Acedia: lenistwo, znużenie czy coś głębszego?

Tak jak sama acedia jest stanem długotrwałym, tak też wychodzenie z niej może być długim i żmudnym procesem duchowym.

zdjęcie: Canstockphoto.pl

2026-04-09

Wielu ludzi ogarnia zniechęcenie. Czasem jest to coś chwilowego, związanego z jakimiś bieżącymi trudnościami, chorobami, stresami. Nierzadko jednak zniechęcenie przeradza się w stan długotrwały. Człowiek nie ma sił, by podejmować swoje obowiązki, ogarniają go smutek i znużenie. Nic mu się nie chce. Przygnębienie narasta. Nie wie, co robić. Z biegiem czasu uświadamia sobie, że potrzebuje psychologa lub psychiatry. Czy ktoś z tego typu problemami udaje się do księdza? Czy idzie do spowiedzi? Zależy to od danej osoby. Przede wszystkim zależy od tego, czy jest człowiekiem wierzącym, czy wierzy w obecną w swoim wnętrzu duchowość, w której toczy się życie duchowe, w której dokonuje się walka duchowa dobra ze złem. Jeśli w takim stanie pójdzie do osoby duchownej, to być może usłyszy o acedii.

„Niewinne” lenistwo?

W tradycji duchowej chrześcijaństwa zachodniego rozwinęła się nauka o tzw. siedmiu grzechach głównych. Jej prekursorem był św. Jan Kasjan (360-435). W katalogu siedmiu grzechów głównych jako ostatnie wymieniane jest lenistwo. Na pierwszy rzut oka wydaje się ono jakoś najbardziej „niewinne” w porównaniu z innymi grzechami (jak na przykład z pychą czy zazdrością). Lenistwo odnosimy często jedynie do dzieci. Mówimy dziecku, że jest leniuchem, gdy nie chce wypełniać zadań szkolnych czy domowych. Czasem lenistwo odnosimy do siebie, gdy widzimy w sobie jakąś niechęć do wysiłku, do podejmowania obowiązków. Pół żartem pół serio mówimy, że „leń nas ogarnął”. Nieraz są to stany chwilowe, które mijają, ale czasem z niepokojem zauważamy, że niechęć do realizacji zadań i znużenie ogarniają nas długotrwale. Czy spowiadamy się z zaniedbań w wypełnianiu zadań i obowiązków? Czy spowiadamy się z grzechu lenistwa? Znów powiemy, że zależy to od człowieka.

Czym jest acedia?

Kiedy św. Jan Kasjan nauczał o siedmiu grzechach głównych, nawiązywał do tradycji chrześcijańskiego Wschodu. We wschodnim chrześcijaństwie Ewagriusz z Pontu rozwinął naukę o ośmiu demonach. Był ojcem pustyni, zmarł w 399 roku po Chrystusie. Ewagriusz wymieniał osiem głównych wad-grzechów. Wśród nich mówił o akedii – tak nazywanej po grecku, która później została przyjęta na Zachodzie i określana po łacinie jako acedia. W katalogu siedmiu grzechów głównych Kasjana wspomniane lenistwo kryje właśnie ową acedię.

Ewagriusz był przekonany, że do każdego z grzechów kusi osobny zły duch. Ducha kuszącego do grzechu acedii nazywał „demonem południa”. Ewagriusz pisał tak: „Demon acedii, nazywany także demonem południa, jest najuciążliwszy spośród wszystkich demonów. Nachodzi mnicha koło godziny czwartej (w naszej rachubie czasu jest to godzina 10.00) i osacza jego duszę do godziny ósmej (14.00). Najpierw sprawia, że słońce zdaje się poruszać zbyt wolno lub wręcz nie porusza się wcale, a dzień tak się dłuży, jakby miał pięćdziesiąt godzin. Następnie przymusza mnicha, aby ciągle wyglądał przez okno i wybiegał z celi, by wpatrywać się w słońce, jak daleko jeszcze do godziny dziewiątej (15.00)”. Dla pustelników mieszkających w miejscach pustynnych najtrudniejsze były godziny południowe, związane z żarem słońca, ze zmęczeniem. To wtedy pojawiały się pokusy do lenistwa i zniechęcenia. To, co Ewagriusz nazwał acedią, nie dotyczyło jednak zmęczenia związanego z godzinami południowymi. Lenistwo i znużenie okołopołudniowe uznał za symbole o wiele głębszych problemów duchowych. Zmęczenie pojawiające się w połowie dnia symbolizuje inny typ zmęczenia. Chodzi o znużenie związane z zadaniami, obowiązkami, które człowiek wypełnia już od dłuższego czasu, a o których wie, że będzie je wykonywać jeszcze przez równie długi czas. Dla Ewagriusza najgroźniejsze było ostatecznie znużenie związane ze sprawami wiary, prowadzące do obojętności religijnej.

Wypalenie zawodowe

We współczesnej psychologii znamy pojęcie wypalenia zawodowego. Występuje najczęściej w zawodach wymagających intensywnych kontaktów z ludźmi. W syndromie wypalenia praca przestaje dawać satysfakcję, człowiek czuje się przepracowany. Jest niezadowolony z wykonywanego zajęcia, które niegdyś sprawiało mu przyjemność. Z coraz większą niechęcią podchodzi do obowiązków. Psychologia podpowiada, jak sobie z tym problemem radzić. Jednak warto tu postawić ważne pytania. Czy to, co nazywamy wypaleniem zawodowym jest tylko problemem psychicznym, czy może (przynajmniej w niektórych przypadkach) czymś głębszym, dotykającym naszej duchowości? Czy wypalenie to nie jest przejawem właśnie acedii?

Kryzys wieku średniego

Psychologia rozpoznaje też kryzys wieku średniego. Może on wystąpić, kiedy wypalił się już żar młodych lat, plany z czasów młodości okazały się nie do zrealizowania, a zamiast tego pojawiły się życiowe niepowodzenia i porażki. Kryzys ten może uwidocznić się, gdy człowiek osiąga połowę oczekiwanego czasu życia („południe życia”). Może być wywołany przez stany zdrowotne (andropauzę czy menopauzę) lub przez jakieś trudne doświadczenia, na przykład chorobę własną lub kogoś bliskiego. Efektem takiego kryzysu może być przewartościowanie dotychczasowych priorytetów, dotyczących pracy zawodowej, małżeństwa czy rodziny. I znów wraca to samo pytanie. Czy u podstaw takich stanów nie kryje się głęboki problem duchowy, jakim jest acedia? By móc odpowiedzieć na tego typu pytania, trzeba przyjrzeć się objawom acedii. Wymienimy tu niektóre z nich w takiej postaci, jak je sformułował Ewagriusz, dodając krótkie komentarze i uaktualnienia.

Objawy acedii

Według Ewagriusza z Pontu acedia „jest umiłowaniem sposobu życia demonów”, czyli jest problemem duchowym, odciągającym od więzi z Bogiem. „Czyni chód chwiejnym” – pojawia się zmęczenie, ale może też przejawiać się w problemach alkoholowych. „Nienawidzi pracowitości”, czyli ujawnia się zniechęcenie do wypełniania zadań, które prowadzi do poszukiwania ciągłego wypoczynku, przyjemnego relaksu oraz życiowych namiastek. „Walczy przeciw wyciszeniu duszy” to znaczy objawia się w braku ciszy, w lęku pozostawania z samym sobą. Współcześnie acedia przejawia się w ucieczce w hałas (poprzez spędzanie czasu w galeriach handlowych, w głośnych miejscach rozrywki). Ucieczka ta polega też na ciągłym słuchaniu muzyki przez słuchawki. Dalej według Ewagriusza acedia jest „namiętnością udaremniającą śpiew psalmów, opieszałością w modlitwie, wędzidłem dla rozmyślania, nieznajomością Pism”. To bardzo ważne objawy, polegające na znudzeniu i zmęczeniu sprawami religijnymi. Acedia jest też „rozluźnieniem w ascezie”, wyrażającym się w tym, że człowiek nie czuwa nad sobą, nie troszczy się o wewnętrzną dyscyplinę. Ewagriusz dodaje jeszcze, że acedia jest „przeciwniczką trudów, przeciwieństwem wytrwałości, wspólniczką smutku”.

Acedia z jednej strony „nienawidzi pracowitości”, ale z drugiej jest „nienawiścią celi”. Cela była mieszkaniem mnichów. Człowiek czasem chce uciekać od swego domu, bo w domu pozostaje sam ze sobą oraz ze swoimi bieżącymi sprawami. „Nienawiść celi” może objawiać się ciągłym przebywaniem w świecie wirtualnym, w sieci. Może też przejawiać się w pracoholizmie, który ma zabić pustkę. Ewagriusz po mistrzowsku rozpracowuje nawet niewłaściwie realizowaną działalność charytatywną: „opanowany przez acedię wymawia się odwiedzinami chorych, w istocie uskutecznia własny cel. Mnich opanowany przez acedię jest skory do posługi, a korzyść własną uważa za przykazanie”. Przecież pomoc bliźniemu uznajemy jako coś dobrego. To prawda, ale Ewagriusz zauważa, że czasem zaangażowanie zewnętrzne jest przejawem wewnętrznej pustki, którą człowiek chce zagłuszyć nadaktywizmem.

Porzucenie powołania

Acedia może prowadzić do porzucenia obowiązków własnego życia jako zbyt trudnych do realizacji. Ewagriusz pisze, że człowiek „w stanie acedii dopuszcza do siebie myśli odbierające nadzieję przez to, że pokazują, jak uciążliwe jest życie monastyczne i że zaledwie niektóry wytrwa w takim trybie życia”. Zasygnalizowany problem nie dotyczy tylko dawnego życia monastycznego. I dziś acedia może objawić się w pokusie odejścia od drogi swego powołania: małżeńskiego (przez rozwód i wejście w nowy związek), kapłańskiego czy zakonnego (przez odejście od kapłaństwa lub wystąpienie z zakonu). Równocześnie acedia prowadzi do postawy cynizmu i kpin wobec tych, którzy wypełniają obowiązki oraz są wytrwali w swoim powołaniu.

Acedia dziś

Widzimy zatem, że acedia to stan ducha, który nie tylko dotyczył ludzi z IV wieku po Chrystusie, kiedy żył Ewagriusz. To stan, którego objawy są widoczne we współczesnym świecie. Jak szesnaście wieków wcześniej, tak i dziś acedia zaczyna się zaniedbaniami w rozwoju życia duchowego. Objawia się w rezygnacji z modlitwy. Prowadzi do lęku przed trudnościami i niechęci do wysiłku, szczególnie wysiłku długotrwałego. Czasem przeradza się w poddanie się zmysłowości, czy też innym uzależnieniom (alkohol, narkotyki, hazard). Wreszcie może doprowadzić do całkowitego zatracenia sensu życia, a w skrajnym przypadku, także do samobójstwa lub prośby o eutanazję. Dziś w Holandii dyskutuje się o umożliwieniu dokonywania eutanazji dla ludzi „zmęczonych życiem”.

Czy acedia może pojawić się w chorobie? To, że człowiek odczuwa zmęczenie chorobą, szczególnie chorobą długoterminową, jest objawem naturalnym. Człowiek jest przecież jednością cielesno-psychiczno-duchową. Gdy długotrwale cierpi ciało, wtedy też i ludzka psychika się osłabia, a czasem i duchowość. Jeśli podczas choroby człowiek zrezygnuje całkowicie z życia modlitewnego, jeśli podda się totalnemu zniechęceniu, jeśli będzie poszukiwał niezdrowych dla siebie form znieczulenia przez alkohol lub lekomanię, może to być przejawem acedii.

Sposoby przezwyciężania

Ewagriusz nie tylko opisuje acedię, ale podaje sposoby, jak ją pokonać. Pisze tak: „modlitwa jest lekarstwem na smutek i zniechęcenie” oraz dodaje: „modlitwa przygotowuje umysł, aby podjął właściwe sobie działanie”. Równocześnie zachęca do wytrwałego wykonywania swoich zadań i obowiązków: „troszcz się o pracę ręczną i to stosownie do sił (…), abyś nie obciążał kogoś”. Wreszcie wskazuje na ważną cnotę, pisząc, że „wytrwałość jest zagładą acedii”. Zarówno profilaktyką jak i lekarstwem na acedię jest zatem przede wszystkim troska o życie duchowo-modlitewne, wyrażająca się w codziennej modlitwie oraz regularnym przystępowaniu do sakramentów świętych. Profilaktyką jest roztropne realizowanie swoich zadań i obowiązków domowych, zawodowych, religijnych oraz wypełnianie ich z wytrwałością i długodystansowo. A jeśli już człowiek doświadczy acedii, to lekarstwem może być stopniowy powrót do swoich najbardziej podstawowych zadań, najpierw tych najprostszych, bez ucieczki od nich i bez szukania namiastek życia.

Do kogo się udać?

Dziś z wieloma problemami wewnętrznymi człowiek udaje się do psychologa lub psychoterapeuty. Psychologia, która zajmuje się ludzką psychiką, na pewno potrafi zaradzić wielu problemom psychicznym. Także psychiatria może człowiekowi pomóc. Konsultacja u mądrego psychologa czy też roztropnego lekarza-psychiatry, a także skorzystanie z psychoterapii czy też przyjęcie środków psychotropowych pod ścisłą kontrolą lekarza, to działania z punktu widzenia moralnego – godziwe. Jednak psychika to nie całość ludzkiego wnętrza. Acedia to przede wszystkim choroba duszy. Człowiek potrzebuje wsparcia duchowego. Jeśli odkrywamy w sobie niemałą część przedstawionych tu objawów, to na pewno potrzebujemy właśnie duchowego wsparcia: ze strony kapłana, spowiednika, kierownika duchowego.

Czy przy acedii człowiek ma z czego się spowiadać? Gdzie tu jest grzech? Grzech ten ma najczęściej dłuższą historię. Zaczyna się on stanem oziębłości duchowej, a nawet zatraceniem wiary, na co może wskazywać między innymi zaniedbanie modlitwy. Często łączy się z niewłaściwym poszukiwaniem własnych upodobań, które są namiastkami prawdziwego szczęścia płynącego ze zjednoczenia z Bogiem. Prędzej czy później dochodzi do momentu, kiedy człowiek odkrywa pustkę życia. Tak więc właściwa wina w grzechu acedii leży w życiowej postawie odejścia od Boga i od praktyk religijnych, w postawie pełnej namiastek, która doprowadziła do zniechęcenia, nudy i pustki. Grzechem staje się też odejście od drogi powołania.

Co z tym demonem?

W tym miejscu rodzi się pytanie, czy istnieje zatem „demon południa”, o którym mówił Ewagriusz z Pontu? Nauka katolicka mówi o istnieniu złego ducha, szatana, który jest nieprzyjacielem Boga i człowieka. Szatan kusi do grzechu. Nawet Jezusa kusił. Doświadczanie pokusy nie jest grzechem. Grzechem jest przyzwolenie z naszej strony na zło. Szatan kusi w taki sposób, by wykorzystać ludzkie słabości do tego, by człowiek odwrócił się od Boga. Jeśli w naszym życiu pojawiają się jakieś trudności, przeciwności, na przykład zmęczenie obowiązkami czy przedłużającą się chorobą, to szatan w te doświadczenia sączy swą pokusę, by doprowadzić nas do oziębłości religijnej i byśmy ostatecznie odwrócili się od Boga. Samo zmęczenie czy znużenie nie jest grzechem (to stan psychofizyczny), ale jeśli w tych trudach człowiek zaniedba wiarę, modlitwę, wówczas pojawia się grzech acedii. To szatańskie sączenie pokusy w trudach naszego życia Ewagriusz nazwał „demonem południa”. Trzeba wyraźnie podkreślić, że na pewno lekarstwem w takich sytuacjach nie są egzorcyzmy. A takie rozwiązania proponują czasem niektóre wspólnoty modlitewne.

Powrót do Boga, dobra spowiedź, podjęcie praktyki modlitwy (przynajmniej krótkiej, ale regularnej) – to wszystko będzie skutecznym lekarstwem na przezwyciężanie acedii. Tak jak sama acedia jest stanem długotrwałym, tak też wychodzenie z niej może być długim i żmudnym procesem duchowym, realizowanym z pomocą spowiednika czy kierownika duchowego, a czasem i ze wsparciem mądrego psychoterapeuty oraz roztropnego psychiatry.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, Ks. Bartoszek Antoni, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr03