Od zerwanej więzi do jedności
O codziennych dylematach związanych z przebaczaniem i pojednaniem.
zdjęcie: Canstockphoto.pl
2026-02-05
Jako i my odpuszczamy
Piotra, który pyta, czy musi przebaczyć aż siedem razy, Jezus stawia wobec wyzwania wydającego się ponad ludzkie siły: wybaczyć trzeba nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy, czyli w praktyce – stale i bez końca. Ta sytuacja uświadamia nam prawdę, która często znika sprzed oczu i na pewno nie jest współcześnie mile słyszana – świat potrzebuje przebaczenia, dlatego życie każdego człowieka powinno być przebaczaniem, prośbą o przebaczenie oraz przyjmowaniem go. Przebaczenie jest istotą zbawczej misji Chrystusa, darem Boga dla zranionej grzechem ludzkości, sednem Eucharystii, sensem i celem spowiedzi, trzonem nauczania Kościoła katolickiego i drogą do zbawienia. Modlitwa „Ojcze nasz”, przekazana uczniom przez Zbawiciela, zawiera znamienne słowa: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Prosimy miłosiernego Boga, by nam przebaczył tak samo, jak my przebaczamy bliźnim. Uznajemy w ten sposób, że grzech jest złem, z którym powinniśmy walczyć wszyscy, bo wszystkich nas dotykają jego konsekwencje. Człowiek, który w pokorze przyjmuje prawdę o swoim grzechu, przyjmuje przebaczenie i przebacza, czyniąc w ten sposób świat lepszym, współtworząc Królestwo Niebieskie już tu, na ziemi.
Powrót do rajskiej jedności
Naturalnym i najpiękniejszym owocem przebaczenia jest pojednanie – przede wszystkim ludzkości z Bogiem. Stwórca jest gotowy, by przebaczyć szczerze skruszonemu każdy grzech. Niczym ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym czeka na człowieka. Chce nie tylko mu przebaczyć, lecz także obdarzyć go pojednaniem, czyli przywróceniem więzi zerwanej przez grzech. Jedność jest zgodna z Bożym zamysłem we wszystkich aspektach. Widać to tak wyraźnie w przejmującej modlitwie Jezusa, zapisanej w Ewangelii św. Jana. Celem misji zbawczej jest jedność człowieka z Bogiem, zerwana przez grzech i przywrócona na krzyżu. Chrystus pragnie, by każdy człowiek mógł pojednać się z Bogiem i aby wszyscy wierzący w Niego stanowili jedno. Zjednoczenie chrześcijan jest warunkiem koniecznym, by świat poznał Chrystusa i poczuł ogrom wszechogarniającej miłości Boga. Pojednanie i trwanie w jedności z Bogiem, w łasce uświęcającej, to przywrócenie stanu sprzed wygnania człowieka z Raju.
Między teologią a codziennością
W życiu codziennym rzadziej jednak rozważamy skomplikowane kwestie ekumenizmu czy skomplikowane zagadnienia teologiczne. Wyzwaniem stają się przebaczenie, pojednanie i osiągnięcie trwałej jedności w relacjach z bliźnimi: przyjaciółmi, sąsiadami, współpracownikami, a zwłaszcza – w rodzinie. Jeżeli pomiędzy ludźmi dochodzi do kłótni, nieporozumień, zranienia lub wyrządzenia poważnej krzywdy, to wówczas pojednanie, czyli osiągnięcie jedności, zgody, harmonijnego współdziałania i przywrócenie dobrej relacji muszą być efektem przebaczenia, które często nie jest proste. Jako kapłan i terapeuta codziennie przekonuję się, jak wielkim wyzwaniem, zarówno emocjonalnym, jak i duchowym, jest przebaczenie doznanej krzywdy. Często wydaje się, że może być ono niemożliwe – a przecież Ojciec Niebieski mówi wyraźnie, że wybaczy nam tak, jak i my wybaczamy innym i jasno stwierdza: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (Mt 5, 23-24). Te wskazania budzą wiele obaw i wątpliwości. „Czy to oznacza, że jak nie przebaczę, to pójdę do piekła?”. „Jak mam przebaczyć coś takiego?”. Te i inne dramatyczne pytania padają codziennie nie tylko w gabinecie terapeutycznym, lecz także w konfesjonałach. Wokół idei przebaczenia i pojednania narosło wiele nieporozumień, a rozmowy z pacjentami i wiernymi przekonują mnie, że niewłaściwe interpretowanie tych pojęć może przynieść bardzo negatywne konsekwencje w relacjach zarówno z innymi ludźmi, jak i z Bogiem. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym i – jak wynika z mojego doświadczenia – najtragiczniejszym w skutkach błędnym przekonaniom związanym z przebaczeniem i pojednaniem.
Błąd 1. Nie jestem zdolny do przebaczenia, taki już mam charakter
Takie słowa pojawiają się na ustach zwłaszcza tych osób, które głęboko przeżywają emocje lub mają gwałtowny temperament. Trzeba oddzielić od siebie dwa wymiary działania ludzkiego: uczucia oraz decyzje podejmowane ze względu na istotne wartości. Sfera emocji często jest nieuporządkowana, a im uczucia są gwałtowniejsze, tym większe prawdopodobieństwo, że poprowadzą nas w złym kierunku. Wśród pacjentów szukających pomocy w życiowych kryzysach przeszkodą na drodze do przebaczenia i pojednania jest przekonanie – niesłuszne – że przebaczenie to nagły przypływ pozytywnych, wręcz ekstatycznych emocji, które całkowicie wyprą i zniszczą złość, żal, smutek, rozczarowanie. Można to nazwać „wizją hollywoodzką”, bo takie wyobrażenie przypomina trochę melodramatyczną scenę kinowego hitu – wzruszające przełamanie krzywdy i żalu z pieczołowicie dobraną ścieżką dźwiękową. Tymczasem przebaczenie zaczyna się dużo mniej spektakularnie i często we łzach, w bolesnej walce z samym sobą. Jego początkiem jest świadoma decyzja, by powierzyć swoją krzywdę Bogu, wyrzec się zemsty i pragnąć dobra osoby, która zawiniła. Takie postanowienie nie zostanie nigdy podjęte na bazie emocji – tylko wiara i modlitwa mogą nas uzdolnić do wejścia na drogę przebaczenia. Dotyczy to zwłaszcza krzywd wyrządzonych przez osoby bliskie. Trudno przebaczyć rodzicom, dzieciom, rodzeństwu lub innym członkom rodziny, którzy – świadomie lub nie – zaniedbali swoje obowiązki, zawiedli zaufanie, nie okazali wsparcia lub pomocy, zwłaszcza jeżeli osoba, wobec której zawinili, nadal ponosi konsekwencje tych czynów. Droga do przebaczenia i pojednania zaczyna się zawsze od decyzji: „Chcę w tej trudnej sytuacji naśladować Chrystusa, chcę prosić o łaskę przebaczenia. Chcę się wyzwolić z Bożą pomocą z uczuć, które służą złu, a nie dobru”.
Błąd 2. Czegoś takiego nie da się wybaczyć
Powoływanie się przez pacjentów na charakter czynu, który spowodował szkody i cierpienie, najczęściej ma miejsce w kontekście zranień i niesprawiedliwości pojawiających się w życiu społecznym (choć niestety również i w życiu rodzinnym). Osoba skrzywdzona decyduje się na walkę w sądzie, obronę swoich praw, poszukuje sprawiedliwości. I wydaje się jej często, że idea sprzeciwiania się złu, walki z niesprawiedliwością jest sprzeczna z przebaczeniem. Myśli, że przebaczenie uczyni ją słabą, pozbawi woli walki i sił. Ulega złudzeniu, że wybaczenie oznacza zapomnienie tego, co się wydarzyło, i uwolnienie sprawcy zła od odpowiedzialności. Należy stwierdzić stanowczo: walka ze złem i niesprawiedliwością wymaga tego, by osoba winna poniosła konsekwencje. Warto jednak podkreślić również inny aspekt. Poszukiwanie sprawiedliwości oraz domaganie się, by krzywdziciel przyjął odpowiedzialność i poniósł słuszną karę, nie są sprzeczne z przebaczeniem, które opiera się na prawdzie. Zło musi być nazwane złem, ale początkiem walki ze złem musi stać się właśnie przebaczenie jako akt woli. Tylko wtedy dochodzenie sprawiedliwości nie zmieni się w dążenie do zemsty i „zniszczenia przeciwnika”. Wybaczenie nie jest słabością, ale siłą, wolnością i aktem duchowej mocy, który wyzwala ze zła. Jako ksiądz i terapeuta widzę absolutną zgodność wskazań teologicznych i psychologicznych: przebaczenie uwalnia serce, pozwala na uporządkowanie emocji, nie pozwala w czasie walki o sprawiedliwość zatracić się w pragnieniu odwetu. Przeszłość nie ulegnie zapomnieniu, wymazaniu (nie byłoby to przecież zgodne z ideą Bożej sprawiedliwości), ale pamięć zostanie uzdrowiona. Doznana krzywda i starania o to, by sprawca poniósł odpowiedzialność, staną się dzięki przebaczeniu częścią historii życia, źródłem mądrości, przestrogą dla innych, szansą na rozwój duchowy i zbliżenie się do Boga. Właściwy kierunek można by wyrazić słowami modlitwy: „Proszę o łaskę przebaczenia i podjęcia walki o sprawiedliwość z czystym sercem i dobrą intencją, bez nienawiści oraz chęci zemsty i odwetu”. Czy pojednanie w takiej sytuacji jest możliwe? Nie ma jednego przepisu, ponieważ zależy to od wielu czynników – zachowania i postawy sprawcy, charakteru czynu, rodzaju doznanej krzywdy. Oczywiście najlepszy scenariusz to taki, w którym zgodnie z zaleceniami Jezusa, spór zostaje rozwiązany, zanim przeciwnicy dotrą do sądu – ale tylko wtedy, gdy pojednanie będzie oparte na solidnych moralnych podstawach.
Błąd 3. Nie przebaczę, bo nie mogę wrócić do poprzedniej relacji/Trzeba się jakoś pojednać, z czasem przyjdzie przebaczenie
Te dwa błędne przekonania warto omawiać wspólnie, bo dotyczą nieporozumień związanych z istotą pojednania, które jest najtrudniejszą i najdelikatniejszą sprawą, gdy chodzi o członków najbliższej rodziny, a zwłaszcza małżonków. Ani odrzucanie przebaczenia z powodu braku możliwości pojednania, ani jednanie się bez wcześniejszego przebaczenia nie mogą przynieść dobrych skutków, bo obydwie postawy wynikają z zamykania się na działanie Bożej łaski. Pierwszy wariant wyklucza miłosierdzie, drugi – sprawiedliwość i prawdę. Przebaczenie nie zawsze prowadzi do pojednania i muszą być spełnione określone warunki, żeby pojednanie było efektem zerwania z grzechem i odbudowaniem jedności, której sercem jest Bóg. Pojednanie to łaska, nie można go zbudować tylko na emocjach czy logice. Jeżeli nawet nie ma powrotu do wcześniejszej zażyłości, bo doznana krzywda kończy relację bezpowrotnie, jeżeli druga osoba nie uznaje swojego błędu i uporczywie rani, to przebaczenie nadal jest potrzebne, konieczne i możliwe. Nawet gdy krzywdzący nie chce przebaczenia i nie prosi o nie, można i należy mu przebaczyć – w sercu i przed Bogiem, by uwolnić serce od zła. W małżeństwach dochodzi na tym tle do sytuacji dramatycznych, zwłaszcza w przypadku zdrady. Jedną ze skrajności jest odrzucanie możliwości przebaczenia i pojednania, drugą – pozorne pojednanie, wynikające nie z przebaczenia, ale ze strachu przed rozpadem związku, cierpieniem dzieci czy życiowymi komplikacjami. Takie funkcjonowanie jest karykaturą pojednania i często przybiera formy wręcz patologiczne. W obliczu cierpienia małżonkowie często próbują zatuszować problem, postanawiają próbować żyć, jakby nic się nie stało – bez przepracowania i przemodlenia problemu. Uniknięcie trudów zmierzenia się z kryzysem powoduje jednak jeszcze więcej bólu w dłuższej perspektywie. Ludzie często pytają o jakieś uniwersalne rozwiązanie takiej sytuacji – korzystne psychologicznie i zgodne z nauką Kościoła katolickiego. Taka „cudowna recepta” oczywiście nie istnieje. Z uwagi na istotę sakramentalnego, nierozerwalnego związku małżeńskiego Kościół zaleca, by walczyć o małżeństwo i nie podejmować pochopnie decyzji o rozstaniu. Nie oznacza to, że zaleca trwanie w związku, w którym jest się krzywdzonym, podlega się przemocy i nie można czuć się bezpiecznie. Moje doświadczenia w pracy z małżeństwami w sytuacjach trudnych, wręcz kryzysowych potwierdzają, że droga do pojednania jest trudna, ale możliwa – pod pewnymi warunkami. Dojrzała postawa wobec popełnionych błędów, szczera i autentyczna wola zmiany i poprawy, rozwiązanie problemów psychologicznych, modlitwa, adoracja, spowiedź, pomoc wspólnoty i ustalenie jasnych zasad dalszego życia we dwoje mogą być początkiem nowej drogi życia małżeńskiego. Pozostawienie nierozwiązanych problemów i życie w skrywanej krzywdzie, żalu i złości kończy się zawsze bardzo niekorzystnie dla całej rodzinny.
Czy warto się pojednać?
Odpowiedź może być tylko jedna – warto i należy. Także z nieprzyjacielem i wrogiem, nawet gdy nie czuje skruchy i nie prosi o przebaczenie. W obliczu krzywdy należy dbać o swoje bezpieczeństwo, stawiać granice złu, walczyć o sprawiedliwość – ale także przede wszystkim przebaczać. Miłosierdzie leczy duszę, uwalnia od zranień, oczyszcza serce ze zła, chroni je przed zgorzknieniem, stwardnieniem, zamknięciem się na Boga. Jest najlogiczniejszym psychologicznie i najszlachetniejszym duchowo oraz najkorzystniejszym dla człowieka sposobem radzenia sobie z cierpieniem spowodowanym krzywdą.
Przebaczenie jest procesem – długim i niełatwym, ale zawsze okazuje się drogą nawrócenia i wzrostu duchowego. Może okazać się przełomowym momentem w życiu – zarówno dla przebaczającego, jak i dla osoby, której przebaczono. Nie należy jednak oczekiwać, że sprostamy trudom przebaczenia i pojednania własnymi siłami. Ludzka natura okazuje się często w takiej sytuacji bezradna, ale łaska Boża może pokonać wszelkie przeszkody. To Bóg uzdalnia nas do tego, byśmy podjęli trud przebaczenia, i towarzyszy człowiekowi na kolejnych etapach procesu pojednania.
Zobacz całą zawartość numeru ►