Umieranie jako proces duchowy i relacyjny
Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Małgorzatą Krajnik, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Duchowej w Medycynie, kierownikiem Katedry Opieki Paliatywnej Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
zdjęcie: Krzysztof Gawor
2026-03-11
Redakcja: – Jakie mogą być przyczyny sytuacji, w której osoba umierająca prosi o eutanazję?
prof. Małgorzata Krajnik: – Chcę zwrócić uwagę na fakt, że prośba o przyspieszenie śmierci nie dotyczy jedynie osób umierających. Prośba o eutanazję ujawnia się zwykle dużo wcześniej niż w fazie samego umierania, choć faktycznie najczęściej ma to miejsce w przebiegu choroby nieuchronnie prowadzącej do śmierci. Istnieje wiele badań, które wyjaśniają, jakie są przyczyny pragnienia przyspieszenia śmierci. Często jest to wyraz jakiejś sytuacji kryzysowej i chory nie chce żyć tak jak teraz. Jest zmęczony życiem i ma wszystkiego dosyć. U osób towarzyszących choremu powinno się wówczas zrodzić pytanie o to, co musiałoby się zmienić, aby on nadal chciał żyć? Motywami prośby o skrócenie życia mogą być także: brak poczucia sensu i utrata nadziei; poczucie utraty godności i bycia ciężarem dla innych; chęć kontrolowania wszystkiego do końca (umrę na własnych warunkach i w chwili, o której sam zdecyduję); wołanie o pomoc i zwrócenie na siebie uwagi rodziny; chęć wywołania rozmowy o śmierci w atmosferze „zmowy milczenia” wokół tego tematu. Przyczyną prośby o eutanazję może być także – paradoksalnie – wielka wola życia.
– Jak reagować, kiedy chory prosi o przyspieszenie śmierci?
– Przede wszystkim nie wolno bagatelizować jego słów, ucinając temat. Mimo, że jest to trudne, należy wniknąć w to wszystko, co chory mówi i na bazie współczującej, otwartej komunikacji starać się razem z nim dojść do tego, co kryje się za tą dramatyczną prośbą. Koniecznie trzeba podjąć różne interwencje, aby pomóc choremu odnaleźć sens i realistyczną nadzieję w życiu. Jest to możliwe, o ile będzie się dokonywało w atmosferze wrażliwości i współczucia. Może się zdarzyć, że bliscy chorego nie będą potrafili sami sobie poradzić z tym zadaniem. Wtedy trzeba poprosić o profesjonalną pomoc i wsparcie np. psychologa albo kapelana.
– Odpowiedzią na eutanazję i swoistą tamą przeciwko niej jest opieka paliatywna. Jakie priorytety stawia sobie ta opieka?
– Definicje i rozumienie opieki paliatywnej zmieniały się na przestrzeni lat. Za czasów Cicely Saunders – matki opieki paliatywnej – rozumiano ją jako towarzyszenie ludziom będącym blisko umierania i śmierci. Obecnie stawia się nacisk na to, że opieka paliatywna powinna być włączana dużo wcześniej. Ma to pomóc zapobiegać różnorakim kryzysom i sytuacjom, w których chory utraci sens życia i np. poprosi o jego zakończenie. Badania dowiodły, że włączając wcześniej opiekę paliatywną u chorych na nowotwory zaawansowane, spowodowano nie tylko zmniejszenie częstości depresji i poprawę jakości życia, ale nawet wydłużenie życia chorych. Ponadto opieka paliatywna jest opieką holistyczną, czyli całościową. Oznacza to, że w opiece paliatywnej interesujemy się nie tylko fizycznymi potrzebami chorego, zwłaszcza objawami choroby, ale także jego potrzebami duchowymi, psychicznymi i społecznymi. Dlatego istotnym wskazaniem do opieki paliatywnej jest np. bardzo duże cierpienie duchowe. Chory może mieć dobrze kontrolowane fizyczne objawy choroby (np. ból, duszność), ale nie radzić sobie ze sferą emocji. Opieka paliatywna jest więc ukierunkowana przede wszystkim na jakość życia chorego, niezależnie od tego jak to życie będzie długo trwało. Jest wrażliwym towarzyszeniem choremu na wszystkich etapach jego choroby i umierania. Opieka paliatywna charakteryzuje się tym, że obejmuje nie tylko samego chorego, ale także jego rodzinę i inne osoby, które są dla niego ważne. Stąd osoba chora w opiece paliatywnej nazywana jest pacjentem pierwszorzędowym, a bliscy chorego – pacjentem drugorzędowym. W odniesieniu do eutanazji trzeba wspomnieć, że opieka paliatywna jest absolutnie przeciwna wszelkim działaniom, które mają na celu skrócenie życia pacjenta, bo jej celem jest przygotowanie do naturalnej śmierci. Naturalny przebieg śmierci oznacza, że ani na siłę nie przeciąga się umierania (uporczywa terapia) jak i absolutnie w sposób intencjonalny nigdy nie prowadzi się do skrócenia życia pacjenta.
– Wspomniała Pani profesor o budowaniu realistycznej nadziei w życiu chorego. Dlaczego jest to tak ważne w opiece paliatywnej?
– To ważne, bo żaden człowiek, zwłaszcza chory, nie może żyć bez nadziei. Nadzieja jest podstawą tego, aby umierający doświadczył procesu uzdrawiania, czyli stawania się psychicznie i duchowo coraz bardziej scalonym i pełnym. Na drodze uzdrawiania będzie zdolny coraz bardziej być sobą i żyć w pełni.
– Żyć w pełni mimo umierania?
– Tak. Mimo sytuacji, w której nie da się chorego wyleczyć, a jego choroba nieuchronnie zmierza ku śmierci, jest możliwe, aby jego rozmaite życiowe rany zostały uzdrowione, a on sam wewnętrznie się odnalazł. Każdy człowiek w przebiegu swojego życia zbiera różne rany, chowa urazy, zmaga się z doznanymi krzywdami. W opiece paliatywnej istnieje pojęcie bólu totalnego, czyli takiego stanu człowieka, na który mogą składać się jego różne cierpienia, także te psychiczne, społeczne i duchowe. W czasie, w którym mierzy się z wizją zbliżania się do końca swojego życia, te rozmaite bolesne doświadczenia dają o sobie znać. Jednym z zadań opieki paliatywnej jest wówczas pomóc choremu w mierzeniu się z tymi różnymi ranami, niezakończonymi sprawami, które chciałby załatwić przed śmiercią. Należy to zrobić poprzez wrażliwe słuchanie go i towarzyszenie mu. To czasem może okazać się trudne, bo chory nie zawsze mówi o swoich potrzebach i rozterkach wprost. Jednak badania pokazują, że owe niedokończone sprawy (ang. unfinished business) występują u wielu osób, które mierzą się z chorobą ograniczającą życie. I to mogą być przeróżne sprawy. Bardzo często są to kwestie związane z przebaczeniem komuś lub uzyskaniem przebaczenia albo pragnieniem zobaczenia się z osobami, z którymi dawno nie było kontaktu. To mogą być także sprawy związane z duchowością i religijnością pacjenta, a także kwestie finansowo-majątkowe. Takie niedokończone sprawy nieraz przekładają się na sam proces umierania, który może się przedłużać do czasu ich załatwienia.
– Jak dobrze wykorzystać czas odchodzenia bliskiej osoby?
– Z całą pewnością dobre wykorzystanie czasu odchodzenia bliskiej osoby związane jest z wrażliwym towarzyszeniem jej. To towarzyszenie może mieć bardzo wiele twarzy. Naszym zadaniem i głównym celem jako opiekunów jest w tym okresie budowanie atmosfery bezpieczeństwa, w której chory nie będzie obawiał się oddać w nasze ręce i nie będzie miał poczucia bycia dla nas ciężarem. W tym budowaniu atmosfery bezpieczeństwa może pomóc taka forma komunikacji z chorym, w której będziemy pytać chorego o jego potrzeby i pozostawimy mu przestrzeń na wolną decyzję. Kiedy chory zobaczy, że mimo umierania jego zdanie nadal się liczy, nabierze zaufania, że do samego końca będzie kochany i szanowany. Bo pamiętajmy, że chory, który odchodzi, krok po kroku oddaje w ręce opiekunów swoją niezależność i może mieć nieraz poczucie, że o niczym nie może już sam decydować. To budowanie poczucia bezpieczeństwa dotyczy także możliwie najlepszego leczenia bólu i innych objawów pacjenta, bo w ten sposób nie tylko zmniejszamy jego cierpienie, ale także budujemy atmosferę zaufania i chory wie, że zrobimy wszystko, co możliwe, aby uśmierzyć jego dolegliwości. Chciałabym w tym miejscu wspomnieć także o tzw. terapii wzmacniającej godność, którą wymyślił kanadyjski psychiatra prof. Max Harvey Chochinov. Ta terapia to zestaw różnych pytań, w oparciu o które chory może opowiedzieć historię życia i przekazać swoje przesłanie najbliższym. Takie pozostawienie przesłania może pełnić funkcję domknięcia pewnych ważnych spraw. Chory może zyskać wówczas poczucie podsumowania swojego życia i tego wszystkiego, co się w nim wydarzyło. Ponadto pamiętajmy, że gdy człowiek umiera i nie ma z nim już logicznego kontaktu, on wciąż nas słyszy. To absolutnie można i trzeba wykorzystać w kontakcie z bliskim. Dlatego wielką wartość mają czuwanie i modlitwa przy chorym oraz nieopuszczanie go.
– A czego unikać w czasie odchodzenia bliskiej osoby?
– Myślę, że jedną z najważniejszych rzeczy jest nie kłamać. To niestety obserwujemy w różnych odsłonach, kiedy w ramach chronienia tej bliskiej osoby nie mówi się jej prawdy o jej stanie, rokowaniach. Zatajanie prawdy wcale nie jest dobrym przygotowaniem do czasu umierania. Bliska nam osoba musi się z tym zmierzyć, oczywiście otoczona ciepłem, opieką, w atmosferze bezpieczeństwa. Druga rzecz to nie unikać w rozmowach tematu śmierci. Często np. osoby umierające chcą porozmawiać o tym, jak chcą być ubrane w trumnie. I rodzina często ucina ten temat, boi się o tym rozmawiać. Trzeba tego wysłuchać i wziąć do serca, choć oczywiście nie są to łatwe rozmowy. Trzeba zapewnić chorego, że jego prośba zostanie spełniona, że może być w tej kwestii spokojny.
– Z naszej rozmowy płynie ważne przesłanie, że umieranie i sama śmierć to wartościowe, ważne wydarzenia.
– Tak. Dobrze, że współczesna medycyna coraz bardziej zastanawia się nad tym, jakie powinno być właściwe nastawienie do procesu umierania i śmierci. Dobrze, że formułuje się cele, aby umieranie było coraz bardziej rozumiane jako proces duchowy i relacyjny. W Polsce powyżej 50% osób umierających umiera w szpitalach, a niestety mniejszość szpitali posiada oddziały medycyny paliatywnej i specjalistów medycyny paliatywnej dostępnych dla chorych przebywających na różnych oddziałach szpitalnych. Dobrze, że stopniowo zwiększa się rozumienie duchowo-relacyjnych aspektów procesu umierania i śmierci. To jest część naszego życia – wartościowa i głęboko sensowna – przed którą nie da się uciec.
Zobacz całą zawartość numeru ►