Na śniadaniu z Panem
Bóg nie potrzebuje zbyt wielu słów, bo wie, co dzieje się w naszym sercu. Dla nas jest to ważne, żeby zobaczyć w sobie tę mozaikę, to pomieszanie słabości i wielkości, zdolności do grzechu i do świętości po to, aby pozbyć się złudzeń, które zatrzymują nas w tej niezwykłej, ciągle nowej drodze z Bogiem.
zdjęcie: Loft Gallery
2026-04-10
Komentarz do fragmentu Ewangelii J 21, 1-14
Piątek w oktawie Wielkanocy
Jezus po swoim zmartwychwstaniu wiele razy spotykał się ze swoimi uczniami. To dzisiejsze spotkanie jest dla mnie wyjątkowe, może uruchomić wszystkie zmysły.
Oczami wyobraźni można zobaczyć płomienie ogniska, usłyszeć trzask palącego się drewna, poczuć zapach pieczonej ryby, a nawet jej spróbować. Jezus przygotował i zaprosił uczniów na śniadanie. Chce z nimi pobyć, nakarmić ich. Nic nie wyjaśnia, choć wie, że oni biją się z myślami, czy to naprawdę jest On.
Nocny połów ryb był całkowicie nieudany, nic nie złowili. Rankiem Jezus staje na brzegu jeziora i wtedy wszystko zaczyna się układać. Wcześniej uczniowie zachowują się tak, jakby nie wiedzieli co robić. Przychodzą do Galilei i łowią ryby, tak jakby tych trzech lat wędrówki z Jezusem zupełnie nie było. Przychodzą nad jezioro może dlatego, że tak powiedział Jezus przed swoją męką i to powtórzył anioł po zmartwychwstaniu. Może dlatego, że to ich rodzinne, dobrze znane okolice, a może dlatego, że chcieli wrócić do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. My też przecież często tak robimy. Gdy kończy się jakaś relacja, wspominamy, wracamy tam, gdzie zaczęła się fascynacja, przyjaźń albo miłość. Być może uczniowie żyją jakby w zawieszeniu, jakby nie mogli się odnaleźć. Ich zachowanie wydaje się dziwne, niezrozumiałe. Najbardziej nielogiczne jest zachowanie Piotra. Chyba nie wie, czy może przewodzić innym, miał przecież być skałą, a trzykrotnie wyparł się Jezusa. Nie ukrywa swojej winy. Chce być blisko Jezusa, a jednocześnie nie jest pewien czy może. A Jezus nie potrzebuje tłumaczenia, analizy, przyznania się do grzechu. Przywraca mu wszystko, czym go obdarzył, pytając po prostu o jego miłość i przyjmuje tę niedoskonałą, którą Piotr może Mu ofiarować.
Bóg nie potrzebuje zbyt wielu słów, bo wie, co dzieje się w naszym sercu. Dla nas jest to ważne, żeby zobaczyć w sobie tę mozaikę, to pomieszanie słabości i wielkości, zdolności do grzechu i do świętości po to, aby pozbyć się złudzeń, które zatrzymują nas w tej niezwykłej, ciągle nowej drodze z Bogiem.