Kontemplując ikonę Świętej Rodziny

Ikona Świętej Rodziny ma wyrażać głęboką jedność małżeńsko-rodzinną. Reflektując nad ową jednością, warto przez chwilę wpatrywać się w tę ikonę. Zachwycić się, zaczerpnąć, medytować.

zdjęcie: www.freechristimages.org

2023-12-31

Ikonę Świętej Rodziny napisała w Jerozolimie w latach 70. siostra zakonna Maria – Paula, odpowiadając na prośbę odpowiedzialnych za Ruch Equipes Notre Dame. Ikona ma wyrażać głęboką jedność małżeńsko-rodzinną. Reflektując nad ową jednością, warto przez chwilę wpatrywać się w tę ikonę. Zachwycić się, zaczerpnąć, medytować.

W każdej ikonie ważne są szczegóły, każdy z nich ma swoje znaczenie, swoją symbolikę. Z ikony Świętej Rodziny emanuje wielka tkliwość, delikatność. Zachwyca w niej bliskość twarzy Maryi i Józefa; wyraża ona niezwykłą czułość. To przytulenie jest jakąś ilustracją fragmentu biblijnej Pieśni nad Pieśniami: „Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia. Oto stoi za naszym murem, patrzy przez okno, zagląda przez kraty. Miły mój odzywa się i mówi do mnie: «Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku»” (Pnp 2, 8-14).

Józef i Maryja nie patrzą na siebie, patrzą przed siebie, w dal. Dają w ten sposób odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg ich złączył? Widoczny jest jakby cień smutku, przywołujący słowa Symeona: „Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2, 35). A i Józef, odkąd dowiedział się o tajemnicy Maryi, często pewnie nie spał, stając się powoli patronem tych, którzy przeżywają stres i walczą z bezsennością.

Maryja i Józef pokazują i przekazują światu (nam) swoje Dziecko. Ono jest prawdziwym człowiekiem i jednocześnie prawdziwym Bogiem. Litery na aureoli układają się w słowo „Ho On”, co znaczy wiecznie istniejący. Jezus opiera się na rodzicach, potrzebuje ich, ale jednocześnie rozpoczyna już wypełnianie swojej misji – wyciąga rękę ku światu. To niezwykle ważna intuicja w przestrzeni wychowania dzieci. Warto przywołać słowa J. H. Nouwena: „(...) dzieci nie są własnością, którą można posiąść i nią władać, ale darem, który należy cenić i o który trzeba się troszczyć. Nasze dzieci są naszymi najważniejszymi gośćmi, którzy wchodzą do naszego domu, wymagają troskliwej opieki, zostają z nami przez jakiś czas, a potem nas opuszczają, aby podążyć swą własną drogą”. Czasem trudno rodzicom to przyjąć. Tak wiele rodzinnych dramatów rozpoczyna się przecież od opowieści pod tytułem „teściowa”. Problem nieodciętej pępowiny. Są małżeństwa, które czasem po dwudziestu latach wspólnego życia są na skraju rozpadu, bo właśnie z tym odcięciem pępowiny sobie nie poradziły. Oczywiście, to „odcinanie” musi być ostrożne, delikatne, metodyczne (z pamięcią o IV przykazaniu Dekalogu). To nie może być brutalne „urwanie”. Ale jest konieczne!

Można tu jeszcze sięgnąć do fragmentu Ewangelii, który opisuje zgubienie się i odnalezienie Jezusa – nastolatka, w czasie rodzinnej pielgrzymki do jerozolimskiej świątyni. Odnaleziony dwunastolatek, słyszy słowa Maryi: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2, 48). Może nie jest przypadkiem ta kolejność – najpierw ojciec, potem dopiero ja? To pewna taktyka. W miłości „ja” zawsze jest na drugim miejscu. To przy okazji jakiegoś rodzinnego spięcia, najwyraźniej Jezus zaczyna dojrzewać. Ale słychać w tym spięciu owo „my” Rodziców. Pewnie już temat przedyskutowali, przemodlili, w tym momencie mówią jednym głosem. Dla dziecka to niesamowicie ważne – by rodzice mówili jednym głosem. Ważne jest, by dziecko nie słyszało komunikatów w stylu: „a bo ci matka pozwoliła!”, „tyś jest taki sam, jak twój ojciec”, „idź się matki zapytaj!”. Słowo edukacja, którego często używamy, pochodzi od łacińskiego „educere”, co znaczy „wyprowadzić”. Wychować (wyedukować) to znaczy mądrze wyprowadzić dziecko z domu. Pewnie czasem to boli.

Popatrzmy na trzy dłonie – Jezusa, Maryi i Józefa. Jedna wyciąga się ku drugiej – przyciąga je miłość. Dłonie zbliżają się do siebie, ale nie dotykają się, nie łączą się. Codziennie zbliżamy się do miłości, ale jej pełni nigdy nie osiągniemy. Często, kiedy weselni goście składają nowożeńcom życzenia, mówią im: „żeby wasza miłość była zawsze taka, jak dziś!”. I to jest bzdura! Ta miłość musi być każdego dnia większa, głębsza, piękniejsza. Młoda para jest przez jakiś czas „dopracowana” w każdym szczególe, po latach mąż snuje się po mieszkaniu w wytartych kapciach, w rozciągniętym dresiku, z pilotem w ręku, żona w jakimś wytartym szlafroku. Miłość małżeńska to nieustanny wysiłek podobania się ukochanemu, wysiłek zdobywania ukochanej. „Razem się zestarzeć” – to jedna z definicji małżeństwa. Oczywiście, akcent pada na słowo „razem”. I w tym ważna jest twórczość. W małżeńskiej anegdocie żona tak mówi do męża: „Mój kochany, jak w niedzielę zrobiłam ci na obiad kluski, to mnie nosiłeś na rękach z radości, jak w poniedziałek ugotowałam kluski, to aż się oblizywałeś, jedząc, jak we wtorek były kluski to wszystkie zjadłeś, w środę ci smakowały, a dziś, w czwartek, są kluski i nagle ci nie smakują! No powiedz, kto ci dogodzi?”.

Swego czasu głęboko poruszyło mnie małżeństwo, które odwiedziłem w ramach „kolędy” w Szopienicach. Oboje byli staruszkami; na to spotkanie perfekcyjnie przygotowani – pięknie ubrani, „wypachnieni”. Kiedy zadałem im moje sztandarowe kolędowe pytanie – „czym się państwo cieszycie?”, w jednym momencie oboje odpowiedzieli – „sobą, proszę księdza!”. Miłość ludzka nie może mieć i nie ma kresu. Ona stale jest w rozwoju, dojrzewa, dąży do pełni, wzrasta. Nigdy nie jest czymś gotowym. Z drugiej strony ważne chyba jest to, by nie walczyć o małżeństwo perfekcyjne. Takie idealne małżeństwo nie jest możliwe, a perfekcjonizm nie jest drogą do świętości, jest drogą do nerwicy (albo już jej objawem). Nawet jeśli stwierdzamy, że jest dobre, to prawdopodobnie jest bardzo dobre! W swojej miłości doświadczamy kruchości, słabości, delikatności. Momentami może się wydawać nawet, że miłość umarła, czasem miłość może przygasnąć. Ale może też na nowo się rozpalić, tak jak ognisko. Może stać się wtedy jeszcze piękniejsza i głębsza, niż była wcześniej.

Każda z trzech osób ma swoje własne życie, własną godność i osobiste powołanie. Mimo wzajemnego zwrócenia się ku sobie, pozostaje im przestrzeń do swobodnego oddychania. To wzór wspólnoty – miłość i wolność. Ikona ta emanuje także głęboką pokorą. Józef i Maryja pozostają w cieniu Jezusa, ich Dziecka. On jest przed nimi, jest pierwszy. Żadne z nich nie uważa siebie za kogoś ważniejszego, ma się wrażenie, że każdy ogromnym szacunkiem darzy drugiego. W centrum jest Jezus. „Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakieś uczestnictwo w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich” (Flp 2,1-4).

Dłoń Jezusa spoczywa na złożonych dłoniach małżonków, chroni je, ale jednocześnie potrzebuje ich ciepła. Prawa dłoń Jezusa błogosławi, jakby mówiła: „Nie lękajcie się, jestem z wami, cokolwiek by się wydarzyło”. Jego palce tworzą litery będące skrótem Imienia Ichthys – Jezus Chrystus. Jezus ma na sobie szelki. Wtedy szelki nosili tylko słudzy! To jakaś zachęta Jezusa, byśmy służyli sobie nawzajem. Chodzi o służebną postawę małżonków wobec siebie, rodziców wobec dzieci, dzieci wobec rodziców. To postawa wyrażona pytaniem: „Co mam robić, żeby ze mną było ci dobrze?”. To nieustanny wysiłek! „Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 4-8).

Józef obejmuje Maryję. To gest pełen tkliwości i miłości. Czułość. Józef służy, czyni to, co polecił mu Pan. Znamienne jest milczenie Józefa. W Biblii nie znajdziemy ani jednego jego słowa. Wszyscy potrzebujemy milczenia. Na płaszczu Maryi widać trzy gwiazdy – to symbol dziewictwa. Maryja była dziewicą przed, w czasie i po urodzeniu Jezusa. Te trzy gwiazdy to także symbol obecności łaski Bożej w Niej.

Linia otaczająca trzy postacie przybiera zarys jajka, które w ikonografii jest symbolem płodności. Rodzina jest małą wspólnotą Kościoła – najmniejszą, ale najważniejszą. To z niej pochodzi każde ludzkie życie. W symbolice ikon jajko przywołuje też zmartwychwstanie, jest znakiem początku nowego życia. Intensywnie czerwony strój Maryi wyraża bogactwo Jej serca, ziemisty kolor ubrania Józefa wskazuje na czyn, na trudy codziennego życia. Obydwa wymiary należą do ludzkiej egzystencji. Pomiędzy nimi można zobaczyć kolor granatowy – symbol wiary, który całości nadaje pewną głębię. Syn jest ubrany w lśniącą biel – wyraz Jego bosko-ludzkiej natury.


Zobacz wszystkie teksty numeru ►

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2022nr05, Z cyklu:, Modlitwy czas, Najnowsze, bieżące

nd pn wt śr cz pt sb

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

14

15

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 17.04.2024