Pusty grób, czyli refleksja wielkanocna na czas epidemii w świetle J 20, 1-10

W te niezwykłe święta, kiedy to nie powinniśmy wychodzić z domu (ani do kościoła, ani do bliskich z rodziny, ani na spacer do lasu) zapraszam do duchowej wędrówki do grobu Jezusa. Na tej drodze będziemy towarzyszyć Marii Magdalenie, Piotrowi oraz uczniowi, którego Jezus miłował, a w którym tradycja upatruje apostoła Jana.

zdjęcie: canstockphoto.pl

2020-04-11

W te niezwykłe święta, kiedy to nie powinniśmy wychodzić z domu (ani do kościoła, ani do bliskich z rodziny, ani na spacer do lasu) zapraszam do duchowej wędrówki do grobu Jezusa. Na tej drodze będziemy towarzyszyć Marii Magdalenie, Piotrowi oraz uczniowi, którego Jezus miłował, a w którym tradycja upatruje apostoła Jana.

„A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 20, 1). Zastanawiamy się, która to mogła być pora, gdy Maria przyszła do grobu: gdzieś między 3.00 a 6.00 nad ranem. Było jeszcze ciemno. Ciemności wskazują tu nie tylko na wczesną porę, ale także na atmosferę smutku i przygnębienia po śmierci Jezusa. Dziś ciemności te można odnieść do klimatu związanego w czasem epidemii, klimatu lęku, niepewności, izolacji, klimatu cierpienia ludzi zarażonych i klimatu żałoby po stracie bliskiej osoby. W tej właśnie ciemności epidemii wyruszamy, wraz z Marią Magdaleną.

Dlaczego Maria poszła do grobu? Ciało Jezusa już było namaszczone, pogrzeb się odbył. Może w jej życiu było tak, jak w czasie żałoby zwykłego człowieka. Bo wcześniej przed śmiercią bliskiej osoby czas jest bardzo trudny i napięty. Jeśli ten, który umarł, był dotknięty jakąś chorobą, to otoczenie było zajęte troską o chorego: szpital, lekarze, opieka, może hospicjum. Potem przyszła śmierć i następowały przygotowania do pogrzebu: formalności, zakład pogrzebowy, kościół, sam pogrzeb, cmentarz, stypa. Nie było czasu na zatrzymanie się, może nawet nie było czasu na łzy. Dopiero dni po pogrzebie z jednej strony przynoszą zwolnienie tempa i pewne wyciszenie, ale z drugiej – są czasem refleksji nad tym, co tak naprawdę się stało. Dopiero wtedy zaczyna człowiek doświadczać poczucia straty. Właściwie dopiero wówczas rodzi się żałoba. Rodzi się ból, smutek, tęsknota. Tego doświadczyła Maria Magdalena. Teraz idzie do grobu, by zatrzymać się, by zastanawiać się nad tym, co się stało. Może stawia pytanie – jakże bliskie ludziom po stracie – dlaczego? Dlaczego umarł? Dlaczego przeszedł taką mękę? Jaki jest sens tego wszystkiego? W doświadczeniu cierpienia i izolacji związanej z epidemią rodzi się poczucie straty i tęsknota za czymś, co wcześniej było oczywiste: za bliskimi, za lasem, za słońcem, za Mszą św., za Komunią. Zamiast radości spotkań wielkanocnych rodzą się w ciemności epidemii pytania: dlaczego? dlaczego tak się dzieje? jaki jest sens tego wszystkiego? 

„Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono»” (J 20, 2). Słowa z Ewangelii wyrażają to, czego Maria doświadczyła przy pustym grobie. Ogarnęły ją zdziwienie, zaskoczenie, niezrozumienie. Maria podejmuje próbę wyjaśnienia niezrozumiałych faktów ludzkim sposobem: „Zabrano Pana z grobu”: zwykła ludzka interpretacja tego, co zobaczyła.

Na nasze pytanie dlaczego?, czyli na pytanie o sens, które stawiamy w obliczu cierpienia, choroby, śmierci pojedynczego człowieka, ale także w obliczu społecznego doświadczenia epidemii, rodzą się różne odpowiedzi. Społecznie, medycznie, statystycznie  analizuje się sposób zarażania, sposób rozprzestrzeniania się wirusa, szuka się szczepionki, tworzy się różnego rodzaju teorie. Ludzki umysł pracuje, analizuje, szuka odpowiedzi i rozwiązań. I może się wydawać, że nauka ostatecznie to wszystko ogarnie. A jednak dawno nie działo się tak, żeby tak wielu ludzi doświadczało ograniczoności ludzkiego umysłu, jego bezradności. Choć mamy ufność, że rozum człowieka znajdzie rozwiązania, to jednak mamy równocześnie świadomość, że sama nauka nie dostarczy odpowiedzi na pytanie o sens tego, co się dzieje w naszym społeczeństwie. Poza tym, ludzki umysł może popełnić błędy, stawiając fałszywe teorie, czy też podejmując niewłaściwe strategie działania. Jesteśmy przecież świadkami wielu niewłaściwych strategii w podejściu do epidemii. Niektóre z nich  okupione są bardzo wielkimi stratami. Choć hipoteza Marii o zabraniu ciała wyjaśniała częściowo zastane przez nią fakty, jednak ostatecznie okazała się nieprawdziwa. Ona sama zrozumiała to dopiero wtedy, gdy osobiście spotkała zmartwychwstałego Chrystusa.

Od tego momentu rozpoczyna się wędrówka, a właściwie bieg dwóch uczniów do grobu Jezusa: „Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył” (J 20, 4-8). Cały ten ewangeliczny opis naznaczony jest dynamiką i ruchem i dlatego też nasze rozważanie nazywamy duchową wędrówką. Można by szczegółowo analizować, jak to się stało, że jeden uczeń wyprzedził drugiego: czy oznaczało to lepszą kondycję, młodszy wiek, czy też można by znaleźć inne uzasadnienia tego faktu. Jednak warto, czytając ten właśnie fragment, zatrzymać się (może trochę zaskakująco) nad czasownikami określającymi akt widzenia. Język polski niestety niewiele tu sugeruje, natomiast oryginalny język grecki jest w tym względzie niezwykłe interesujący. A mianowicie Piotr „zobaczył leżące płótna”, podobnie jak wcześniej Maria Magdalena „zobaczyła kamień odsunięty od grobu”. Użyty został tu czasownik blepei, oznaczający zauważać, widzieć. Chodzi o zaangażowanie zmysłu wzroku i analizę dokonaną za jego pomocą. Idźmy dalej. Kiedy Piotr wszedł do grobu „ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu”. Użyty tu został czasownik theorei oznaczający oglądać, ale też kontemplować. Zaangażowanie Piotra jest w tym momencie o wiele głębsze. To już nie tylko zwykłe patrzenie, ale to dłuższy namysł, głębsza kontemplacja. Piotr zastanawia się, dlaczego znajdująca się wcześniej na twarzy zmarłego, zgodnie w ówczesnymi rytuałami pogrzebowymi, chusta teraz leży osobno i jest zwinięta. To przecież nie wygląda na kradzież ciała. Piotr im dłużej się namyśla, tym bardziej ma świadomość, że stoi przed jakąś zagadką. I wreszcie trzeci czasownik, opisujący doświadczenie Jana: „Ujrzał i uwierzył”. Pod polskim słowem ujrzał, kryje się grecki czasownik horao, który można przetłumaczyć dostrzegam, ale również doświadczam, a także widzę oczami wiary, dostrzegam w znaku działanie Boga.

Zwykła droga do grobu okazała się być duchową drogą, na której następowała edukacja zmysłów, następowało coraz to głębsze rozumienie rzeczywistości, prowadzące ostatecznie do dostrzeżenia już nie zwykłymi oczami, lecz oczami wiary ingerencji Boga, wyrażającej się w zmartwychwstaniu Jezusa. O ile jeszcze czasownik horao oznacza pracę zmysłów, choć już pracę bardzo pogłębioną i uduchowioną, o tyle czasownik episteusen (uwierzył) wskazuje wprost na akt wiary w żyjącego Jezusa. Umiłowany uczeń kai eiden kai episteusen, i zobaczył i uwierzył (eiden to inna forma gramatyczna dla czasownika horao).   

Epidemia jest czasem zatrzymania się. Wiele z świątecznych atrakcji zostało radykalnie ograniczonych. Chyba najbardziej spektakularnym okazał się brak święcenia potraw. Ta piękna tradycja została zawieszona. Jednak dzięki temu możliwa stała się cisza Wielkiej Soboty, cisza, jak po śmierci kogoś w rodzinie. Czas epidemii sprawia, że mamy szansę widzieć głębiej, mamy szansę, że nie będą nas zwodzić zwykłe impulsy wzrokowe (blepei), ale podejmiemy kontemplację (theorei), by dojść do dostrzeżenia (horao) w znaku epidemii – żyjącego Jezusa. Oczywiście ostatecznie jest tutaj potrzebny akt wiary episteusen. Można postawić pytanie: czy Jezus rzeczywiście żyje? Przecież jest niewidoczny. Nawet ludzie wierzący poprzez brak uczestnictwa w liturgii doświadczają jakiejś pustki i braku doświadczenia Jego obecności w Komunii świętej. Jezus jest niewidoczny także w rozważanym tutaj fragmencie Ewangelii. To bardzo wyjątkowy fragment. We wszystkich czterech ewangeliach występują dosłownie tylko pojedyncze miejsca, w których Jezus się nie pojawia. Wszystkie bowiem przekazy ewangeliczne z założenia skoncentrowane są na osobie Jezusa. A w tej perykopie Jezusa właśnie nie ma. Jest pusty grób, są płótna, jest chusta, natomiast samego Jezusa nie ma. Prawie jak podczas epidemii. A jednak im głębiej wchodzi się w rozważanie tego tekstu, im głębiej zaczyna się na niego patrzeć, tym bardziej oczywista staje się prawda o tym, że Jezus żyje. On potem, w następnych wersetach Ewangelii Jana, ukaże się i Marii Magdalenie, i Piotrowi i Janowi i innym apostołom. Te późniejsze chrystofanie, a także to – rozważane tutaj – początkowe doświadczenie pustego grobu stały się dla uczniów Jezusa podstawą prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa. 

Można w tym miejscu postawić jeszcze jedno pytanie: na którym etapie drogi poznawania prawdy może realizować swoją misję człowiek nauki. Na pewno może i powinien bacznie obserwować rzeczywistość (blepei) za pomocą różnych narzędzi badawczych. Na pewno może i powinien podejmować głębszy namysł nad poznanymi faktami, budując w oparciu o naukową kontemplację różnego rodzaju teorie (theorei). Właściwie można powiedzieć, że to dopiero na tym etapie rozpoczyna się prawdziwa nauka. Profesor Andrzej Noras powtarza, że nauka zaczyna się tam, gdzie nie wystarczają już wyszukiwarki internetowe. Czyli nauka zaczyna się tam, gdzie blepei przechodzi w theorei. Pozostaje wreszcie niepokojące pytanie, czy o człowieku nauki możne powiedzieć: kai eiden kai episteusen. Ostatecznie wiara pozwala najgłębiej zrozumieć rzeczywistość. Wiara nie jest momentem zawieszenia rozumu, ale najgłębszym aktem rozumu. I dlatego rozum potrzebuje wiary, by najgłębiej zrozumieć rzeczywistość, także tę dotyczącą epidemii. Bez wiary nie da się zrozumieć ani świata, ani człowieka ani epidemii, a nawet można popełnić różne błędy. Ale i na odwrót: wiara potrzebuje rozumu, by nie zejść na manowce ideologii, by nie stać się narzędziem do manipulowania ludźmi i społeczeństwami. Wiara bez osadzenia w wiarygodności rozumowej może w czasie epidemii prowadzić do skrajnych zafałszowań prawdy o Bogu i o świecie.  

Życzę, by Wielkanoc przeżywana w ciszy i izolacji epidemii była czasem głębszego rozumienia świata, człowieka i Boga, żyjącego w zmartwychwstałym Panu. Życzę, by szkoły i uczelnie były miejscami sprawnego przechodzenia od blepei do theorei. I by o ludziach nauki można było powiedzieć z radością kai eiden kai episteusen. Życzę wszystkim zdrowia.

Autorzy tekstów, Ks. Bartoszek Antoni, Polecane

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

Dzisiaj: 22.10.2020