O powrotach z „dalekiej krainy”

Syn wraca, gdyż nie ma co jeść, jest głodny, a jego świat i pomysły legły w gruzach. Cóż, nie jest to wzniosła motywacja, jednak i ona zostaje przepalona ojcowską bezinteresownością. Nasze ludzkie motywacje też bywają różne.

zdjęcie: Loft Gallery

2026-03-06

Komentarz do fragmentu Ewangelii Łk 15, 1-3.11-32 
II tydzień Wielkiego Postu

Od wielu lat na ścianie mojego pokoju wisi obraz Rembrandta zatytułowany „Powrót syna marnotrawnego”. Nigdy nie nudzi mi się patrzenie na scenę, która jest treścią dzisiejszej Ewangelii.

Pierwszą osobą, która mnie zaintrygowała, był młodszy syn, który wraca do domu w zużytym ubraniu, zdartych butach i klęczy, wtulając się w Ojca. Czasami wyobrażałam sobie, że to ja jestem synem, który wziął wszystko „co się należało” i to wszystko utracił w dalekiej krainie przeszłości. Myślałam o tym, że wraz z upływem lat zamiast promienieć świętością, wracam z pustymi rękoma i spotykam czekającego, stęsknionego Ojca, który kładzie swoje ręce na moich zmęczonych plecach. Rozważałam, jak teraz ja klęczę, wtulając się w tę jedyną Miłość. Świat jakby przestał istnieć i liczyła się tylko ta Miłość, przebaczająca i miłosierna.

Czasami w postaci młodszego syna dostrzegałam któregoś z chorych, zagubionego w życiowych wyborach, wracającego po tylu latach do Chrystusa, do Kościoła. Jak mawiała moja koleżanka po fachu: „Bo przecież życie to sztuka wyboru”. 

Syn wraca, gdyż nie ma co jeść, jest głodny, a jego świat i pomysły legły w gruzach. Cóż, nie jest to wzniosła motywacja, jednak i ona zostaje przepalona ojcowską bezinteresownością. Nasze ludzkie motywacje też bywają różne. 

Gdyby skupić się tylko na młodszym synu, scena mogłaby się wydawać nieco ckliwa, dlatego przydaje się kubeł zimnej wody, jakim jest postawa starszego syna.

Tak więc czasami wyobrażałam sobie, że jestem starszym synem obrażonym na Ojca, oburzonym na brata i dotkniętym niesprawiedliwością. Starszy syn z niepokojem przeczuwający, co się wydarzyło, najpierw zasięga języka u sługi, później nie chce wejść do domu, pomimo zachęty ze strony Ojca, ostatecznie staje obok i ocenia całą tę – jego zdaniem – żałosną maskaradę. Jak bardzo starszy syn potrzebuje tego, co oznacza słowo „nawrócenie”, „metanoia” – czyli zmiana myślenia. 

Na obrazie Rembrandta jest jeszcze dwóch innych obserwatorów ludzkiego dramatu i tajemnicy miłosierdzia. Czasami stałam blisko nich, w cieniu, aby spokojnie ocenić wszystkie postaci, może je opisać albo zaobserwować, co lepiej brzmi.

Bywało także, że wyobrażałam sobie że jestem ojcem-rodzicem, który jednakowo kocha obydwu synów; starszego, który pozostał blisko i pomaga w domu, oraz młodszego, który jeszcze nie wrócił. 

Ojciec z tej przypowieści różni się od Dobrego Pasterza, który szuka zagubionej owcy, odnajduje ją i wyciąga z cierni, jak przedstawiano tę scenę na starych obrazach. Ten Ojciec mający jedną dłoń matczyną, drugą ojcowską, pozostaje w domu. Nie biegnie za dzieckiem, nie wyrywa go ze złego towarzystwa, a czeka i wypatruje. Jednocześnie nie traci uważności i miłości dla drugiego syna. Rembrandt maluje Ojca jako starszego, nieco przygarbionego, zmęczonego, jednak w pełni dojrzałego człowieka, który jest zaprzeczeniem słów, które często słyszę, że: „Starość się Panu Bogu nie udała”. 

Przypowieść o synu marnotrawnym niejednokrotnie była dla mnie pomocą w wielkopostnym rachunku sumienia. 

Autorzy tekstów, Kumor-Głodny Teresa, Rozważanie, Komentarz do ewangelii