W drodze ku pełni szczęścia

Jest jednak spotkanie, Osoba, perspektywa o wiele trwalsza, głębsza. To spotkanie z Bogiem, który przemieni smutek w prawdziwą radość, cierpienie w prawdziwą pociechę i obietnicę.

2026-05-15

Komentarz do Liturgii Słowa Dz 18, 9-18; J 16, 20-23a
VI tydzień wielkanocny

Zostałem wezwany na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii z Nadzorem Kardiologicznym do kobiety, która była reanimowana. Wszedłem na oddział, zbliżyłem się do sali, gdzie wokół Martyny pracował intensywnie zespół lekarzy, pielęgniarek. Na oddziale czuło się, że sprawa naprawdę jest poważna. Zespół walczy o życie chorej. Chciałem odczekać kilkadziesiąt minut, by już na spokojnie po wykonanych zabiegach udzielić jej sakramentu namaszczenia chorych. Okazało się wówczas, że ze strony rodziny nagle ktoś głosem pełnym emocji skierował w moją stronę pytanie: „ksiądz Marcin?”. Odwróciłem wzrok i powiedziałem: „Tak, kapelan szpitalny”. „Ksiądz udzielał Martynie przed 14 laty ślub” – padła odpowiedź z ich strony. Popatrzyłem na stojące osoby. Zaczęły mi przelatywać obrazy parafii, miejsc, osób, aż nagle przypomniałem sobie jej rodziców, męża. To był ślub szczególny. Odprawiany w Bazylice Pszowskiej, u stóp Matki Bożej Uśmiechniętej. A zapamiętałem ten ślub, bo miałem wtedy czkawkę, która mi towarzyszyła przez całą Eucharystię, dlatego by jakoś wybrnąć z sytuacji, kazanie zacząłem w ten sposób: „Drodzy nowożeńcy, dwie rzeczy mogą nas zaskoczyć: miłość i czkawka…”. To tak wracając do wspomnień. Obecne spotkanie po latach było szczególne, bo w bardzo trudnej dla nich sytuacji.Rodzice i mąż Martyny byli totalnie rozbici, ale fakt, że w tych okolicznościach spotkali księdza, który udzielał chorej Martynie ślubu, wyraźnie ich podniósł na duchu. Pośród trudnych wydarzeń, smutku, niepewności, cierpienia wniósł wiele nadziei.

Kiedy smutek jest najbardziej przygnębiający? Gdy miałby być ostatnim przystankiem w naszym życiu. Płacz, zawodzenie, ból fizyczny, psychiczny, duchowy najbardziej doskwiera wtedy, gdy człowiek nie ma perspektywy, że to wszystko może się odmienić, skończyć. Dlaczego kobieta, mimo że jej bóle porodowe są tak straszne, jest w stanie to wszystko wytrzymać? Bo wie, że wkrótce zniknie smutek z jej twarzy – nawet jeśli dalej fizycznie będzie osłabiona – bo po raz pierwszy zobaczy swoje nowonarodzone dziecko. Gdy będzie mogła je dotknąć, płacz zamieni się w radość, a łzy smutku staną się łzami wyłącznie radości i pociechy. Zapomni wówczas o bólu, niewygodach, cierpieniu, nawet nie pomyśli, że czeka ją nieprzespana noc, płacz dziecka, przewijanie, karmienie.

Spotkanie z osobą, która daje nadzieję, zmienia perspektywę. Wczoraj widziałem uśmiech Martyny, podpiętej do kroplówki, różnych kabli, urządzeń na OIOMI-e, a jej uścisk dłoni wszystko mi mówił. Dla niej osoba kapelana była przypomnieniem, że to nie przypadek, że mnie tak Bóg w tej sytuacji postawił. Zrodziła się pamięć o rzeczach pięknych, powrót do początku, odnalezienie nadziei. A mówimy tu ciągle o zwykłej nadziei, która zostaje przywrócona po spotkaniu z ludźmi, o wracaniu do wydarzeń, które są dla nas początkiem. Jest jednak spotkanie, Osoba, perspektywa o wiele trwalsza, głębsza. To spotkanie z Bogiem, który przemieni smutek w prawdziwą radość, cierpienie w prawdziwą pociechę i obietnicę. Czyż nie mogą poruszać nas słowa: „Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać”? Ta radość będzie ogromna w wieczności w spotkaniu z Bogiem, bo będzie wiązała się z zaspokojeniem nie tylko naszych pragnień, szczęścia, ale prawdziwym upojeniem w miłości i szczęściu Boga, tak, że nawet o nic już nie będziemy pytać. Wszelka wątpliwość będzie wtedy rozwiana!

Panie, nawet jeśli jestem szczęśliwym kapelanem, to ciągle nie wystarcza mi to. Chciałbym trwałego szczęścia, którego nikt mi już nie odbierze. Tam, w wieczności zobaczę tych, których zaopatrywałem sakramentami, spotykałem po drodze na korytarzach i w salach szpitalnych. Tęsknię za spotkaniem z nimi, rozmową, chcę zobaczyć w niebie uśmiech chorych, którzy otrzymają pełne zdrowie i podarowane nowe ciało, które już na zawsze nie będzie podlegało chorobom. Chciałbym zobaczyć uśmiechniętych lekarzy, pielęgniarki, którzy będą mogli doświadczyć obietnicy nieba: „Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa” (1 Kor 15, 55-57).

Autorzy tekstów, ks. Marcin Niesporek, Rozważanie, Komentarz do ewangelii