Wszczepieni w Jezusa
Nie ma latorośli, której Jezus nie mógłby przywrócić życia. Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie już na zawsze otworzyły mi niebo.
2026-03-05
Komentarz do Liturgii Słowa: Rdz 37, 3-4.12-13a.17b-28; Mt 21, 33-43.45-46
II tydzień Wielkiego Postu
Niedawno było mi dane odwiedzić jedną z lokalnych winnic obszaru małopolski. Winnica Jura, położona w maleńkiej miejscowości Rybnej, zachwyca. Droga prowadząca do niej jest wąska, a kiedy dociera się na miejsce można mieć wrażenie, że to inny świat i chciałoby się tu zatrzymać na dłużej. Zachwycają krzewy i winne latorośle, a na nich owoce, z których wyciska się sok, który poddany procesowi fermentacji i destylacji wydaje wspaniałe wino. Sommelier, a jednocześnie właściciel winnicy, zaprowadził nas do oszklonego pomieszczenia, posadził przy stołach z przekąskami i zaczął z pasją opowiadać o swojej winnicy tak jakby to było jego dziecko, które dorasta, potrzebuje mleka matki, opieki, czułości.
Słuchając jego opowieści podziwiałem pasję, z jaką to robił. To, co mówił, nie było zwykłą opowieścią, zdobytą wiedzą, wyczytaną w podręcznikach, to było coś, czym żył, co odkrył. To było odkrycie czegoś, co daje poczucie spełnienia, choć nosi w sobie ryzyko porażki. Każdy kolejny rok i ilość zebranych winogron, ich jakość, zależy przecież nie tylko od człowieka, ale od pogody, słońca, deszczu, nieodpowiedniego wiatru, robactwa i zarazy, która może przecież nieść ryzyko zniszczenia. Od posadzenia krzewu do delektowania się wspaniałym sokiem daleka droga.
Dziś w Ewangelii mamy również obraz winnicy, choć zapewne tamta biblijna była nieco inna, niż te współczesne. Choć sposób wyrabiania wina jest bardzo podobny, zapewne zmieniły się naczynia do przechowywania soku, kadzie, amfory czy beczki. Jedno jest pewne, gospodarz z kart Ewangelii włożył w jej powstanie ogromny wysiłek. „Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę”. Zaufanie gospodarza nie zostało w ogóle docenione, wręcz przeciwnie: „rolnicy chwycili jego sługi, jednego obili, drugiego zabili, trzeciego ukamienowali…”. Ich bezczelność okazała się tym większa, że nie okazali szacunku wobec syna: „To jest dziedzic, chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”.
Być może słuchając tej Ewangelii jesteś oburzony zachowaniem rolników. Zapewne od razu w myślach pojawia się ocena tej sytuacji. Jakbyś zachował się, gdyby ktoś powiedział ci, że jednym z tych niewdzięcznych rolników jesteś nim ty sam? Jesteśmy latoroślami w winnym krzewie - Jezusie, uprawianym przez Ojca. Ile razy sam przez grzech chciałeś być samotną latoroślą uważając, że poradzisz sobie sam. Nie potrzebujesz wszczepienia siebie w krzew winny? Ile razy odrzucałeś Ojca, który, uprawiając krzew winny, przycinał ciebie jako latorośl, opatrywał twoje zeschnięte życie? Tak, to ja, nawet nie uświadamiając sobie tego, zabijam dziedzictwo Boga. Ile razy spotykam się z jego wysłannikami, a gardzę ich radami, obecnością? Ile razy Syn Ojca przeze mnie jest zabijany?
Na szczęście jest w tej Ewangelii obraz nadziei: „Ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła”. Bóg ze złych wyborów ludzkich, złych decyzji, podobnie jak w życiu św. Józefa i jego braci, zawsze wyprowadza dobro. Nie ma latorośli, której Jezus nie mógłby przywrócić życia. Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie już na zawsze otworzyły mi niebo.
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje życiodajne soki, płynące z sakramentów Kościoła. To dzięki nim mogę być w winnicy, która nie jest moja, ale uprawiana przez Twojego Ojca. Już nie muszę się martwić o nic innego, jak tylko o bycie blisko Ciebie, bo zapewniasz mnie, że kiedy będę wszczepiony w Ciebie, zawsze będę zakwitał, a życie będzie miało posmak miłości.