Za wszystko dziękować Bogu

Nie pamiętam jej zdrowej. Zawsze miała chorą nogę. Nigdy natomiast nie usłyszałam od niej ani jednego słowa narzekania.

zdjęcie: Archiwum prywatne

2014-08-27

W maju 2013 roku ks. Tomek przyjął święcenia kapłańskie. W tym czasie pod duchową opiekę wzięła go należąca do Apostolstwa Chorych pani Leokadia Zwijacz. Ofiarowała za niego swoje cierpienia. Zmarła 24 marca 2014 roku. Ostatnie miesiące spędziła w Ośrodku Długoterminowej Opieki. Wiele osób przychodziło do niej, budując się postawą jej życia. Chcemy zaprezentować kilka świadectw.

ŚWIADECTWO KS. PAWŁA

Lodzia towarzyszyła bezpośrednio i duchowo mojej trzynastoletniej drodze kapłańskiej. Mimo prostoty i naturalności coś w niej zupełnie umyka słowom. Nie poznamy już jej opisu trzech lat przeżytych w stalinowskim więzieniu w Warszawie. Dopiero podczas wspólnej pielgrzymki, ledwie zobaczyliśmy mury przywołujące trwogę przeżywaną wtedy wespół z aresztowanym równocześnie mężem. Wspomniała, że gdy wychodziła, ulice stolicy przemierzała procesja Bożego Ciała. Jej kontakty niezliczone, również międzynarodowe, oparte na modlitwie i prośbie o nią, umożliwiały dyskretne tworzenie się środowiska Lodzinej Rodziny. Wspólnota ta w pełni ujęta pozostaje jedynie w jej sercu i pewnie w skrupulatnych notatkach zawierających litanię nazwisk osób do omodlenia. To ludzie umocnieni entuzjazmem Lodzi, której postawa przybliżała mi często czym właściwie jest radość w Duchu Świętym. Otuchą napawało mnie zawsze jej pytanie: „A o co teraz modlić się dla Ciebie szczególnie?”. W odpowiedzi na jedno z moich ostatnich pytań o to, co najważniejsze odpowiedziała: „Nieustannie Panu Bogu dziękować!”.

ŚWIADECTWO AGATY

Panią Lodzię poznałam będąc nastolatką. Z przyjaciółmi organizowaliśmy w parafii grupę modlitewną dla młodych. Nasi rówieśnicy z różnym entuzjazmem przyjmowali to zaproszenie. Była jednak osoba, która regularnie brała udział w naszych spotkaniach. Była to pani Lodzia. Chodząca o kuli, uśmiechnięta. Zastanawiałam się dlaczego przychodzi. Czy nie czuje się niezręcznie wśród młodych? Niemniej jednak zaczęłam jej mówić „dzień dobry”, spotkawszy ją na ulicy. I tak przez kilkanaście lat: „Dzień dobry, co słychać, jak się pani czuje?”. Niby zwykłe spotkania. Ale nie do końca... Spotkanie z panią Lodzią zawsze było okraszone ciepłym, serdecznym uśmiechem oraz żywym zainteresowaniem drugą osobą. Z czasem nasze krótkie uprzejmości przerodziły się w coraz dłuższe rozmowy, a te z kolei zrodziły coś w moim odczuciu niezwykłego: szczerą przyjaźń dla której spora różnica wieku nie stanowiła żadnej bariery.

Po latach zorientowałam się, że choć metryka pani Lodzi wskazuje, że rzeczywiście jest posunięta w latach, to jej charakter i pogoda ducha nie idą z tą metryką w parze. Pojęłam, że podczas naszych modlitw to właśnie pani Lodzia była wśród nas osobą najmłodszą duchem.

Nie pamiętam jej zdrowej. Zawsze miała chorą nogę. Nigdy natomiast nie usłyszałam od niej ani jednego słowa narzekania. O jej trudnej życiowej drodze dowiedziałam się dopiero, gdy odwiedzałam ją w Domu Opieki. A i to było opowiedziane mimochodem, bez nadmiernego użalania się, raczej po prostu by móc się jeszcze lepiej poznać.

Kiedy choroba zaczęła być naprawdę groźna i kiedy radykalnie unieruchomiła panią Lodzię, nadal pozostawała uśmiechnięta, pełna entuzjazmu, szukająca dobra we wszystkim i we wszystkich. Z duszą na ramieniu jechałam odwiedzić ją pierwszy raz po amputacji nogi. Bałam się, że ją to załamało, że zastanę ją smutną, narzekającą. Nic z tego. Przywitała mnie entuzjastycznie mówiąc: „Tyle dobra otrzymuję od ludzi, tyle osób się za mnie modli, mam tylu młodych przyjaciół. Warto było zachorować!”.

Tęsknię za panią Lodzią, ale wiem, że jest w Niebie. I że dalej serdecznie do nas się uśmiecha; że wspiera nas i że pewnie dalej stara się na wszystkie możliwe sposoby przekonać smutasów, że życie może być mimo trudności piękne, radosne i uśmiechnięte. A patrząc na panią Lodzię wiem, że życie może być święte!

ŚWIADECTWO EWY

Lodziu kochana, co mogę o Tobie napisać? Że odwiedziny u Ciebie były najlepszą terapią? Że Ty, osłabiona chorobą, ale mocna duchem, byłaś dla innych wsparciem i dodawałaś im sił? Było coś takiego, co przyciągało do Ciebie. Najlepiej oddaje to stwierdzenie pewnej osoby: „Mam potrzebę pojechać do Lodzi”. To była wewnętrzna potrzeba: pobyć z Tobą, być wysłuchanym z uwagą i miłością, pośmiać się, porozmawiać, a w ostatnim okresie Twojej choroby pomilczeć razem. Sprawiałaś, że ludzie stawali się lepsi. Potrafiłaś wydobyć z nich pozytywne cechy, o które sami siebie nie podejrzewali. Bardziej niż o siebie troszczyłaś się o innych, doskonale znałaś wszystkie problemy, troski. Każdy mógł liczyć na Twoją modlitwę i „mediację” u Pana Boga. Pokora z jaką znosiłaś ból i cierpienie były dla nas lekcją wiary i ufnego poddania się woli Bożej.

ŚWIADECTWO KS. TOMASZA

Panią Lodzię poznałem we wrześniu 2013 roku. Każdemu neoprezbiterowi (a do nich się wtedy zaliczałem) została niejako „przydzielona” z Apostolstwa Chorych jedna chora osoba, aby otaczać go swoją modlitwą. Bóg wybrał dla mnie właśnie panią Lodzię. Kim była i kim jest, trudno wyrazić w kilku zdaniach. Na pewno była świętym człowiekiem. Jeżeli rozumieć świętość jako pewien styl życia, a nie – jak się niektórym wydaje – stan całkowitej bezgrzeszności, to pani Lodzia do świętych z pewnością się zaliczała. Każde spotkanie z nią było dla mnie ważne. Zawsze mogłem zwierzyć się jej z moich problemów, porozmawiać o trudnych sytuacjach, bez osądzania, krytykowania i oskarżania. Miałem także pewność, że ona się za mnie modli. Przy każdym spotkaniu wracała do „starych spraw”. Pytała czy coś się w tej czy innej kwestii zmieniło, polepszyło. Nigdy też nie zapomnę jej uśmiechu. Potrafiła nim w sekundę postawić człowieka na nogi. Mimo bólu i cierpienia jakie przeżywała, nigdy się nie skarżyła, nie miała pretensji do ludzi, Boga. Pani Lodzia uczyła nas wszystkich jak przeżywa się życie. Myślę, że bez niej byłbym uboższy w dobro.


Zobacz całą zawartość numeru ►

Z cyklu:, Numer archiwalny, Miesięcznik, 2014-nr-09, Panorama wiary, pozostali Autorzy

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

14

15

19

20

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 08.12.2019