Pragnąc zbawienia swojego i innych. Droga do świętości Teresy z Lisieux (część II)

Jej podejście do cierpienia to chyba najtrudniejsza dla nas duchowa lekcja. Święta Teresa, Doktor Kościoła, staje się dzisiaj dla nas wszystkich, dla członków Apostolstwa Chorych niezwykłym świadkiem wiary.

zdjęcie: archives.carmeldelisieux.fr

2023-12-01

Teresa miłością i zaufaniem, głównymi elementami małej drogi, odpowiedziała na miłość i zaufanie Boga.

Miłość jest w rzeczach małych i ukrytych

W jaki sposób św. Teresa odpowiedziała Bogu? Najprościej, jak możemy sobie to wyobrazić. Będąc karmelitanką w prosty sposób modliła się, wykonywała codzienne obowiązki i prowadziła zwyczajne życie wspólnotowe.

Jej proste i ukryte życie wiązało się z trudnościami i wyrzeczeniami, przez które przechodziła. Wkładała wiele wysiłku w najzwyklejsze gesty miłości. Próbowała praktykować miłosierdzie wykraczające poza ludzkie sympatie. Charakter, sposób zachowania, słowa drugiej siostry nie podobają mi się? – pytała. Odpowiadając, wynajdywała u mniej lubianych przez nią sióstr zalety: „Teraz rozumiem – pisała – że doskonała miłość polega na znoszeniu wad innych, na przyjmowaniu ich słabości, na rozwijaniu w sobie postawy poszukiwania cnót dostrzeganych w bliźnim”. To były proste wyrzeczenia, których nie szukała specjalnie, a raczej przyjmowała te, które odkrywała w codzienności.

Znamienny jest opis pewnego przykrego zdarzenia oraz sposobu, w jaki do niego podeszła: „Kiedyś pracowałam naprzeciw siostry, która ilekroć unosiła chustki, chlapała mi na twarz brudną wodą. W pierwszym odruchu chciałam się odsunąć i się obetrzeć, by pokazać siostrze, że będę jej zobowiązana, jeśli zacznie pracować spokojniej. Lecz pomyślałam natychmiast, że byłoby głupotą odrzucać skarby ofiarowane z taką hojnością. Nie dałam więc poznać wewnętrznego napięcia i, przeciwnie, dołożyłam starań, by schlapała mnie obficie, tak że pod koniec prawdziwie zasmakowałam w tym nowym rodzaju pokropienia. Postanowiłam również, że następnym razem zajmę to samo szczęśliwe miejsce, w którym otrzymuje się tyle skarbów”. Kiedy pod koniec życia zwierzyła się, że nie odmówiła niczego Bogu, to można przypuszczać, że chodziło jej o to, że wykorzystała różnego rodzaju okazje z codziennego życia do praktykowania wyrzeczeń, nie narzekała na przeciwności życia.

Być może łatwiej nam w tym względzie św. Teresę podziwiać, niż naśladować. Niemniej może ona nam pomóc w odkryciu wartości tych najdrobniejszych sytuacji życia. Gdy wspominam ostatnią rozmowę w szpitalu z panią Barbarą Żmidzińską, pamiętam, ile ją kosztowało zaakceptowanie niewygód pooperacyjnych związanych m.in. z unieruchomieniem ciała w łóżku. Wspominam, z jakim spokojem podchodziła do tego i jak bardzo się z tym godziła. W jej przypadku była to wielka sprawa.

Święta Teresa nie podejmowała wyrzeczeń dla samych wyrzeczeń, dla jakiegoś samodoskonalenia. Ważnym dla niej wyrażeniem były kluczowe słowa dla życia duchowego: „podobać się Bogu”! Ona dosłownie wszystko chciała czynić, by „sprawić Jezusowi przyjemność” i „pocieszyć Go”. Postawa podobania się Bogu rodzi także w naszych sercach rachunek sumienia. Czy naprawdę we wszystkim podobamy się Bogu?

Ku mistyce Teresy

Codzienne życie sióstr w Karmelu w Lisieux przeplatało się z głębokim życiem wewnętrznym Teresy. Zewnętrzne czyny rodziły się w jej sercu, które głęboko zjednoczone było z Jezusem. „Kiedy kocham bliźniego – pisała – jedynym, który we mnie działa, jest Jezus”.

Na dwa lata przed śmiercią zrozumiała, że jej wewnętrzne przekonanie o grzeszności, które nosiła stale w sercu, nie może zakłócić jej pełnego oddania się oczyszczającemu Ogniowi Miłości, jak pisała o Bogu. Wchodząc w coraz głębsze zjednoczenie z Nim, odkrywała, że chce się Jemu w pełni ofiarować, stać się żywą hostią, podobnie jak ta, którą kapłani składają na ołtarzu podczas Najświętszej Ofiary. Doszła wewnętrznie do tego, że aby stać się ofiarą miłą Panu, nie trzeba być kimś idealnym. Odkryła, że wystarczy jedynie rzucić się z całkowitą ufnością w żywy Ogień Miłości, który wszystko przekształca w Siebie. „Aby Bóg przyjął moją miłość, trzeba uniżyć się, uniżyć się do samej nicości, by Bóg mógł przekształcić w Ogień tę nicość” – pisała.

Komentując swojej matce chrzestnej kilka dni później przywołane słowa, pisała językiem mistyczki: „Wiem, że Dobremu Bogu podoba się w mojej małej duszy to, że kocham moją małość i ubóstwo, mam w duszy ślepą nadzieję ufając Jego miłosierdziu. Oto mój jedyny skarb… Chcę kochać Jezusa, być Jego ofiarą miłości, pomimo, że jestem krucha, chcę Go kochać bez własnych pragnień, ani własnych cnót, pragnę być jedynie otwartą na działanie Jego przekształcającej Miłości”.

9 czerwca 1895 r., w uroczystość Trójcy Przenajświętszej, złożyła duchowy akt ofiarowania się Bogu – oddania siebie samej na ofiarę całopalną Miłości Miłosiernej. Później, dniem i nocą, na swoim sercu nosiła go włożony pomiędzy karty Ewangelii.

Za dusze

Najgłębiej Teresa odkryła swoją misję, by „pomagać duszom” szukającym u niej duchowego wsparcia. Pisząc o duszach, Teresa myślała o konkretnych osobach, za które się modliła, i w intencji których ofiarowała cierpienia. Myślała także o duszach czyśćcowych.

W jednym z listów relacjonowała swoje odkrycie: „Pewnego dnia myślałam o tym, że mogłabym coś zrobić, aby pomóc duszom. Słowo z Ewangelii pokazało mi to w żywym świetle. Kiedyś Jezus mówił do swoich uczniów (…): «Podnieście oczy i zobaczcie. (…) Żniwo jest obfite, ale liczba pracowników jest mała. Proście więc Pana żniwa, żeby wysłał pracowników». Jaka tajemnica! Czyż Jezus nie jest wszechmogący? Czy stworzenia nie są dla Tego, który je stworzył? Dlaczego więc Jezus mówi: «Proście więc Pana żniwa, żeby wysłał pracowników»? Dlaczego?” – i odpowiadając na to pytanie, snuła myśl dotyczącą współpracy człowieka w dziele zbawienia Boga. „Ach! To jedynie Jezus ma taką niezrozumiałą dla nas miłość, że pragnie, abyśmy mieli swoją część powiązaną z Nim samym dla zbawienia dusz. On nie chce robić nic bez nas. Stworzyciel Wszechświata oczekuje modlitwy biednej małej duszy, aby zbawić inne dusze wykupione podobnie jak ona ceną Jego Krwi”. Wiążąc Ewangelie z opisem modlitwy Mojżesza w Starym Testamencie, kontynuowała: „Jezus mówi do nas: «Podnieście oczy i zobaczcie». Zobaczcie, ile w moim Niebie jest miejsc pustych; do was należy ich wypełnienie. Wy jesteście moim Mojżeszem modlącym się na górze. Proście Mnie o robotników, a Ja ich wyślę, tylko czekam na modlitwę, westchnienie waszego serca! Czyż apostolstwo modlitwy nie jest, że tak powiem, bardziej wzniosłe, niż apostolstwo słowa? Naszą misją jako karmelitanek, jest formacja ewangelicznych pracowników ratujących tysiące dusz, a dla których my będziemy matkami”. Teresa z niezwykłą wyrazistością odkryła powołanie karmelitanek do apostolstwa modlitwy o powołania. Widziała w tym apostolstwie cel – zbawienie ludzi.

Od samego początku apostolstwo modlitwy powiązała – używając naszego słownictwa – z apostolstwem chorych. Widziała sens łączenia swojego cierpienia z cierpieniem Chrystusa za zbawienie świata. Stąd, wielokrotnie w „Listach do chorych” założyciele Apostolstwa Chorych odnosili się do duchowej drogi św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Teresa zanim wstąpiła do Karmelu, już w pełni ofiarowała się za dusze. Było to w katedrze w Lisieux. W kaplicy bocznej tej katedry możemy dzisiaj znaleźć płytę marmurową z wygrawerowanymi słowami: „To właśnie tutaj na zakończenie mszy świętej w lipcu 1887 r. siostra Teresa od Dzieciątka Jezus otrzymała od Boga objawienie swojej misji: «ratowania dusz przez modlitwę i ofiarowanie się»”. Bliska była jej Osoba Jezusa Ukrzyżowanego. Często bywała w swoich modlitwach przy krzyżu Jezusa. Bliski stawał się jej okrzyk Zbawiciela z krzyża: „Pragnę”. „Chciałam dać pić mojemu Ukochanemu i sama czułam, że trawi mnie pragnienie dusz” – relacjonowała stan swojego ducha w Rękopisie – „dusze wielkich grzeszników przyciągały mnie, płonęłam pragnieniem, by ich wyrwać z wiekuistego ognia”.

W tym czasie, było to jeszcze przed wstąpieniem do Karmelu, podjęła decyzję uratowania duchowo zbrodniarza Pranziniego. Pranzini, na którym wykonano karę śmierci za popełnioną przez niego zbrodnię – stał się jej pierwszym „dzieckiem duchowym”. Dzisiaj w katedrze w Lisieux można zobaczyć fotografię jego gipsowego popiersia.

Pragnąć cierpienia

„Panie, cierpienie staje się radością, kiedy dusza oddaje się Tobie na zawsze” – pisała w jednym ze swoich wierszy. 16 lipca 1897 r., na dwa i pół miesiąca przed śmiercią, przy zaawansowanej gruźlicy, wyznała: „Wielcy święci pracowali nad chwałą Dobrego Boga, ja zaś jestem jedynie małą duszą, pracuję jedynie, by sprawić Bogu przyjemność i byłabym szczęśliwa znieść największe cierpienia tylko po to, żeby Bóg się uśmiechnął, nawet tylko jeden raz”. W okresie od 6 lipca do 5 sierpnia, przez dwadzieścia pięć dni, z wyjątkiem kilku dni wytchnienia, Teresa przez chorobę traciła krew, czasem wielokrotnie i w ciągu dnia, i w ciągu nocy. Fakty związane z jej chorobą zostały udokumentowane przez lekarza, który do niej przychodził. Począwszy od 27-28 lipca – jak zwraca uwagę w książce „Agonia Teresy” Guy Gaucher, karmelita i biskup Lisieux, wybitny znawca życia Świętej – na Teresę spadły „wielkie cierpienia”. Od tego czasu uznawała swoją gorączkę, kaszel, poty, krwioplucia, zwracanie pokarmu oraz osłabienie za – jak to mówiła – „niedogodności, ale nie za cierpienie”.

Jej podejście do cierpienia to chyba najtrudniejsza dla nas duchowa lekcja. Święta Teresa, Doktor Kościoła, staje się dzisiaj dla nas wszystkich, dla członków Apostolstwa Chorych niezwykłym świadkiem wiary. Bez głębokiego zaufania Bogu i wiary w Jego miłość, trudno przyjąć cierpienie. Wielu nie godząc się na cierpienie swoje, czy swoich bliskich, domaga się eutanazji. Święta Teresa pokornie wskazuje małą drogę zaufania Panu Jezusowi, który nigdy nie opuści człowieka w największym jego bólu.

Współcześnie cierpienie określamy jako coś złego. Karmelita Wilfrid Stinissen, komentując doświadczenie duchowe Świętej z Lisieux w książce „Prosta droga do świętości”, pisze: „Dla kogoś, kto trwa w wewnętrznym miłosnym zjednoczeniu z Bogiem, cierpienie może być jakby synonimem miłości. Kiedy ktoś taki mówi o cierpieniu, to ono ma dla niego inny charakter niż dla nas. My pojmujemy cierpienie jako coś destrukcyjnego, coś, co nas zabija. Dla niego zaś jest możliwością, by jeszcze wyraźniej okazać swą miłość. Dla niego cierpienie utraciło swą gorycz. A nas, ponieważ mówimy zupełnie odmiennymi językami, przeraża sposób, w jaki święci mówią o cierpieniu. Cierpienie znaczy dla nich coś innego niż dla nas. Oni nie chcą cierpieć, oni chcą kochać”. Święta Teresa nigdy nie mówiła o cierpieniu bez miłości. Mówiąc o nim, doświadczając go w związku z ciężką chorobą, gruźlicą, która ją wyniszczała, chciała jeszcze bardziej kochać Jezusa i jeszcze bardziej pomagać ludziom w ich drodze do zbawienia.

W dniu śmierci, 30 września 1897 r., bardzo cierpiąc, zwróciła się do matki przełożonej: „Ale to jest czyste konanie, bez żadnej przymieszki pociechy (…). Jeśli to jest agonia, to czym jest śmierć? (…) O , Matko, zapewniam cię, że kielich jest pełny po brzegi… Ale Pan Bóg mnie nie opuści, na pewno”. Odeszła do Wieczności do końca ufając, że jest umiłowanym dzieckiem Boga. „Boże mój, kocham Cię” – to były jej ostatnie słowa. Na krótko przed śmiercią pisała w liście do ks. Maurycego Bellière’a: „Nie umieram, ja wstępuję w życie”.

Niezwykła jest droga do świętości Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza. Szukamy u niej duchowej pomocy. Może po części staje się dla nas inspiracją do podjęcia naszej drogi dziecięctwa Bożego. Jedno jest pewne, że chociaż żyła półtora wieku temu, nadal nas pociąga swoją wielką wiarą i miłością.

Żyć Miłością
Umrzeć z miłości!
O męczeństwo błogie!
Tego cierpienia pożądam jedynie.
Cheruby, nućcie wasze pienia drogie!
Wygnanie moje już wkrótce przeminie…
Grocie płomienny, nim wieczność nastanie, pochłoń mnie całą, nie szczędź Twej własności.
O Boski Zbawco, spełń moje żądanie: Umrzeć z miłości!
Umrzeć z miłości – to nadzieja moja!
Gdy ziemskie ze mnie opadną kajdany, innej nagrody nie chce sługa Twoja.
Jak Tylko Ciebie, o Panie nad pany!
Miłości Twojej trawi mnie pragnienie.
Rozpal mnie całą, wyniszcz w zupełności,
Bo moje niebo, moje przeznaczenie:
Żyć w Twej miłości!!!

26 lutego 1895 r.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2023nr11, Z cyklu:, Nasi Orędownicy

nd pn wt śr cz pt sb

28

29

30

1

2

3

5

11

12

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

Dzisiaj: 26.05.2024