieliego. Kiedy państwo Michieli musieli wyjechać w podróż, powierzyli Bakhitę opiece sióstr kanosjanek (Zgromadzenie Córek Miłości) w Wenecji. To właśnie tam, za murami klasztoru, po raz pierwszy usłyszała o Bogu, który jest Miłością.

W klasztorze Bakhita odkryła, że istnieje „Ktoś”, kto zna ją od zawsze, kocha ją bezwarunkowo i nigdy jej nie opuścił, nawet w najgorszych chwilach niewoli. To odkrycie wstrząsnęło nią do głębi. Jak sama później wyznała, gdyby znała tego Boga jako dziecko, o wiele łatwiej zniosłaby swoje cierpienie. To właśnie wtedy jej imię – „Bakhita” – nabrało zupełnie nowego znaczenia. Jej prawdziwym szczęściem nie było uniknięcie niewoli, ale odnalezienie w niej Boga. Zrozumiała, że jest nieskończenie kochana przez Stwórcę, a jej godność nie zależy od opinii ludzi, ale od bycia dzieckiem Bożym.

Dar przebaczenia

Gdy pani Michieli wróciła z podróży i chciała zabrać Bakhitę z powrotem, ta odmówiła. Sprawa trafiła do sądu, który orzekł, że niewolnictwo we Włoszech jest nielegalne, a Bakhita jest osobą wolną. Wtedy po raz pierwszy mogła sama zadecydować o swoim losie. Wybrała Boga.

9 stycznia 1890 roku przyjęła chrzest, bierzmowanie i I Komunię świętą, otrzymując imię Józefina Małgorzata Fortunata. Kilka lat później wstąpiła do zgromadzenia sióstr kanosjanek. Przez ponad 50 lat służyła Bogu i ludziom w klasztorze w Schio, wykonując najprostsze prace – była kucharką, szwaczką, a przede wszystkim furtianką. To właśnie przy furcie klasztornej spotykała ludzi, którzy przychodzili ze swoimi troskami. Jej łagodny uśmiech, pełne ciepła oczy i proste słowa pociechy przynosiły ulgę wielu osobom. Nazywano ją z miłością „Madre Moretta”, czyli „Czarna Mateczka”.

Najbardziej zdumiewającym owocem jej wiary była zdolność do przebaczenia. Zapytana, co zrobiłaby, gdyby spotkała swoich porywaczy, odpowiedziała bez wahania, że uklękłaby i ucałowała im ręce, bo gdyby nie oni, nie poznałaby Jezusa. Przebaczenie sprawiło, że stała się wolna. Przebaczenie, które najpierw otrzymała przez miłosierną miłość Boga, a potem przebaczenie, którym obdarzała, uczyniło ją kobietą wolną, radosną, zdolną do miłości. To jest lekcja, która wstrząsa powszechnym postrzeganiem cierpienia, niesprawiedliwości i krzywdy.  Papież Benedykt XVI w swojej encyklice „Spe Salvi” wskazuje na św. Józefinę Bakhitę jako na wzór nadziei i przebaczenia, które rodzą się nie z zapomnienia o złu, ale ze spotkania z Bogiem, który potrafi nawet największe zło wykorzystać w taki sposób, by ostatecznie zatriumfowało dobro. Jej życie dowodzi, że wiara i nadzieja chrześcijańska to nie tani optymizm, ale głębokie przekonanie, że ostateczne zwycięstwo należy do Bożej miłości.

Orędowniczka

W 2000 roku papież Jan Paweł II ogłosił Józefinę Bakhitę świętą. Jej historia stała się inspiracją dla całego Kościoła i świata. Dziś jest ona potężną orędowniczką w niebie, szczególnie dla tych, którzy noszą w sercu podobne rany. Święta Józefina Bakhita jest patronką: Sudanu i Sudanu Południowego – krajów wciąż naznaczonych konfliktami i cierpieniem oraz ofiar handlu ludźmi i współczesnego niewolnictwa – jej wstawiennictwu poleca się miliony ludzi, którzy dziś cierpią z powodu wyzysku.

Historia św. Józefiny Bakhity to dowód na to, że nawet w najgłębszej ciemności może rozbłysnąć światło wiary. Jej droga od bycia przedmiotem w rękach ludzi do stania się umiłowaną córką Boga jest potężnym świadectwem miłości i przebaczenia. Historia św. Józefiny Bakhity przypomina nam, że niezależnie od tego, przez jakie trudności przechodzimy w życiu, nigdy nie jesteśmy sami. Święta Bakhita uczy, że Bóg, którego nazywała czule „Paron” (Pan, Mistrz), jest zawsze blisko, gotów zamienić wszystkie blizny krzywdy w znaki pojednania i przebaczenia. Jej życie jest świadectwem, że żadna rana nie jest zbyt głęboka, by Boża miłość nie mogła jej uleczyć.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, Cogiel Renata Katarzyna, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr01, Z cyklu:, Nasi Orędownicy