Bliskość jest lekarstwem
Psychiatra dr n. med. Krzysztof Mikołajczyk opowiada o depresji i radzi, jak w tej chorobie szukać skutecznej pomocy.
zdjęcie: Canstockphoto.pl
2026-03-03
Redakcja: – Pańska praktyka psychiatryczna trwa już blisko 30 lat. Jak często trafiają do Pana pacjenci, u których zdiagnozowana zostaje depresja?
dr n. med. Krzysztof Mikołajczyk: – W pracy na co dzień stykam się z osobami cierpiącymi na rozmaite schorzenia psychiczne, a rozpoznanie depresji należy do najczęściej stawianych przeze mnie diagnoz. Tak jest obecnie, ale w początkach mojej praktyki lekarskiej, wśród chorób psychicznych depresja nie była tą wiodącą. Wówczas diagnozowałem depresję dużo rzadziej niż dzisiaj. Wynika to z faktu, że na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci depresja zaczęła ekspansywnie przejmować niechlubną palmę pierwszeństwa wśród chorób, zyskując miano choroby cywilizacyjnej. Dla zobrazowania skali zjawiska: jeszcze 20 lat temu rozpoznawałem kilka przypadków depresji w miesiącu, dzisiaj rozpoznaję ich kilka, a nawet kilkanaście w tygodniu.
– Spodziewa się Pan, że będzie jeszcze gorzej?
– Wiele wskazuje na to, że problem będzie się pogłębiał. Światowa Organizacja Zdrowia od lat bije w tym temacie na alarm i niestety – jak dotąd – wszystkie pesymistyczne prognozy się sprawdzają.
– Kto może zachorować na depresję?
– Na depresję chorują osoby w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, przedstawiciele wielu zawodów. Choroba ta może dotknąć każdego, niezależnie od tego czy jest wykształcony i cieszy się poważaniem wśród znajomych, czy może raczej egzystuje gdzieś na społecznym marginesie. Depresja nie jest chorobą ani arystokratów, ani życiowych nieudaczników. Jest chorobą, która może dotknąć każdego.
– To niezbyt optymistycznie brzmiąca teza.
– Na pocieszenie mogę powiedzieć, że bardzo wielu chorym udaje się pomóc, tak, że wracają do trwałego zdrowia psychicznego. Aby jednak było to możliwe, muszą spełnić jeden warunek – zgodzić się na leczenie. Z zawodowej praktyki wiem, że to połowa sukcesu. Można próbować jedynie podawać choremu antydepresanty i liczyć, że wszystko jakoś samo rozejdzie się po kościach, ale same lekarstwa nie zawsze rozwiązują problem. Potrzebne jest także wsparcie psychoterapii oraz osób z najbliższego otoczenia – rodziny i przyjaciół. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że oczywiście istnieją różne postaci depresji, również takie, które nie wymagają leczenia farmakologicznego. Po to właśnie potrzebna jest fachowa konsultacja psychiatryczna, aby dobrać odpowiednie leczenie w konkretnym przypadku.
– Mimo tego, że depresja jest chorobą cywilizacyjną, a więc stanowi bardzo poważny, udokumentowany medycznie problem, wciąż bagatelizuje się jej powagę, postrzegając ją często jedynie jako chwilową chandrę lub zbytnie koncentrowanie się na sobie.
– Z punktu widzenia medycznego depresja jest poważną chorobą, którą trzeba leczyć. Opinie na jej temat bywają niezgodne ze stanem faktycznym, co wynika głównie z niewiedzy. Oczywiście nie każdy gorszy nastrój czy brak energii do działania jest depresją, ale nie wolno umniejszać powagi tej choroby, sugerując komuś lenistwo, nadwrażliwość albo wygodnictwo. Depresja, jak każda inna choroba wymaga prawidłowego rozpoznania przez lekarza i nie wolno w jej przypadku stawiać samodzielnych diagnoz. Dlatego jeśli niepokoją nas jakieś objawy – u siebie lub u bliskiej osoby – należy zgłosić się do lekarza.
– Jakie objawy powinny nas zaniepokoić?
– Z pewnością warto być uważnym na wszystko, co dzieje się w nas i wokół nas – na wszystkie gwałtowne zmiany nastroju lub utrzymujące się zniechęcenie i smutek. Wśród najczęstszych objawów depresji wymienia się długotrwałe obniżenie nastroju, brak życiowej energii, zaburzenia snu, zanik apetytu, gwałtowny spadek masy ciała, rozdrażnienie, napady płaczu i gniewu, brak planów na bliższą i dalszą przyszłość oraz zobojętnienie na rzeczywistość. Istnieją różne postaci depresji i w zależności od typu choroby oraz stadium jej objawy mogą się na przemian nasilać i łagodnieć. Wiele zależy także od indywidualnych uwarunkowań chorego. Jak już wspomniałem, nie każdy zły nastrój jest depresją, ale trzeba być czujnym, aby nie przegapić ewentualnych zwiastunów choroby.
– Jakie okoliczności i wydarzenia mogą wywołać depresję?
– Przyczyny depresji mogą być bardzo różne. Najczęściej są nimi jakieś bolesne przeżycia, np. śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, rozstanie ze współmałżonkiem, zawód miłosny. Trzeba pamiętać, że okoliczności wywołujące stany depresyjne nie są jednakowe u wszystkich pacjentów. To, co jednego człowieka jest w stanie doprowadzić do załamania nerwowego, na innym może nie zrobić żadnego wrażenia. Każdy z nas bowiem ma inną wrażliwość i odporność na sytuacje kryzysowe. Każdy też w inny sposób reaguje na niepowodzenia i wyrządzone mu krzywdy. Niezwykle ciekawym zjawiskiem z klinicznego punktu widzenia są stany depresyjne spowodowane – paradoksalnie – pasmem życiowych sukcesów. Okazuje się, że depresję mogą wywołać nie tylko trudne czy wręcz tragiczne wydarzenia. Kilka lat temu miałem pacjentkę, u której zdiagnozowałem depresję. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że choroba wystąpiła u niej nie na skutek bolesnych przeżyć, ale była wynikiem licznych osiągnięć zawodowych i dobrej passy w życiu rodzinnym.
– Jak to możliwe?
– Spróbuję wyjaśnić to w prosty sposób. Załóżmy, że pan Kowalski to ktoś, kto świetnie radzi sobie w życiu. Jest zdrowy, zamożny, dobrze wykształcony. Na dodatek ma piękną i kochającą żonę oraz gromadkę zdolnych dzieci. Jest szczęśliwy, a błogostan, którego doświadcza, dotyczy niemal każdej dziedziny jego życia. I oto pośród tego błogostanu nasz Kowalski zaczyna coraz częściej martwić się o to, czy aby na pewno da radę utrzymać owo wysokie życiowe „C”. Aby zagłuszyć pojawiające się obawy, więcej pracuje, bardziej się stara, intensywniej adoruje żonę, aktywniej spędza czas z dziećmi. Niby funkcjonuje na wyższych obrotach, generując pozytywne uczucia i wzmacniając relacje, a w rzeczywistości – nie do końca świadomie – zaczyna żyć w lęku o siebie i o wszystko, co stanowi o jego szczęściu. Ów lęk da o sobie znać znacznie później – dopiero wówczas, gdy pan Kowalski będzie trwał w jego objęciach na dobre. Ten prosty przykład pokazuje, że depresję może wywołać także ciąg pozytywnych wydarzeń, gdy nie zna się umiaru w pogoni za pomnażaniem dóbr i utrzymaniem wspaniałego samopoczucia.
– Czy to znaczy, że kiedy w naszym życiu wszystko dobrze się układa, powinniśmy zacząć się martwić?
– Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony dążymy do szczęścia i to jest całkowicie naturalne, ale z drugiej strony życie, które jest tylko pasmem sukcesów, może stanowić dla człowieka pewien rodzaj zagrożenia. Nie oznacza to oczywiście, że każdy taki Kowalski, o którym mówiliśmy, musi od razu przejść załamanie nerwowe lub zachorować na depresję, bo powiodło mu się w życiu. Należy się cieszyć dobrem, sukcesami, pieniędzmi, uzdolnieniami i wszystkim, co przynosi nam szczęście. Trzeba jednak zawsze pamiętać, że życie bez trudności, kryzysów i przeszkód jest zwykłą ułudą i kurczowe trzymanie się takiej bezproblemowej wizji świata może doprowadzić do poważnych konsekwencji.
– Czy osobie chorej na depresję, oprócz lekarza, mogą pomóc także najbliżsi?
– Tak. Rola, jaką mogą spełnić najbliżsi chorego jest nie do zastąpienia. I jak wiemy, dotyczy to nie tylko osób cierpiących na depresję, choć w ich przypadku ma to szczególne znaczenie. Jeśli miałbym coś doradzać, to przede wszystkim stałą i cierpliwą obecność. Nie tylko obecność w znaczeniu fizycznego kontaktu, ale przede wszystkim dawanie poczucia, że przeżywa się z chorym jego stan. Każdy człowiek, zwłaszcza chory, pragnie usłyszeć od znaczących dla niego osób słowa wsparcia i solidarności. Nie chodzi tutaj oczywiście o puste pocieszanie, takie „na odczepnego”, ale o serdeczne współczucie i zrozumienie. Kiedyś przeżywałem ogromne napięcie związane z problemami w szpitalu, w którym pracowałem. Chodziłem podenerwowany, markotny, przez długie tygodnie nie umiałem sobie znaleźć miejsca. Pamiętam, że jeden z moich przyjaciół – osoba, którą bardzo cenię i na opinii której mi zależy – wypowiedział do mnie wówczas proste i zarazem leczące słowa: „Trzymaj się, jestem z tobą”. To mi wystarczyło. Zyskałem pewność, że ktoś bardzo ważny w moim życiu, ktoś z kim łączą mnie bliskie i zażyłe relacje, troszczy się o mnie i kibicuje mi. Ów przyjaciel nie musiał być wciąż u mego boku, abym czuł, że jest naprawdę blisko. Byłem pewien, że martwi się o mnie, że w razie czego jest gotowy przyjść mi z pomocą, mimo, że nie widywaliśmy się każdego dnia. Kiedy nie mogliśmy się spotkać telefonował do mnie i rozmawialiśmy. Wówczas było dla mnie bardzo istotne to, że ktoś pamięta o mnie regularnie i konsekwentnie. To dawało mi siłę.
– Konsekwencja, o której Pan wspomina, może być czasem wielkim wyzwaniem dla osób, które wspierają chorego na depresję...
– To prawda. Osoby depresyjne w trakcie wychodzenia z choroby, potrzebują stałego punktu oparcia. Potrzebują powtarzającej się mobilizacji. To wymaga nieraz wielkiej samodyscypliny ze strony osób wspierających. Często bowiem muszą one pokonywać te same przeszkody, wciąż od nowa, przez wiele tygodni terapii. Może się wydawać, że wszystko, co udało się im zbudować mrówczą pracą, nagle popada w ruinę. Wtedy owa konsekwencja i nieuleganie zniechęceniu mogą chorego na depresję po prostu uratować. Bo on sam często nie ma siły walczyć i wówczas potrzebuje uporu i wytrwałości swoich najbliższych.
– Dobre i szczere relacje, nie tylko w przypadku depresji, ale w ogóle w codzienności, są bardzo ważne i leczące.
– Tak. W czasach, w których żyjemy – zdominowanych przez technologię i sztuczną inteligencję – potrzeba wielkiej dbałości o relacje międzyludzkie i o realną bliskość, która jest lekarstwem na wiele trudnych sytuacji i kryzysów. Bo obecności drugiego człowieka nie da się niczym zastąpić.
– Bardzo dziękuję za rozmowę i cenne wskazówki.
Zobacz całą zawartość numeru ►