Pan Bóg ma swój czas

O trudnych życiowych decyzjach, o sile modlitwy i o tym, że Bóg zawsze dotrzymuje danej obietnicy, opowiada Natalia Czaja, mama Kingi i Laury, wdowa po 34-letnim Karolu.

zdjęcie: ARCHIWUM PRYWATNE

2020-02-12

KS. WOJCIECH BARTOSZEK: – Natalio, opowiedz proszę o tym, co wydarzyło się w lutym 2019 roku.

NATALIA CZAJA: – Zbliżały się ferie zimowe i razem z moim mężem Karolem planowaliśmy wspólny rodzinny wyjazd nad morze. Nasze dwie córki – Kinga, która jest niepełnosprawna oraz Laura – tej zimy mocno chorowały. Kinia dość długo nie chodziła do przedszkola. Czuliśmy się bezradni wobec ciągle powracających infekcji. Karol również potrzebował odpoczynku, wiele czasu poświęcał pracy i innym aktywnościom. Poza tym wcześniej leczył się na białaczkę, dlatego tym bardziej był wyczerpany i osłabiony. Postanowiliśmy więc, że wyjedziemy nad morze, do Świnoujścia. Ponieważ zimą nad morzem jest najwięcej jodu, uznaliśmy, że to będzie najlepsze miejsce na nasz wspólny wypoczynek. Bardzo cieszyliśmy się na ten wyjazd i wyruszyliśmy z dobrym nastawieniem. Wierzyliśmy, że pobyt nad morzem wzmocni nasze siły.

– Niestety nie udało Wam się dotrzeć na miejsce.

– 6 kilometrów przed Świnoujściem zdarzył się wypadek, z którego niewiele pamiętam. Kiedy się ocknęłam, zorientowałam się, że dzieci dają znaki życia, a Karol jest nieprzytomny. Próbowałam jakoś szybko zareagować i pomóc, to jednak było niemożliwe, ze względu na obrażenia, których doznałam. Miałam złamaną miednicę, biodro i kość udową. Na szczęście na miejscu wypadku szybko pojawiły się służby ratunkowe. Szczególnie jestem wdzięczna strażakowi, który jadąc do pracy na swoją służbę, widział nasz wypadek i błyskawicznie zareagował. Jako pierwszy udzielił nam pomocy, jeszcze przed przyjazdem pogotowia. Wyciągnął z samochodu dzieci i fachowo zajął się Karolem, umożliwiając mu przyjęcie najbardziej bezpiecznej pozycji. Myślę, że wtedy ten człowiek uratował mojemu mężowi życie. Ja i dziewczynki dosyć szybko doszłyśmy do siebie, bo już po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu zostałyśmy wypisane do domu, gdzie pomału wracałyśmy do pełni zdrowia. Karol natomiast został w szpitalu w Gryficach, tam przez 6 miesięcy przebywał na OIOMI-e.

– Jaki był stan Karola?

– Od samego początku stan Karola był określany jako bardzo ciężki. Miał liczne obrażenia głowy i urazy wielonarządowe. To niestety nie rokowało zbyt dobrze. Mimo to jednak Karol był przytomny, wracał do świadomości. Przetrwał wiele bardzo kryzysowych momentów. Jego stan poprawiał się na tyle szybko, że myśleliśmy nawet o powrocie na Śląsk, na rehabilitację, która pozwoliłaby mu wrócić do całkowitego zdrowia. Niestety wówczas zaczęły się pojawiać liczne komplikacje: zapalenie opon mózgowych w konsekwencji wodogłowie, konieczność wielu interwencji neurochirurgicznych, sepsa. Pod koniec kwietnia  doszło do infekcji, stanu zapalnego i obrzęku mózgu skutkiem czego było zatrzymania wszystkich funkcji życiowych. Karol był reanimowany. Po reanimacji okazało się, że uszkodzenia mózgu są już tak poważne, zwłaszcza w okolicach pnia mózgu, że konieczne jest podłączenie Karola do respiratora oraz innych urządzeń podtrzymujących życie. Od tego czasu aż do śmierci Karol nie odzyskał już przytomności.

– Jak wyglądała opieka nad Karolem podczas jego pobytu na OIOMI-e?

– Mieliśmy szczęście w nieszczęściu, że Karol trafił na OIOM w Gryficach. To jeden z lepiej wyposażonych oddziałów w Polsce. Każdy pacjent miał tam wydzielony osobny, przeszklony boks, który zapewniał komfort jemu i rodzinie. Dzięki życzliwości ordynatora i personelu medycznego mogły być odprawiane msze święte przy Karolu, nie ograniczano też odwiedzin. Stan Karola nadal był ciężki, ale dzięki fachowej opiece na OIOMI-e widać było poprawę. Udało się ograniczyć dawki podawanych leków, praca serca i układu krążenia się stabilizowała. To pozwalało mieć nadzieję, że możliwe będzie przetransportowanie Karola do specjalistycznego ośrodka, by poddać go rehabilitacji wybudzeniowej.

– I to się udało?

– Tak. Miejsce dla Karola znalazło się w – Polskim Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej VOTUM w Krakowie. To jeden z nielicznych ośrodków w Polsce, który przyjmuje pacjentów podłączonych do respiratora, w stanie śpiączki. Pacjenci tacy wymagają specjalistycznej opieki i uważnej rehabilitacji, gdyż nie każdy rodzaj ćwiczeń czy bodźców może być w ich stanie stosowany. Gotowość rehabilitantów do pomocy Karolowi oraz ich zaangażowanie dawały nam dużą nadzieję na poprawę, tym bardziej, że ośrodek ten od wielu lat z powodzeniem rehabilituje i wybudza pacjentów. Był tylko jeden warunek: przy Karolu musiał być ktoś z rodziny 24 godziny na dobę, by zająć się jego codzienną pielęgnacją. To zadanie wzięła na siebie przede wszystkim mama Karola.

– Rozumiem, że rodzina chorego przebywającego w tym ośrodku, czynnie uczestniczy w opiece nad nim.

– Tak. Personel zapewnia oczywiście opiekę medyczną i rehabilitację, ale taka zwykła, codzienna pielęgnacja chorego w dużym stopniu leży po stronie rodziny. Dlatego przez pierwsze dwa tygodnie pobytu Karola w Krakowie musieliśmy nauczyć się wykonywania wielu czynności pielęgnacyjnych np. odsysania, pielęgnacji w obrębie jamy ustnej, higieny rurki tracheostomijnej czy podawania pożywienia przez sondę. Mama także podawała leki. Dzięki wspólnemu wysiłkowi udało się ustabilizować stan Karola, zmniejszyć przykurcze i doprowadzić do ogólnej poprawy jego kondycji fizycznej. Ponadto Karolowi często zmieniano pozycje, dzięki czemu nigdy nie miał odleżyn. W procesie rehabilitacji Karola bardzo ważną rolę odgrywała też nasza obecność przy nim. Mimo, że jego stan był określany jako wegetatywny, reagował na naszą obecność, szczególnie na głos dzieci. Mimo, że w 15-stopniowej skali Glasgow, która jest używana w medycynie w celu oceny poziomu przytomności, Karol otrzymał zaledwie 5-6 punktów (3 punkty oznaczają śmierć mózgu), widzieliśmy, że reagował ciałem i ruchami głowy na naszą bliskość.

– A jak Wasze córki znosiły widok chorego taty?

– Laura, która jest zdrowym dzieckiem, początkowo trochę się bała, nie wiedziała, czy może podejść do taty, dotknąć go. Widok taty, który ma podłączone liczne urządzenia i rurki, budził w niej naturalny lęk i dystans.Z czasem jednak oswoiła się z nową sytuacją; wchodziła na łóżko, siadała obok jego głowy, później nawet karmiła go, podając mu pożywienie przez sondę, z czego miała dużą radość. Myślę, że właśnie pod tym względem pobyt Karola w krakowskim ośrodku był bardzo dobry również dla dzieci. To był jedyny czas kiedy dziewczynki mogły przy nim być, mówić do niego. W szpitalu, czy na OIOMI-e z wiadomych względów nie byłoby to możliwe w takim stopniu. Tymczasem w ośrodku w Krakowie warunki były bardzo domowe, kameralne. Staraliśmy się maksymalnie wykorzystać ten czas, stosując poza rehabilitacją ruchową terapię polisensoryczną. Robiliśmy wszystko co możliwe, żeby dać mu szansę na wybudzenie. Jednocześnie stymulowaliśmy go wieloma bodźcami. Puszczaliśmy Karolowi ulubioną muzykę, filmy, odtwarzając i przywołując w ten sposób wspomnienia.

 – Zostawiając na chwilę temat leczenia Karola, chciałbym zapytać o to, jak się poznaliście?

– Poznaliśmy się na studiach teologicznych. To był bardzo ważny etap naszej wspólnej drogi i myślę, że to nie przypadek, że poznaliśmy w tym miejscu i w takim czasie. Czas studiów bowiem nie tylko ukształtował nas intelektualnie, ale przede wszystkim dał nam doświadczenie tworzenia bliskiej relacji Bogiem. Praktycznie każdy dzień zaczynaliśmy od wspólnego udziału we Mszy świętej. Studia skończyliśmy w 2009 roku, a pobraliśmy się niecały rok później, w kwietniu 2010 roku.

– Wspólnie z Karolem należeliście również do wspólnoty, w której mogliście pogłębiać swoją wiarę.

– Żyjąc w małżeństwie i rodzinie, stwierdziliśmy z czasem, że brakuje nam wspólnoty, w której moglibyśmy wzrastać, formować się. Usłyszeliśmy o wspólnocie Szkoła Nowej Ewangelizacji i zaangażowaliśmy się w nią. Szybko poczuliśmy, że to nasze miejsce. Po roku dostaliśmy propozycję bycia animatorami dla tworzącej się nowej komórki tej wspólnoty w Siemoni, na terenie diecezji sosnowieckiej. Mimo wielu wątpliwości podjęliśmy się tego zadania. Wiadomo, że bycie animatorem wiąże się z odpowiedzialnością i za grupę i za podejmowane obowiązki. Karol był zaangażowany w kursy ewangelizacyjne,  które nasza wspólnota organizowała. Czas aktywnego bycia we wspólnocie, kiedy można być bardziej dla kogoś, przynosił Karolowi wielką radość. – Wiem, że Karol był również nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej. – Karol był kiedyś ministrantem i to pragnienie służenia Bogu i ludziom w nim pozostało. Będąc nadzwyczajnym szafarzem Komunii świętej, był bliżej Pana Boga. Mam całkowitą pewność, że relacja z Panem Bogiem i służba innym były fundamentami, na których Karol budował swoje życie. 

– Również dla Ciebie relacja z Panem Bogiem jest bardzo ważna. W tej trudnej sytuacji, jaka spotkała Waszą rodzinę, miałaś kiedyś chwile zwątpienia i buntu wobec Boga?

– Tak, miałam momenty, w których było mi bardzo ciężko. Początkowo zupełnie nie rozumiałam, dlaczego im gorliwiej się modliłam, tym stan Karola bardziej się pogarszał. Owszem, pojawiały się drobne zmiany w stanie Karola, które pozwalały mieć nadzieję, ale żadnej radykalnej poprawy nie było. Wtedy bardzo doświadczyłam siły modlitwy wspólnoty. Wiele osób modliło się i pościło w intencji Karola, ale czułam, że również ja jestem obecna w modlitwach tych osób. Czułam troskę i opiekę ludzi, którzy byli obok i codziennie dawali mi odczuć swoją bliskość i miłość. Rodzina, moi najbliżsi: rodzice i przyjaciele oraz modlitwa dawała mi siłę, by wstać i iść dalej. Zanosząc wielokrotnie Karola i naszą sytuacje w modlitwie słyszałam w sercu słowa, że mam ufać wbrew wszystkiemu, że Pan Bóg ma najlepszy plan. Potrzebowałam czasu, by wszystko sobie w głowie i w sercu poukładać, by zobaczyć w całej tej trudnej sytuacji Boże działanie. Dotarło do mnie, że Bóg miał w tej sytuacji konkretny plan – nie w takim sensie, że chciał dla nas tego wypadku, ale że On wyciągnie z tego dobro i że naprawdę się o nas troszczy.

– Wróćmy jeszcze do Karola. Po Jego półtoramiesięcznym pobycie w Krakowie, przyszedł czas na ostatni etap leczenia…

– Ze względu na to, że rehabilitacja w Krakowie nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, dostaliśmy propozycję, aby Karola przenieść do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, gdzie też będzie miał fachową opiekę, ale nie będzie już konieczne aż tak duże zaangażowanie i pomoc rodziny. Przetransportowaliśmy Karola do Mierzęcic koło Pyrzowic. W tym miejscu chcę zwrócić uwagę na niesamowite zrządzenie Bożej Opatrzności. Jak już wspomniałam Karol służył wspólnocie w Siemoni, był dla innych, wspierał. I oto w ostatnim etapie życia trafił bardzo blisko tej wspólnoty, bo Mierzęcice to sąsiednia miejscowość Siemoni. Nie planowaliśmy tego w żaden sposób. Wierzę, że to był konkretny znak Pana Boga dla nas. Znak Jego troski i wierności. Tam Karol przebywał blisko 3 tygodnie. Szczególnie w tamtym czasie doświadczyliśmy wsparcia, modlitwy i troski naszych przyjaciół. Można powiedzieć, że wówczas Karol otrzymał z powrotem od wspólnoty to, co im wcześniej dał: zaangażowanie, pomoc, wsparcie, miłość. Ostatnim etapem w życiu Karola był jego krótki pobyt w szpitalu w Czeladzi, do którego został przewieziony po silnej infekcji, zatrzymaniu funkcji życiowych i reanimacji. Miał tam zostać kilka dni, ale ostatecznie nie wrócił już do Mierzęcic, zmarł w szpitalu w Czeladzi 2 listopada 2019 roku.

– Mówisz o tym wszystkim z wielką pogodą ducha, z wielkim spokojem.

– Mam wewnętrzne przekonanie, że po ludzku zrobiliśmy wszystko, aby dać Karolowi jak najlepsze leczenie, rehabilitację, naszą bliskość. Ale los człowieka jest w rękach Pana Boga i to On decyduje, kiedy powołuje człowieka do siebie.

– Od wypadku do śmierci Karola minęło 9 miesięcy. Na kazaniu pogrzebowym wybrzmiały słowa, że owe 9 miesięcy to jakby czas nowego narodzenia. Jak odebrałaś te słowa?

– Dokładnie taka była moja pierwsza myśl, gdy dowiedziałam się o śmierci Karola. Kiedy przyszłam do sali, Karol był już odłączony od respiratora i miałam możliwość się z nim pożegnać. Wtedy zadałam Panu Bogu pytanie, po co była ta cała walka, skoro Karol odszedł. I wówczas przyszła mi do głowy odpowiedź, że Pan Bóg ma na wszystko swój czas. Uświadomiłam sobie, że ten okres 9 miesięcy był walką nie tylko o zdrowie Karola, ale był to przede wszystkim czas duchowej walki o jego życie wieczne. Wróciły do mnie wszystkie zapewnienia życzliwych ludzi o modlitwie i postach podejmowanych w intencji Karola. Dzisiaj jestem pewna, że to była walka o to, by mógł narodzić się dla Nieba.

– Ta pewność została dodatkowo utwierdzona w Twoim sercu podczas ceremonii pogrzebowej.

– Dzień pogrzebu był dość pogodny, delikatne chmury, troszkę słońca. Kiedy odprowadziliśmy Karola na cmentarz, stałam przy jego grobie w smutku i żalu za tym, co właśnie się skończyło. Nagle ktoś powiedział, żeby popatrzeć w górę. Zobaczyłam wtedy piękną, horyzontalną tęczę. To było niesamowite zjawisko, bo przy takich warunkach pogodowych ona nie miała prawa pojawić się na niebie. Pomyślałam wtedy, że to jest znak przymierza Karola z Bogiem i znak wypełnienia Jego obietnicy. W tamtej chwili w moim myśleniu wszystko się poukładało, a w sercu pojawiła się radość i pewność, że Karol jest już w Bożej Obecności.

– Na pewnym etapie choroby Karola, jego mama powiedziała mi, że skoro Karol przez to przechodzi, to widocznie to cierpienie jest komuś potrzebne.

– Usłyszałam wiele zapewnień i świadectw, że przez chorobę Karola zmieniały się ludzkie serca, że Pan Bóg konkretnie zadziałał w życiu różnych osób. Teraz widzę, że przez ten trudny czas Jezus przygotowywał mnie, żeby żyć dalej. Ze mimo trudności, które po ludzku wydają się nie do przejścia, przygotowywał nasze serca na to, żebyśmy zobaczyli Jego wierność obietnicy, Jego miłość i błogosławieństwo. W tej perspektywie odczytuję miniony czas jako czas wielkiej walki, cierpienia ale i zwycięstwa dzięki łasce Boga. – Dziękuję Ci za to piękne świadectwo wiary i zaufania Panu Bogu. 


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2020nr02, Z cyklu:, W cztery oczy

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

Dzisiaj: 24.10.2020