„Nie bój się! Tylko wierz!”

Homilia ks. Wojciecha Bartoszka wygłoszona 30 czerwca br. podczas Mszy świętej radiowej transmitowanej z Bazyliki Krzyża Świętego w Warszawie.

zdjęcie: www.freechristimages.org

2024-06-30

Mdr 1, 13-15; 2, 23-24; Ps 30 (29), 2 i 4. 5-6. 11-12a i 13b; 2 Kor 8, 7. 9. 13-15; Mk 5, 21-43

„Nie bój się! Tylko wierz!”. „Córko, twoja wiara Cię ocaliła. Odejdź w pokoju i bądź zdrowa” – to kluczowe Jezusowe zdania z dzisiejszej Ewangelii.

Siostry i bracia.

Zanim pochylimy się nad tymi słowami i nad postawą wiary w naszym życiu, zapytajmy się o nasze doświadczenie lęku. Zresztą to drugie doświadczenie, bardzo przykre, jest związane z drogą naszej wiary, zawierzenia.

Tydzień temu na mszy świętej w Ośrodku dla osób niepełnosprawnych zapytałem uczestników liturgii o lęk w ich życiu. Mieszkańcy ośrodka spontanicznie odpowiedzieli, że boją się: śmierci, osamotnienia, choroby i grzechu. Cztery rzeczywistości, które nie tylko ich, ale również nas napawają lękiem. Spróbujmy nazwać nasze rodzaje lęku po imieniu. Zwracam się z tym pytaniem także do osób chorych, które łączą się z nami duchowo, dzięki transmisji radiowej.

Jak wiele kosztuje osobę niepełnosprawną podjęcie decyzji na zamieszkanie w domu pomocy społecznej? Jak bardzo wymagająca jest dla dorosłych dzieci opieka nad rodzicem chorym na Alzheimera? Jak wielki lęk przeżywa matka, gdy dowiaduje się, że jej dziecko jest poważnie chore? Takich pytań z codzienności można by przytaczać sporo.

Często ten przykry emocjonalny stan jest konsekwencją wielu stresowych przyczyn, z którymi nie radzimy sobie, które wiążą się nieraz z utratą ważnych wartości: dobrych relacji, serdeczności najbliższych – ich zaufania. Również utrata pracy albo niemożność jej wykonywania, utrata dobrego imienia, czy też niepomyślna diagnoza lekarska, utrata wewnętrznego poczucia obecności Boga stają się przyczynami wielkiego strapienia. Niektórzy lęk próbują rozwiązać w niewłaściwy sposób: alkoholem, bądź wypierają go z siebie. Niestety te chwilowe „rozluźniacze” nasilają mechanizm błędnego koła.

Wyjściem z tej przykrej „choroby uczuć” może stać się głębsza refleksja nad dotychczasowym życiem, wypowiedzenie tego, co trapi, przed zaufaną osobą i podjęcie odpowiednich kroków, aby przepracować przyczyny lęku. O tym mówi przypowieść o synu marnotrawnym. Newralgicznym momentem historii nawrócenia syna – grzech tego człowieka przestraszył go – było zastanowienie się i decyzja na powrót. Dosłownie czytamy w tym fragmencie Ewangelii, że syn „przyszedł do siebie”, czyli zastanowił się głębiej, pomyślał.

Podobnie widzimy to w dzisiejszej historii ewangelicznej: przełożony synagogi – Jair oraz kobieta cierpiąca na krwotok znalazłszy się w sytuacji bez wyjścia, nie zamknęli się w sobie, ale zwrócili się do Jezusa o pomoc.

Zauważmy, że nie zawsze tak samo reagujemy w życiu. Nieraz pierwszą reakcją na paraliżujący nas lęk, jest zamknięcie się i bunt, także skierowany także wobec Boga. „Jezu, ja Tobie nie ufam” – nieraz krzyczymy w modlitwie. Chociaż są to trudne słowa, to są autentyczne i wcale nie muszą zrywać relacji z Bogiem i zamykać na Niego. Cierpliwe towarzyszenie takiej osobie cierpiącej na duszy może pomóc jej powrócić do Boga i zawierzyć Mu życie.

W pełni zawierzyli się Mu bohaterowie dzisiejszej Ewangelii: Jair i chora kobieta. Córka pierwszego konała. Kobieta zaś chorując dwanaście lat, straciła cały majątek na terapię. Cierpiąc z powodu upływu krwi, znajdowała się w permanentnym stanie nieczystości opisanym przez Prawo Mojżeszowe, co powodowało społeczną izolację. Zarówno ojcu dziecka, jak i tej kobiecie, w głębokim doświadczeniu lęku groziła rozpacz. Jednak właśnie w tym doświadczeniu zachowali wiarę w dobroć Boga i uznali, że Jezus może im pomóc.

 Ich wiara została poddana kolejnym próbom. Kobieta wiedziała, że dotykając innych – według ówczesnego Prawa – czyni także ich nieczystymi. Próbowała więc zachować tajemnicę i podeszła niepostrzeżenie do Jezusa z tyłu. Jednak na Jego wezwanie odkryła swoją tajemnicę publicznie. Podobnie było z Jairem. Dla niego liczyła się dosłownie każda sekunda w doprowadzeniu Jezusa do umierającej córki. Wyobraźmy sobie tę scenę – stojącego „jak na szpilkach” Jaira, który był świadkiem działań Jezusa opóźniających ich przybycie do umierającej. Ewangelista nie przekazał nam jakichkolwiek informacji o poganianiu Jezusa. Jair nie był więc roszczeniowy. Czekał pokornie. Jak wielkie napięcie musiał przeżywać, gdy dotarły do niego informacje o śmierci córki i gdy był świadkiem przykrej reakcji bliskich na ich spóźnienie. Fakty te świadczą o niebywałej wręcz wytrwałości i cierpliwości Jaira, jak i chorej kobiety. Zastanawia także ich pokora. Oboje padli na twarz przed Jezusem. Nie mieli odwagi spojrzeć Mu w oczy. Tak to jest, że obok wiary idą w parze: wytrwałość, cierpliwość i pokora.

Reakcją Jezusa na taką postawę były słowa, do Jaira: „Nie bój się! Tylko wierz!” oraz do kobiety: „Córko, twoja wiara Cię ocaliła. Odejdź w pokoju i bądź zdrowa”. Pięknym określeniem obdarzył Pan Jezus kobietę: „córko”. Tak zwracał się do św. Siostry Faustyny, ucząc ją zaufania w najtrudniejszych sytuacjach. Także dzisiaj w podobny sposób Jezus zwraca się do nas. „Córko, synu”. „Nie bój się! Tylko wierz!”. Jezus jest źródłem najgłębszego pokoju. On stale nas przekonuje, że jest z nami. Dlatego z głębi serca modlimy się: „Jezu, ja Tobie ufam”.

Kontrastem postawy ewangelicznych kobiety i ojca bezgranicznie ufających Bogu jest „ściskający” Jezusa tłum oraz grupa płaczących i zawodzących w domu Jaira. Pomimo bezpośredniego kontaktu pierwszych z Jezusem, ich życie niewiele się zmieniło. Wszystko u nich pozostało po staremu. Pan Jezus pokazując te osoby dzisiaj, przestrzega mnie przed ich postawą. Zastanówmy się uważnie, czy nie ma w nas podobnych tendencji?

Natomiast wobec drugiej grupy – płaczących i zawodzących, Jezus zastosował bardziej radykalne środki wychowawcze. Jak relacjonuje św. Marek: „wyrzucił wszystkich” – tak dosłownie trzeba by oddać greckie „ekbalon”. Ewangelista posłużył się tym czasownikiem, który stosował także na określenie czynności wyrzucania złych duchów. Taka jest reakcja Jezusa wobec utrudniających, bądź uniemożliwiających rozwój wiary u innych. To kolejna przestroga.

Wróćmy do Jaira i uzdrowionej kobiety. W ewangelicznym opisie ważne są zarówno słowa Pana Jezusa, jak i Jego gesty. W przypadku uzdrowionej kobiety, ona dotknęła płaszcza Jezusa; w przypadku zaś wskrzeszonej córki Jaira, to Jezus dotknął ją – chwycił za rękę. Piękny obraz gestu Jezusa.

Ze słowami i odpowiednimi gestami wiążemy sakramenty święte. Kapłan wyciągając dłoń nad skruszonym penitentem w konfesjonale, wypowiada słowa rozgrzeszenia. Dzięki słowom Konsekracji w czasie Mszy świętej możemy materialnie przyjąć Komunię świętą. W obrzędzie zaś namaszczenia chorych, kapłan wyciąga dłonie nad głową chorego i namaszczając czoło oraz jego dłonie, wypowiada formułę sakramentalną. Będąc w szpitalu, przed operacją, albo gdy pogarsza się stan zdrowia, poprośmy kapłana, aby nam udzielił tego sakramentu.

Rozważając dzisiaj temat zawierzenia Bogu w doświadczeniu lęku, zauważmy jeszcze jedno: również Chrystus bał się – w Ogrodzie Oliwnym, gdy umierał na krzyżu. Niezwykły jest wizerunek Chrystusa w prezbiterium bazyliki Świętego Krzyża. Chrystus w pełni się z nami utożsamił i nadal to czyni. Zwraca na to uwagę św. Paweł: Jezus Chrystus „będąc bogatym, dla [nas] stał się ubogim, aby [nas] ubóstwem swoim ubogacić”.

Lęk człowieka przed śmiercią jest najtrudniejszym doświadczeniem. Niedawno odprawiałem mszę świętą przy umierającym kapłanie. Jak trudny jest to moment dla umierającego, także dla jego bliskich; równocześnie jednak: wielka łaska płynie dla człowieka, gdy ten w tak trudnym doświadczeniu otwiera się na Boga; i jak wiele ofiarują bliscy swoją modlitewną obecnością towarzyszący mu. Nikt ich nie zastąpi.

Siostry i bracia

Bóg przypomina nam dzisiaj wyraźnie, że jest Miłośnikiem życia, że śmierć „weszła w świat przez zawiść diabła” i że „do nieśmiertelności [nas] stworzył”. Najgłębszym przesłaniem dzisiejszej Liturgii Słowa jest wezwanie, abyśmy zawierzyli Bogu także ostatnie chwile swojego życia. Nie traćmy pokoju Bożego w sercu płynącego z obecności Jezusa! On jest Zwycięzcą śmierci i grzechu.

Także drugi człowiek, wspólnota ważne są w budowaniu takiej wiary. O niej mówi św. Hieronim w homilii do dzisiejszej Ewangelii. Kieruje uwagę na trzech apostołów będących świadkami wskrzeszenia córki Jaira. I przywołuje słowa Koheleta: „Potrójnie spleciona lina nie zerwie się” (Koh 4, 12). Dopiero we wspólnocie jesteśmy w stanie przejść przez próby, które naturalnie rodzą w nas lęk. Piotr według św. Hieronima jest osobą, „na której zbudowany jest Kościół”, Jakub „jako pierwszy z apostołów został ukoronowany męczeństwem” i Jan, „który jest początkiem dziewictwa”. Działanie tych trzech, z różnymi charyzmatami, wspólnie, jak „potrójnie spleciona lina” może przynieść dobry owoc.

Jednym z takich działań może stać się przyszło sobotnia Ogólnopolska Pielgrzymka Chorych na Jasną Górę, która jak co roku odbywa się we wspomnienie Matki Bożej Uzdrowienia Chorych. Gromadzi ona zarówno osoby doświadczone różnymi próbami w życiu, zwłaszcza krzyżem choroby, niepełnosprawności, czy wieku, jak i tych, którzy im w różny sposób według swoich możliwości i darów towarzyszą. Serdecznie zapraszam wszystkich na Jasną Górę. Amen.

Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Polecane, Nasze propozycje

nd pn wt śr cz pt sb

30

1

2

3

4

5

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

Dzisiaj: 12.07.2024