Parafia może owocować dzięki chorym

Rozmowa z ks. Sławomirem Sarkiem, proboszczem parafii św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Gorzkowie.

zdjęcie: Pixabay.com

2025-12-03

ks. Wojciech Bartoszek: – Jaka jest specyfika parafii, w której Ksiądz posługuje?

ks. Sławomir Sarek: – Parafia, w której służę od 2016 roku jest parafią wiejską, bardzo rozdrobnioną. Przy 2200 mieszkańcach obejmuje aż 13 wiosek, z czego najmniejsza wioska ma zaledwie kilkudziesięciu mieszkańców, a największą zamieszkuje ok. 300 osób. Jest to teren typowo rolniczy, wyludniający się. Jest tutaj sporo gospodarstw jednoosobowych i osób w podeszłym wieku.

– Kiedy rozpoczynał Ksiądz pracę w parafii, do obchodu chorych zapisywało się kilka osób. Obecnie na obchód chorych jest chętnych ponad 50 osób. Skąd taki wzrost liczebny?

– W parafii była wypracowana tradycja odwiedzania chorych z posługą sakramentalną przy okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Z czasem, przez regularne ogłoszenia, a także indywidualne rozmowy podczas odwiedzin duszpasterskich udało się zachęcić więcej osób chorych, by korzystały z odwiedzin księdza. Wśród wiernych wciąż istnieje błędne przekonanie, że ksiądz przychodzący do chorego do domu zwiastuje bliską śmierć. Na szczęście cierpliwe tłumaczenie i zachęcanie parafian spowodowało ich przełamanie się i zmianę myślenia w tym zakresie. Rozmawialiśmy z samymi chorymi oraz ich rodzinami. Czasem podczas tych rozmów słyszeliśmy tłumaczenia, że chorzy dlatego nie proszą księdza o posługę, bo nie chcą go trudzić. Wtedy wyprowadzaliśmy naszych parafian z błędu, przekonując ich, że to jest właśnie podstawowe zadanie, jakie ksiądz ma do wypełnienia – dotrzeć do osób z różnych względów wykluczonych z życia sakramentalnego.

– Kto prosi Księdza o odwiedziny z posługą sakramentalną?

– Po pierwsze osoby, które autentycznie tęsknią za sakramentalną obecnością Jezusa i za zjednoczeniem z Nim. Nieraz widziałem łzy wzruszenia i radości w oczach chorych, których przez moją posługę odwiedzał sam Chrystus. Drugim motywem tych zaproszeń jest czynnik bardziej ludzki, czyli chęć pobycia z kimś, porozmawiania. Wiele z tych osób jest samotnych i bardzo rzadko je ktoś odwiedza. Jeszcze innym powodem zgłaszania się do obchodu chorych bywa motywacja kościelno-prawna. Ktoś chce być „w porządku” wobec prawa i w przyszłości uniknąć ewentualnych problemów z pochówkiem. Taka motywacja nie jest do końca zła, ale na pewno potrzeba uwrażliwiania parafian, że najważniejsze powinno być jednak pragnienie spotkania się z żywym Bogiem. Warto w tym miejscu podkreślić, że dla większości osób, które odwiedzamy z posługą ważną rolę pełnią media katolickie. Dzięki nim mogą duchowo uczestniczyć we mszy świętej i innych modlitwach. To daje im poczucie wspólnoty i wspiera w chwilach osamotnienia.

– Czy podczas tych odwiedzin spotkał Ksiądz osoby żyjące duchowością Apostolstwa Chorych, czyli ofiarujące cierpienia za Kościół?

– W sensie ścisłym nie, ale wielu chorych przy okazji wizyty dzieliło się tym, że modli się za nas duszpasterzy, za parafię, za Ojca świętego. Nieraz prosiłem ich, by swoje doświadczenie bólu, samotności i wykluczenia ofiarowali w jakiejś ważnej intencji, choć nigdy wprost nie było to zaproponowanie im duchowości Apostolstwa Chorych.

– Jak od strony technicznej wygląda obchód chorych w Waszej parafii? Ponad 50 osób to przecież spore grono.

– Razem z wikarym odwiedzamy chorych, dzieląc się mniej więcej po połowie. Zajmuje nam to w pierwszy piątek miesiąca czas od 8.00 do 14.00. Każdej odwiedzanej osobie staramy się poświęcić trochę czasu, by nie miała poczucia, że gdzieś się spieszymy. Nieraz też zdarza się, że ktoś prosi, aby przyjść do niego na dłużej w innym terminie i wtedy jest czas na spokojną rozmowę.

– Czy podczas tych odwiedzin udzielacie także sakramentu chorych?

– Sakramentu chorych udzielamy zwykle dwa razy w roku, w okolicach świąt, ale bywa, że także w innym czasie chory albo jego bliscy proszą o ten sakrament. W tym względzie wiele się zmieniło i wśród parafian jest coraz większa świadomość dotycząca istoty namaszczenia chorych. Przy okazji Światowego Dnia Chorego udzielamy sakramentu namaszczenia w kościele – co roku przyjmuje go ponad 70 osób.

– W jaki sposób odwiedziny chorych wpływają na życie całej parafii?

– Same odwiedziny są już niesamowitym znakiem dla parafii, bo kapłan regularnie odwiedza kilkadziesiąt miejsc, niosąc Jezusa sakramentalnego w przestrzeń publiczną. Ta widzialna obecność kapłana przywołuje na myśl obecność samego Boga. Ponadto odwiedziny te wpływają często na rodziny, bo zdarza się, że najbliżsi chorych nie praktykują. Niestety bywało nieraz tak, że nikt z rodziny – mimo możliwości – nie zechciał przywieźć chorego do kościoła. Takie odwiedziny mogą więc być dla rodzin momentem zastanowienia w tym względzie. I faktycznie w kilku przypadkach miało miejsce zreflektowanie się i pomoc chorym w dotarciu do kościoła.

W parafii podjęliśmy dwie ważne inicjatywy dotyczące osób chorych. Po pierwsze, parafialny zespół Caritas z okazji Bożego Narodzenia przygotowuje stroiki świąteczne i wraz z życzeniami są one zanoszone chorym. Natomiast z okazji Światowego Dnia Chorego, kandydaci do bierzmowania odwiedzają chorych z laurkami. Młodzi modlą się za chorego, a z drugiej strony proszą chorego o modlitwę w ich intencji, o dobre przeżycie sakramentu bierzmowania. Cała inicjatywa odbywa się oczywiście za zgodą rodziców, którzy czasem także angażują się w całą akcję, podwożąc swoje dzieci do domów chorych. Dla młodzieży przygotowujemy krótki konspekt, żeby wiedzieli jak przeprowadzić takie spotkanie i jak się odnaleźć w nowej dla nich sytuacji. W konspekcie jest prośba o przywitanie i przedstawienie się, wyrażenie prośby o modlitwę, zapewnienie o modlitwie oraz krótkie rozważanie wybranej tajemnicy różańca. Ponadto zachęcamy młodych, aby porozmawiali z chorymi, zadali im jakieś pytania. Bywają miejsca, w których te spotkania trwają nawet godzinę, bo młodzież jest czymś częstowana, wywiązuje się ciekawa rozmowa. Młodzi wracają niesamowicie zaskoczeni, że chorzy tak dobrze i serdecznie ich przyjęli, że dzięki temu czegoś się nauczyli i czegoś ubogacającego się dowiedzieli. Przyznaję, że początkowo inicjatywa ta budziła pewne kontrowersje, bo w myśleniu niektórych osób choroba funkcjonowała jako coś, co zostawia się choremu i jego rodzinie. Początki bywają trudne, ale teraz, po latach rodzice kandydatów do bierzmowania sami często pytają, kiedy ich dzieci będą odwiedzać chorych. Dotychczas odbyło się 7 edycji tej akcji i wytworzyła się już pewna parafialna tradycja.

– Czym dla Księdza osobiście są odwiedziny chorych parafian?

– Gdy tylko zostałem proboszczem nastawiałem się na regularne odwiedzanie chorych. Przed laty ważne było dla mnie świadectwo wikarego z mojej rodzinnej parafii, który regularnie i wiernie odwiedzał chorych, a ci byli mu bardzo za te odwiedziny wdzięczni. Ponadto moi proboszczowie zawsze podkreślali, że ksiądz zawsze powinien być dostępny na plebanii, w razie gdyby ktoś potrzebował posługi. Sam jako wikariusz tę posługę pełniłem i były to dla mnie zawsze bardzo ubogacające spotkania. Niezwykle ceniłem sobie dar tych osób dzielących się swoim życiem i cierpliwie znoszących swoją chorobę, starość, samotność. Osoby te potrzebowały pocieszenia, obecności pomocy, a ja starałem się im to dawać. Nigdy jednak nie poprzestawałem na tej ludzkiej stronie i przede wszystkim starałem się przynosić im Jezusa, czyli tego, który jako jedyny może pocieszyć w sposób niezawodny i pełny. Mam świadomość, że ci chorzy, którzy teraz pozostają w swoich domach, kiedyś, przez wiele lat, tworzyli w kościele żywe środowisko wiary i modlitwy, a teraz nie ze swojej winy są z tego środowiska jakoś wykluczeni. Nie chciałbym, aby parafia kiedykolwiek o nich zapomniała. Chcę z nimi być. Chorzy są cierpiącą cząstką Kościoła, wyjednującą łaski dla parafii. Jako proboszcz cały czas proszę chorych i przypominam im, by modlili się w intencji parafii. Wierzę że dobre inicjatywy i dzieła, które mają miejsce w parafii, są owocem ich duchowej współpracy.

– Pamięta Ksiądz spotkanie z chorym, które szczególnie zapadło Księdzu w serce?

– Tak. Prawie 90-letni pan, nad którym musiałem trochę popracować, aby przekonać go do odwiedzin w pierwszy piątek miesiąca. Od prawie 5 lat nie przystępował do sakramentów. Szedłem do niego z poczuciem, że udało mi się „złowić” człowieka wyjałowionego duchowo, który teraz wróci na drogę wiary. Jakież było moje zdziwienie, kiedy do niego przyszedłem: stół nakryty obrusem, pasyjka, lichtarze, woda święcona, książeczka do nabożeństwa… On siedzący przy stole, przygotowany przez modlitwę do przyjęcia sakramentów. Byłem zdumiony, że w tym człowieku przez lata przetrwało bardzo proste, ale jednocześnie rzetelne traktowanie sakramentów. Był wierzący i na swój sposób gorliwy, tylko sytuacja, w której się znalazł, spowodowała jego odejście od praktykowania wiary na lata. Tamta sytuacja zweryfikowała moje patrzenie na takie osoby. Jestem wdzięczny dzisiaj już śp. Panu Tadeuszowi za to, że w taki sposób mnie zaskoczył przeżywaniem spotkania z Chrystusem.

– Myślę, że osoby, które nie praktykowały przez jakiś czas, mogą być po prostu zaniedbane przez rodzinę w tym sensie, że nikt się o nie nie zatroszczył, nie przypomniał, nie zawiózł do kościoła...

– Ważną kwestią może być – zwłaszcza w małych miejscowościach – wykluczenie komunikacyjne. Osoba chora sama nie jest już w stanie dotrzeć do kościoła, a rodzina, która sama często nie praktykuje, myśli, że choremu też to nie jest potrzebne, więc nie pomaga mu w transporcie. W ten sposób chory zostaje pozbawiony praktyk religijnych nie z własnej winy.

– Rola środowiska jest bardzo ważna, bo nieraz chory potrzebuje kogoś, kto w jego imieniu upomni się o posługę. Tak może być zwłaszcza w różnego rodzaju placówkach, domach pomocy społecznej.

– W naszej parafii działa dom pomocy społecznej prowadzony przez Caritas i na szczęście to środowisko pomaga swoim podopiecznym odnaleźć się w tej sytuacji także pod względem praktyk religijnych. Ale zauważam także inną prawidłowość, że czasem mimo bliskości kościoła i kapłana, osoby chore nie mają potrzeby pragnienia praktykowania wiary. To pokazuje, że sytuacja choroby i cierpienia z automatu nie zawsze prowadzi do pogłębienia życia duchowego, relacji z Bogiem. To czasem może być łudzące, że jak ktoś cierpi i jest samotny, to zaproponowanie mu posługi sakramentalnej będzie dla niego wielką radością. Czasem okazuje się, że potrzeba długiego procesu powrotu do Pana Boga i wiary.

– Bo świadectwo działa w dwie strony. I tak jak kandydaci do bierzmowania idąc do chorych, zyskują piękne świadectwo wiary, tak również osoby starsze i chore potrzebują nieraz tego, by je pociągnąć ku Bogu, zatroszczyć się o nie w tym zakresie. Rola wspólnoty jest tutaj bardzo ważna, bo może pomóc choremu w powrocie do Boga.

– Tak, oczywiście. I zachęcam chorych, aby szczególnie przed zbliżającymi się świętami powiedzieli księdzu, że tęsknią za Panem Jezusem, a ksiądz z pewnością pomoże im w tym najważniejszym spotkaniu. Wobec księży zaś chcę zaświadczyć, że tworzenie więzów z chorymi i włączanie ich w duszpasterstwo przez posługę wobec nich, ich modlitwę i ofiarę, jest wielkim duchowym darem który sprawia, że parafia może owocować.

– Tak tworzyło się Apostolstwo Chorych – właśnie przez duszpasterstwo chorych ks. Willenbog ożywił całą parafię. Bardzo dziękuję Księdzu za rozmowę i posługę wobec chorych.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2025nr12, Z cyklu:, W cztery oczy