Naznaczony bólem - św. Ojciec Pio

W 2018 roku przypada 50. rocz­nica śmierci ojca Pio (23 września) oraz 100. rocznica otrzymania przez niego stygmatów (20 września). Z tej okazji bieżący rok zo­stał ogłoszony w całym Kościele Rokiem Jubileuszowym św. ojca Pio. Jego ob­chody potrwają do 8 grudnia.

Ojciec Pio łączył swoje cierpienia z modlitwą w wielu intencjach. Otrzymywał setki listów tygodniowo, w których ludzie prosili go o modlitwę i błogosławieństwo. Czytaniu tej obszernej korespondencji poświęcał wiele czasu.

zdjęcie: WWW.KAPUCYNI.PL

Renata Katarzyna Cogiel

2018-09-26

 

Trzydziestojednoletni zakonnik o delikatnej budowie ciała, po zakończonej Mszy świętej 20 września 1918 roku udał się do klasztornego chóru, by odprawić dziękczynienie. Gdy był pogrążony w modlitwie, zjawiła się tajemnicza postać, która odcisnęła mu na dłoniach, stopach i boku stygmaty. Jak okazało się wiele lat później, zakonnik otrzymał wówczas jeszcze jedną ranę, która jednak pozostała ukryta przed światem aż do jego śmierci.

Co to są stygmaty?

Terminem „stygmaty” (gr. stigma – piętno, znamię) określa się znaki na ciele, przypominające rany ukrzyżowanego Je­zusa. Pojawiają się na tych częściach cia­ła, które u Jezusa w czasie męki zostały najdotkliwiej zranione. Są to ręce, nogi (miejsca wbicia gwoździ), klatka piersio­wa (rana po przebiciu włócznią), plecy (rany po biczowaniu) oraz głowa (rany po koronie cierniowej).

W historii Kościoła odnotowano około czterysta przypadków stygma­tyzacji, w tym u blisko osiemdziesięciu świętych. Tylko w jednym z nich styg­maty zostały uznane za autentyczne, czyli będące wynikiem interwencji sa­mego Boga. Stało się tak w przypadku św. Franciszka z Asyżu – pierwszego stygmatyka w dziejach. Nie oznacza to, że rany przypominające rany ukrzyżo­wanego Jezusa, występujące u pozosta­łych świętych nie mają cech zjawiska nadprzyrodzonego, ale że Kościół nie zajął jeszcze ostatecznego stanowiska w tej kwestii.

Ślady Ukrzyżowanego

Pierwsze symptomy ran podobnych do ran Jezusa ukrzyżowanego pojawiły się u ojca Pio latem 1910 roku, kilka mie­sięcy po przyjęciu przez niego święceń kapłańskich. Zakonnik przestraszony i zawstydzony pojawieniem się niezwy­kłych ran, modlił się, by Pan „zabrał od niego te widoczne znaki”. Bóg wysłu­chał jego modlitwy i stygmaty stały się na jakiś czas niewidzialne, choć pozo­stały dokuczliwie bolesne. Cierpienia wywołane owymi ranami występowały z różną częstotliwością i intensywnością w określonych dniach tygodnia przez następnych 8 lat. „Bolesna tragedia trwa dla mnie od czwartkowego wieczoru do soboty, a także we wtorek. Wydaje się, że moje serce, ręce i stopy przeszywa miecz – tak wielki jest ból, który od­czuwam” – czytamy w jednym z listów ojca Pio. Ostatecznie stygmaty stały się widzialne 20 września 1918 roku. Miało to miejsce w chórze zakonnym, gdzie ojciec Pio klęczał samotnie przed kru­cyfiksem i odprawiał dziękczynienie po Mszy świętej. Podczas modlitwy ogar­nęła go senność, której towarzyszyło poczucie głębokiego spokoju. Wówczas ujrzał przed sobą tajemniczą postać, której ręce, stopy i bok ociekały krwią. Gdy postać zniknęła, przerażony zakon­nik poczuł przeszywający ból w rękach, stopach i boku, które zostały przebite i odtąd mocno krwawiły.

Po tym wydarzeniu stygmaty zo­stały naocznie zweryfikowane przez ówczesnego prowincjała, ojca Benedetto, który tak opisał to, co zobaczył: „To nie są plamy ani znamiona, ale prawdziwe rany przeszywające dłonie i stopy. Ta na boku to prawdziwe rozdarcie, które nieustannie broczy krwią albo krwistą cieczą”.

Zapowiedź pojawienia się tych bo­lesnych ran na ciele, ojciec Pio otrzymał od samego Jezusa. Pisał o tym w jed­nym ze swoich listów adresowanych do kierownika duchowego, ojca Agostina: „Przeniknięty zupełnie łaskawością Je­zusa wobec mnie, skierowałem zwykłą modlitwę do Niego, robiąc to z większą poufałością: «O Jezu! Obym mógł ko­chać Cię! Obym mógł cierpieć tyle, ile chciałbym, aby Cię zadowolić i naprawić w jakiś sposób niewdzięczność ludzi wobec Ciebie!». Lecz Pan Jezus pozwo­lił mi usłyszeć w mym sercu wyraźniej Jego głos: «Mój synu! Miłość poznaje się w bólu; odczujesz go ostry w swej duszy, a jeszcze ostrzejszy w swym ciele»”.

Czynnik nadprzyrodzony

Stygmaty ojca Pio widziało wiele osób. Były one bowiem na przestrze­ni lat przedmiotem wnikliwych badań lekarskich i naukowych analiz. Szcze­gólnie władzom zakonnym zależało na uzyskaniu rzetelnej opinii medycznej dotyczącej źródła i przyczyn ran na ciele zakonnika. Pierwszym lekarzem, który badał stygmaty ojca Pio, był chi­rurg, prof. Luigi Romanelli. W swoim sprawozdaniu opisał je od strony me­dycznej i postawił następującą diagno­zę: „Według mojej metody oceniania nie można zaklasyfikować tych ran jako zwykłe i powszechne, mające swe podłoże w chorobach zakaźnych albo urazowych. Wniosek jest taki, iż rany te mają zupełnie odmienny proces gojenia, niż inne rany. Jest zatem wykluczone, by pochodzenie ran ojca Pio miało źró­dło naturalne. Czynnik, który wywołał takie rany, powinien być bez wątpienia poszukiwany wśród zjawisk nadprzy­rodzonych. Fakt ten jest fenomenem, którego nie sposób wytłumaczyć jedynie za pomocą wiedzy ludzkiej”.

Ukryta rana

Dzięki podobnym medycznym spra­wozdaniom i naukowym ekspertyzom, o tych ranach, które ojciec Pio miał na dłoniach, stopach oraz boku, wiedzieli niemal wszyscy. Jedna rana natomiast – ta, która sprawiała mu największy ból – nie została ujawniona w czasie jego życia. Była to rana na prawym ra­mieniu – odciśnięte piętno dźwigania krzyża przez Jezusa (Jezus obecność tej dotkliwej rany na swoim ciele objawił św. Bernardowi, który później ułożył Modlitwę do Świętej Rany Ramienia).

Ojciec Pio wspomniał kiedyś swo­jemu duchowemu synowi, bratu Mo­destino, który pomagał mu w codzien­nych obowiązkach, że największy ból odczuwa przy zmianie podkoszulka. Ten jednak myślał, że chodzi o ból spowodowany raną boku. Dopiero po śmierci ojca Pio, w trakcie porządko­wania jego ubrań, brat Modestino na jednym z nich zauważył dużą krwistą plamę, blisko obojczyka. Dopiero wte­dy zorientował się dlaczego ojciec Pio wspominał o wielkim bólu w trakcie zmiany ubrania. Stygmat ramienia po­zostawał ukrytą raną i nie był należycie opatrywany, jak pozostałe stygmaty. To przyczyniało się do jeszcze większego cierpienia ojca Pio. W przeżywaniu bólu, który sprawiała mu ta rana, przebywał on z Jezusem na osobności, sam na sam. Uczestniczył w konaniu Jezusa opuszczonego w Ogrójcu i na Golgocie. Również dzisiaj wielu chorych znosi swe cierpienia – podobnie jak ojciec Pio – w łączności z Jezusem i w ukryciu przed światem. Ileż bólu, smutku i łez pozostaje zakrytych przed ich rodzinami i osobami z najbliższego otoczenia. Jakże wielkie­go męstwa wymaga cierpliwe znoszenie bólu w cichości serca, bez narzekania i złorzeczenia. Jakże ogromnej wiary potrzeba, by bez rozgłosu złączyć swój dotkliwy ból z bólem Jezusa... Ojciec Pio, który ukrywał przed światem swoją naj­dotkliwszą ranę, zdaje się podpowiadać osobom cierpiącym, że każdy ich ból, zwłaszcza ten ukryty i niezrozumiany przez innych, jest niczym drogocenny kanał, przez który Bóg zlewa na świat swoje łaski.

Powiernik tajemnicy

W 1948 roku ojciec Pio powiedział o istnieniu stygmatu na ramieniu tylko jednej osobie. Tą osobą był dopiero co wyświęcony na kapłana Karol Wojtyła – przyszły papież. Wokół ich spotka­nia narosło w późniejszym czasie wiele legend. Jedną z nich było twierdzenie, jakoby ojciec Pio miał przepowiedzieć Karolowi Wojtyle wybór na papieża oraz zamach na jego życie. Wszelkie speku­lacje uciął po latach sam Jan Paweł II, kiedy ujawnił prawdziwą treść rozmowy z ojcem Pio: „Rozmawialiśmy jedynie o jego stygmatach. Zapytałem, który ze stygmatów sprawia mu największy ból. Byłem przekonany, że ten w sercu. Ojciec Pio bardzo mnie zaskoczył, mó­wiąc: «Nie, najbardziej boli mnie ten na ramieniu, o którym nikt nie wie i który nawet nie jest opatrywany»”.

Może zastanawiać fakt, że ojciec Pio nie powiedział o tej ranie swoim współ­braciom, a młodemu polskiemu księdzu, którego przypadkiem spotkał w zakonnej zakrystii. Wiele osób dopatruje się w tym zdarzeniu dowodu na to, że zakonnik przeniknął przyszłość księdza Wojtyły i tym osobistym wyznaniem dotyczącym ukrytej rany, chciał podkreślić, że Bóg wybrał go do wielkiej misji.

Święty bliski Apostolstwu Chorych

Ojciec Pio od młodości był czło­wiekiem chorowitym. Ze względu na stan zdrowia nie wiadomo było nawet, czy zdoła ukończyć przygotowania do kapłaństwa i przyjąć święcenia. Bóg jed­nak dał mu łaskę przyjęcia święceń i co­dziennego sprawowania sakramentów świętych. Obdarzył go także wyjątkową i trudną do spełnienia misją. Ojciec Pio miał realnie wchodzić w sekret cierpień duchowych i fizycznych Chrystusa, ofia­rującego się Bogu Ojcu za zbawienie grzeszników. Jezus wybrał go i przez dar stygmatów upodobnił w widzial­ny sposób do Siebie – ukrzyżowanego i cierpiącego. Ojciec Pio konsekwentnie i mężnie podążał drogą krzyża, rozbu­dzając w sobie pragnienie współcier­pienia z Jezusem w ofierze miłości za Kościół, grzeszników i dusze w czyśćcu cierpiące. W jednym z listów do kie­rownika duchowego pisał: „Odczuwam potrzebę ofiarowania się Bogu jako żer­twa ofiarna za biednych grzeszników i za dusze w czyśćcu. To ofiarowanie siebie Panu Bogu uczyniłem kilkakrot­nie, zaklinając Go, aby chciał przenieść na mnie kary przygotowane dla grzesz­ników i dla dusz w czyśćcu, a nawet stokrotnie je pomnożył wobec mnie, byleby tylko nawrócił i zbawił grzesz­ników, a także szybko przyjął do nieba dusze czyśćcowe”.

Cała, trwająca blisko 60 lat, posługa ojca Pio, skupiała się na sprawowaniu sakramentów świętych i kierownic­twie duchowym. Są to posługi właści­we każdemu kapłanowi, ale u ojca Pio osiągnęły poziom heroicznej miłości. Oczywiście, posługa ta była nad wyraz płodna i przynosiła głębokie duchowe owoce także dlatego, że ojciec Pio miał nadzwyczajne charyzmaty: stygmaty, dar bilokacji czy umiejętność czytania w ludzkich sercach. Dawało mu to wgląd w stan ludzkiego ducha i możliwość sto­sowania takiego lekarstwa, aby penitent mógł jak najszybciej wyjść z duchowej choroby. Aby skutecznie pomagać in­nym, ojciec Pio nie tylko modlił się za nich, ale także pokutował za ich grzechy i ofiarował za nich swój ból i cierpienia. To wszystko sprawiało, że jego posługa była skuteczna i ciągle przynosi wielkie owoce w postaci nawróceń i duchowej przemiany wielu ludzi, którzy się do niego zwracają.


Modlitwa do Świętej Rany Ramienia Jezusa

O najukochańszy Jezu Mój, Najcichszy Baranku Boży!
Ja, biedny grzesznik, pozdrawiam i czczę tę Ranę Twą Najświętszą, która Ci sprawiała ból bardzo dotkliwy, gdy niosłeś krzyż ciężki na swym Ramieniu – ból cięższy i dotkliwszy niż inne Rany na Twym Świętym Ciele.
Uwielbiam Cię, oddaję cześć i pokłon z głębi serca. Dziękuję Ci za tę najgłębszą i najdotkliwszą Ranę Twego Ramienia.
Pokornie proszę, abyś dla tej srogiej boleści Twojej, którą wskutek tej Rany cierpiałeś i w imię Krzyża Twego ciężkiego, któryś na tej Ranie Świętej dźwigał, ulitować się raczył nade mną, nędznym grzesznikiem, darował mi wszystkie grzechy i sprawił, abym wstępując w Twoje krwawe ślady, doszedł do szczęśliwości wiecznej. Amen.


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, Cogiel Renata Katarzyna, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2018nr08, Z cyklu:, Nasi Orędownicy, Polecane, Teksty polecane

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 6
7 8 9 10 11
14 15 16 17 18 19 20
22 24 25 26 27
28 29 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Dzisiaj: 15.10.2018