Gdy wiara nie wystarcza...

Wspólnym celem zarówno duchownych, jak i psychologów powinna być edukacja dotycząca depresji i zmiana negatywnych stereotypów, aby osoba chora mogła zdrowieć dzięki profesjonalnej pomocy psychologicznej i wsparciu duchowemu.

zdjęcie: Cathipic.com

2026-03-03

 W chaosie sprzecznych informacji

Problem depresji i zaburzeń depresyjnych budzi wiele emocji i kontrowersji. Rozwój nauki wzbogacił wiedzę medyczną w tym zakresie, ale sprawił również, że pojawiło się wiele wątpliwości związanych z diagnozowaniem i leczeniem depresji. W dyskusjach na ten temat pojawia się, przeplata i jest ze sobą mylonych wiele aspektów: konieczność uświadamiania wagi problemu, wzrastająca skala zachorowań, zwłaszcza po pandemii COVID-19, walka ze stereotypami dotyczącymi depresji, nadużywanie nazwy zarezerwowanej dla ściśle określonego schorzenia oraz potrzeba prawidłowej diagnozy i właściwego leczenia. Codziennie stykamy się zarówno z rzetelnymi treściami, jak i z manipulacyjnymi przekazami dotyczącymi każdej z tych kwestii. Pojawiają się wątpliwości: czy rzeczywiście współcześnie jest aż tak dużo przypadków depresji i stała się ona chorobą cywilizacyjną? A może tak wiele diagnoz to – jak twierdzi wielu – efekt działań chciwych i bezwzględnych koncernów farmaceutycznych, których jedynym celem jest zwiększenie sprzedaży środków antydepresyjnych i psychoaktywnych? Czy smutek, który czuję, to naturalna reakcja, czy też powinienem się martwić o swoje zdrowie? Jakiej rady udzielić bliskiej osobie w kryzysie psychicznym? Dezorientacja i niepewność będące wynikiem chaosu sprzecznych lub niepełnych informacji dotykają (oczywiście w różnym stopniu i zakresie) zarówno osób zajmujących się problemem depresji zawodowo, jak i pacjentów, ich rodzin oraz wszystkich, którzy interesują się tematem z uwagi na dbałość o zdrowie psychiczne – własne oraz innych.

Wspólny cel – dobro człowieka

Tymczasem depresja, powszechnie występująca choroba cywilizacyjna, staje się coraz poważniejszym problemem społecznym. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że do 2030 roku stanie się również najczęściej występującą chorobą na świecie. W Polsce dotyczy ona ok. 1,2 mln osób. W walce z depresją wszyscy poszukują najlepszych rozwiązań: lekarze – skutecznej terapii farmakologicznej, terapeuci – metod i technik mogących pomóc w dotarciu do źródeł kryzysu, duszpasterze – drogi, którą chorzy mogą dotrzeć do Boga i uzyskać wsparcie w przeżywanym cierpieniu. Kto ma największą szansę udzielenia najbardziej wartościowej pomocy? Nie można tu wskazać jednego zwycięzcy, bo depresja to choroba ciała i duszy, dlatego najkrótszą i najpewniejszą drogą zdrowienia jest terapia oparta na podejściu holistycznym – najlepsza dla człowieka będącego istotą psychofizyczną. Wspólnym celem terapeuty i duszpasterza jest dobro człowieka, a obie formy pomocy – duszpasterska i psychologiczna – mają na celu wsparcie człowieka w kryzysie, poprawę jakości jego życia oraz towarzyszenie mu w trudnych momentach. Cechą charakterystyczną obydwu interwencji jest troska o całościowy rozwój osoby, choć duchowość chrześcijańska i psychologia akcentują inne aspekty tego rozwoju.

Granice kompetencji – kiedy duchowość nie wystarcza

Wokół roli, jaką duchowość i wiara powinny odgrywać w czasie, gdy człowiek przeżywa psychiczny kryzys, narosło wiele nieporozumień – głównie dlatego, że łatwo tu o szkodliwe uproszczenia, spłycające problem i deformujące jego istotę. Najniebezpieczniejsze z fałszywych przekonań jest to, że chrześcijanin powinien pokonać depresję siłą wiary. Warto stanowczo podkreślić, że określanie depresji mianem braku wiary lub efektu działania złego ducha, odradzanie podjęcia leczenia i negowanie konieczności poszukiwania pomocy w przypadku kryzysu psychicznego, są niezgodne z nauką Kościoła katolickiego, który widzi w psychoterapii drogę poznania prawdy o sobie i źródło nadziei na trwałą zmianę życia na lepsze. Medycyna i psychologia to nauki, których celem jest chronienie życia – daru otrzymanego od Boga. Leczenie i zdrowienie są jedną z najpiękniejszych form działania Bożej łaski, czego dowodzą liczne cuda – uzdrowienia, których Jezus dokonywał w okresie swojego nauczania. Uleczone kalectwo i przywrócona sprawność to jakby powrót do rajskiej harmonii, dlatego stają się znakiem przyjścia Zbawiciela i rozpoczęcia się Jego zbawczej ofiary: „W tym właśnie czasie wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i [uwolnił] od złych duchów; oraz wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc: «Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą»” (Łk 7, 21-22). To, że Bóg dopuszcza chorobę, nie stoi w sprzeczności z faktem, że pragnie zdrowia i towarzyszy choremu człowiekowi – bo walka ze schorzeniem jest formą szacunku dla wielkiego daru życia. Warto przytoczyć w tym miejscu fragment „Dzienniczka” św. siostry Faustyny, pokazujący jasno, jaką rolę Bóg chce odgrywać w leczeniu: „Przyszła mi myśl, żeby nie używać lekarstwa po całej łyżeczce, ale po trosze, ponieważ było drogie. W tej samej chwili usłyszałam głos: córko Moja, nie podoba mi się takie postępowanie, przyjmuj wszystko z wdzięcznością, co ci daję przez przełożonych, a tak lepiej Mi się podobasz”. Bóg nie chce, by Faustyna zaniedbywała leczenie, co więcej, chce jej pomóc właśnie rękami lekarzy, którzy stają się Jego współpracownikami w dziele uzdrawiania. Aktem wiary staje się więc nie rezygnacja z leczenia jako dowód zaufania Bogu, ale wejście na ścieżkę terapii, która może stać się drogą uzdrowienia zarówno ciała, jak i ducha. Dlatego kapłan nie powinien czuć się nigdy wewnętrznie rozdarty, rozczarowany czy niespokojny, gdy zobaczy, że wsparcie duchowe, którego udziela w ramach posługi duszpasterskiej, nie okazuje się wystarczającą formą pomocy. Skierowanie wiernego, który na przykład podczas spowiedzi dzieli się niepokojącymi myślami, do psychologa, nie jest w żadnej mierze klęską czy zdradą własnego powołania. Wręcz przeciwnie – oznacza właściwe wypełnienie kapłańskiego obowiązku i jest najlepszą formą duchowego towarzyszenia osobie w kryzysie psychicznym. Rola kapłana się nie kończy, choć sama duchowość nie wystarczyła. Uznanie w pokorze granic swoich kompetencji nie wyklucza duszpasterza z pomocy wiernemu, ale wyznacza mu nową rolę – wspierania w terapii i duchowego umacniania w potencjalnie przełomowym momencie życia.

Religijny (duchowy) wymiar przeżywania depresji

Podjęcie terapii to moment, w którym kapłan nie staje się niepotrzebny. Wręcz przeciwnie. Leczenie może się stać dla chorego szansą na poznanie łaskawości i miłosierdzia Boga, często okazuje się też szansą zmiany na lepsze – ale jednocześnie jest to proces bolesny, wymagający odwagi i wiary, że teraźniejsze cierpienie może przynieść w przyszłości piękne owoce. Depresja to doświadczenie kryzysu, którego pokonanie wymaga sięgnięcia w głąb własnej psychiki i własnej duszy. Jednak zachęta do duchowego, głęboko religijnego przeżywania depresji może wydawać się górnolotnym frazesem (równie bezużytecznym jak rada, by „wziąć się w garść”) w sytuacji, w której chory przeżywa głęboki i długotrwały smutek, nie jest w stanie odczuwać przyjemności, porzucił wcześniejsze zainteresowania, postrzega samego siebie, innych i rzeczywistość w skrajnie pesymistyczny sposób, a może dodatkowo nie może spać, cierpi z powodu utraty apetytu, nie jest w stanie jasno myśleć i pogrąża się w izolacji, co może nawet skutkować pojawieniem się myśli samobójczych. W takiej sytuacji konieczne jest właściwe rozeznanie sytuacji osoby szukającej wsparcia i nadziei, przeżywającej duchowy kryzys, zgłaszającej duchownemu emocje i stany, które mogą być trudne do właściwego zdiagnozowania. Ważnym elementem wsparcia jest odwołanie się do głębokiej prawdy wynikającej z aktu, że Bóg jest dla człowieka kochającym Ojcem, obecnym w szczęściu i w cierpieniu, zawsze chcącym go ratować i zapraszającym do stałego duchowego rozwoju.

Jednocześnie przywoływany w sytuacji kryzysu, duchowo uzdrawiający obraz Boga musi zawsze łączyć się z prawdą o Jego opiekuńczej miłości i pragnieniu dobra. Rolą kapłana jest towarzyszenie wiernemu w procesie zdrowienia, który polega między innymi na zmianie cierpienia destrukcyjnego na takie, które jest źródłem rozwoju. Osoba, która czuje, że straciła wolę życia i zainteresowanie wszystkim, co wcześniej było dla niej ważne, potrzebuje pomocy, by wykonać pierwszy krok – a łatwiej jest znaleźć w sobie siłę i odwagę, wiedząc o bliskości Boga, pragnącego naszego zdrowia i pięknego życia, pełnego radości i rozwoju. Forma, jaką przyjmuje duchowe wsparcie osoby w kryzysie psychicznym, mającej podjąć leczenie lub już korzystającej z terapii, musi być dobierana z ogromnym wyczuciem i z empatią. Kapłan podejmuje tę decyzję zgodnie z hierarchią priorytetów: pierwszeństwo zawsze mają działania chroniące życie i przeciwdziałające pogorszeniu się stanu zdrowia fizycznego i psychicznego. Jednak skierowanie osoby cierpiącej na konsultację do specjalisty nie może odbywać się w sposób, który mógłby wzbudzić odczucie bycia odrzuconym przez Kościół. Już na bardzo wczesnym etapie leczenia istotną rolę może odegrać duchowe i religijne wsparcie. Chory musi widzieć przed sobą, nieważne w jak odległej przyszłości, piękny cel, do którego zmierza: kochającego Ojca, chcącego leczyć, wybaczać, zbawiać i uszczęśliwiać. Aby jednak chory na depresję człowiek mógł się otworzyć na głęboki sens cierpienia, musi skorzystać ze specjalistycznej pomocy psychologicznej – w tym sensie kapłan i terapeuta czy lekarz stają się partnerami w walce o lepszą fizyczną i duchową jakość ludzkiego życia.

Współpraca interdyscyplinarna – klucz do skutecznej pomocy

W praktyce duszpasterskiej XXI wieku posiadanie podstawowej wiedzy psychologicznej przez kapłanów jest rozpoznawane coraz powszechniej jako ogromny atut, ważny element właściwego przygotowania do posługi duszpasterskiej czy też – w terminologii świeckiej – istotna kompetencja, której uzyskanie jest formą realizacji powołania, zwłaszcza w pracy z osobami przeżywającymi życiowe trudności, zagrożonymi kryzysem, pojawieniem się depresji, a nawet myśli samobójczych. Na swojej drodze kapłańskiej rozpoznałem kiedyś konieczność uzyskania umiejętności prowadzenia terapii psychologicznej, by móc spełnić swoje marzenie o pracy duszpasterskiej z małżeństwami dotkniętymi problemem niepłodności. Połączenie powołania do kapłaństwa z kompetencjami terapeuty przekonało mnie, że tajemniczy i piękny proces zdrowienia przebiega najlepiej w twórczej atmosferze interdyscyplinarnej współpracy. Było to moje doświadczenie pracy w duszpasterstwie rodzin – nie tylko z niepłodnymi małżeństwami, lecz także z innymi osobami w nieregularnych, trudnych związkach, nierzadko wywołujących kryzys psychiczny.

W duszpasterskiej pracy z osobami doświadczającymi ogromnego stresu, cierpienia, kryzysu duchowego, niezwykłą wartość stanowi sieć sprawdzonych i zaufanych specjalistów, do których kapłan może skierować swoich podopiecznych doświadczających depresji. Przyczyny doświadczanego kryzysu mogą być złożone, zarówno psychologiczne, jak i duchowe, dlatego pomoc, której wymaga osoba w depresji, również powinna być odpowiedzią na zróżnicowane potrzeby w zakresie wsparcia. Wnioski ze stosowania takiego podejścia w Duszpasterstwie Rodzin Archidiecezji Katowickiej pokazują, jak skuteczne jest łączenie terapii z przyjmowaniem sakramentów świętych, adoracją Najświętszego Sakramentu, udziałem w nabożeństwach, rekolekcjach i korzystaniem z duchowego przewodnictwa. Celem długofalowym jest powstawanie nowych wspólnot, będących bezpieczną przestrzenią wymiany doświadczeń, serdecznego wsparcia, dawania świadectwa i duchowego rozwoju.

Edukacja i świadomość – przeciwdziałanie stygmatyzacji

Mimo ogromnej pracy związanej ze zwiększaniem świadomości społecznej na temat depresji i chorób psychicznych wciąż wiele pozostaje do zrobienia w tym zakresie. Szkodliwe stereotypy mogą okazywać się groźne dla zdrowia i życia osób, które zlekceważą niepokojące objawy, będą wstydziły się przyznać do swoich trudności i szukać profesjonalnej pomocy. Istotnym problemem pozostaje stygmatyzacja osób chorych na depresję, podobnie jak wszystkich osób chorych psychicznie. Już sama diagnoza może być postrzegana jako zagrożenie, bo wiąże się z przypisaniem do grupy osób traktowanych podejrzliwie, często dyskryminowanych, tracących społeczny status. Wciąż żywe jest również niesłuszne przekonanie, że niepodleganie psychicznym kryzysom lub załamaniom jest cechą człowieka kompetentnego, dojrzałego, silnego, potrafiącego właściwie zadbać o swoje sprawy. Depresja może być traktowana jako klęska, do której nie można się przyznać przed światem, kompromitującym dowodem braku umiejętności „wzięcia się w garść”. Ten problem dotyczy osób żyjących w przekonaniu, że rozpoczęcie terapii z powodu obniżonego nastroju to dowód braku dyscypliny i „rozczulania się nad sobą”. Na osoby głęboko wierzące czyhają inne zagrożenia – na przykład przekonanie, że depresja jest wynikiem braku wiary lub przejawem niewdzięczności wobec Boga. Takie nastawienie sprawia, że zamiast szukać pomocy, chora osoba stara się samodzielnie pokonać kryzys, obciążona dodatkowo poczuciem winy, które dodatkowo pogarsza sytuację. Lęk przed stygmatyzacją bywa ogromny, a osoba, która jej doświadcza, znacznie trudniej wraca do zdrowia i do normalnego funkcjonowania. Wspólnym celem zarówno duchownych, jak i psychologów powinna być edukacja dotycząca depresji i zmiana negatywnych stereotypów, aby osoba chora mogła zdrowieć dzięki profesjonalnej pomocy psychologicznej i wsparciu duchowemu.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr03, Z cyklu:, Panorama wiary