Gdy nie śpiewa się "sto lat"

Ona ma sto lat. Ja cztery razy mniej. O tym, co przeżyła uczyłam się na lekcjach historii. – To mój ulubiony przedmiot – chwalę się. Ona płacze. Czyżby historia z mojej szkolnej książki wydarzyła się naprawdę?

zdjęcie: Archiwum prywatne

2013-09-03

Na zaproszeniach do udziału we Mszach dziękczynnych napisała: „Sto lat od dziś do jutra to jest odległość przemierzana nieustannie z Bogiem”. Jej sto lat to moje trzy godziny spędzone w mieszkaniu jubilatki. – Cały czas jestem z Bogiem. Codziennie, jak tylko wstanę, mówię Mu: „Dzień dobry! Jeszcze żyję! Weź mnie w opiekę i całą rodzinę, i wszystkich ludzi na świecie!” – tłumaczy łamiącym się głosem. Nie pytam o nic, słucham, patrzę na nią i czuję jak każde wypowiadane przez nią słowo niespokojnie krąży w moich myślach. Moje oczy i serce otwierają się wciąż szerzej i szerzej…

Zanim przyszły setne urodziny

Razem przeglądamy album. A w nim całe życie pani Ewy. Z każdą kolejną kartką dowiaduję się czegoś nowego. O niej, o rodzicach, rodzeństwie, szkolnych koleżankach, surowych nauczycielkach, spotykanych księżach, życzliwości ludzi… To tylko strzępy. Z czasem jednak puzzle życia jednej z najstarszych członkiń Apostolstwa Chorych ułożą się w przedziwną całość. Pani Ewa Lipko urodziła się 21 września 1913 roku w Dąbrowie Górniczej. Mając niecały rok życia, wraz z rodziną przeprowadziła się do Końskich, gdzie spędziła swoje dzieciństwo. Jako mała dziewczynka całe dnie spędzała ze swoją babcią. – Babcia zawsze odmawiała Różaniec. Widząc ją po raz pierwszy z różańcem w ręku, pomyślałam sobie: Co ona mówi? I tak kręci tymi paciorkami? Tak jak ona, wzięłam wtedy w dłoń różaniec i zaczęłam kręcić paciorkami. Myślałam, że to należy do ważności, do modlitwy – obrazuje pani Ewa. To przywiązanie do Maryi towarzyszy jej do dziś. Codziennie z córką o 7.00 rano modli się na różańcu. – Matka Boska zawsze się mną opiekuje. Ja nie wiem dlaczego. Nie wiem… – mówi ze łzami w oczach.

Nowa rodzina

Jest zmęczona, wzruszenie nie pozwala jej skupić się na tym, by mówić o sobie chronologicznie. Z pomocą przychodzi córka Danuta. Ona wie wszystko, bo dwa lata wcześniej, słuchając opowieści matki, spisała historię jej rodziny. Pani Ewa najpierw uczyła się w „jednoklasówce”. Później dostała się do Mariówki Opoczyńskiej, gdzie mieściło się Prywatne Żeńskie Gimnazjum i Liceum im. Królowej Jadwigi. Po 6 latach edukacji została nauczycielką. Z Mariówki wróciła do Końskich. W 1936 roku wyszła za mąż za Henryka Lipkę. W dniu ślubu wyjechali do Warszawy. Chcieli być niezależni i zbudować dom z własnej pracy. W roku 1938 na świat przyszła ukochana córka Danusia. Mąż, pracując w Państwowych Zakładach Inżynierii Lotniczej, podlegał Ministerstwu Spraw Wojskowych.

Podróż „lukstorpedą”

Przyszedł rok 1939. – Ojciec z końcem sierpnia dostał nakaz, by wraz z rodziną opuścić Warszawę. Jechaliśmy specjalnym pociągiem wojskowym, który w Żółkwi pod Lwowem zderzył się z innym pociągiem. Chwilę przedtem mama wyszła z przedziału, żeby podgrzać dla mnie butelkę z mlekiem. W wyniku katastrofy głową przebiła beczkę z ropą i poraniła mocno nogi. Była noc, świszczały samoloty, leciały bomby, ludzie bili się i darli… Matka straciła przytomność, wyciągnęli ją harcerze i wojsko, umieścili na stogu siana i tyle – tłumaczy jej córka – Danuta. Później umieszczono ją w szpitalu wojskowym. Kobieta nie wiedziała co dzieje się z jej mężem i córką. Obojgu udało się przeżyć. Mężczyzna chciał odszukać żonę. Znalazł ją w szpitalu i powiedział: „Mam rozkaz, bądź dzielna, wyjeżdżam dalej”. – Dopiero w 1948 roku dowiedziałam się, że mąż wraz z resztą wojska, przekroczył granicę polsko-rumuńską. Następnie przez Rumunię, Jugosławię, Grecję i Francję udał się do Anglii, gdzie służył w Polish Air Forse (Dywizjonie 302) – tłumaczy staruszka.

Pielgrzymka życia

Pani Ewa, będąc w szpitalu, nadal nie wiedziała co dzieje się z jej córką. Kiedy szykowali ją na stół operacyjny, gdzie miano amputować jej nogę, usłyszała krzyk dziecka. Przeczołgała się przez cały pokój do drzwi, gdzie płakało dziecko. Dziewczynka, widząc mamę na podłodze, uwiesiła się jej na szyi. Wspólnie doczołgały się do łóżka pani Ewy. Trwał nalot, kawałki szkła z rozbitych szyb zaczęły na nie spadać…

Sytuacja Polaków we Lwowie była w tym czasie bardzo trudna. Panią Ewą i jej córką zajął się lekarz Orłowski, który ukrył je w piwnicy. – Lekarz opiekował się tam mamą, zmieniał jej opatrunki i dzięki temu nie amputowano jej nogi. U niej wszystko goi się w cudownym stylu! – tłumaczy pani Danuta. – Później okazało się, że jest szansa powrotu do Polski. Mamie przypomniało się, że w Częstochowie mamy rodzinę, która na pewno nam pomoże. Ona z opatrunkami, ja drepcząca, wyszłyśmy z ukrycia. Noce spędzałyśmy pod mostami, bo nad nami przejeżdżali Ukraińcy, szukający Polaków – opowiada dalej. Po drodze w wojskowych punktach opatrunkowych pani Ewie zmieniano bandaże. Tym samym w ciągu dwóch miesięcy udało jej się pieszo przejść z Żółkwi do Częstochowy. Kiedy stanęły przed drzwiami wujostwa zawszone i brudne, dowiedziały się, że na Jasnej Górze odprawiono już Mszę Świętą za ich dusze. Wuj i ciotka pani Ewy byli bowiem pewni, że nikogo z jadących „lukstorpedą” nie udało się uratować.

Powrót taty

– Po odzyskaniu zdrowia w 1940 roku zwróciłam się do Urzędu Niemieckiego o zezwolenie na pracę w szkolnictwie. Od tego czasu do 1945 roku pracowałam jako nauczycielka wiejska w Nowym Dworze, w powiecie radomskim – wyjaśnia pani Ewa. Jej córka Danusia, bawiąc się, znalazła kiedyś nazistowską odznakę wojskową. Dzięki temu, że oddały ją właścicielowi, do końca wojny miały zapewnione jedzenie i środki do życia. Jednak wojna zabrała im najbliższych. Siostra pani Ewy – Barbara Mierzanowska – zginęła w powstaniu warszawskim, brat Adam – w bloku śmierci w Auschwitz. Niedługo potem umarł jej ojciec. – Do Dąbrowy Górniczej wróciłyśmy w 1945 roku. Mama robiła kursy, a ja zaczęłam chodzić do szkoły – kontynuuje pani Danuta. Pani Ewa rozpoczęła pracę jako nauczycielka w Zagórzu, Katowicach-Brynowie oraz w Technikum Górniczym przy Kopalni Wujek. Kobieta nie wiedziała co dzieje się z jej mężem. Po wojnie większość jego kolegów wyemigrowała do Kanady. Królowa Wielkiej Brytanii na ich ostatnim apelu oświadczyła: „Byliście świetni, uratowaliście Londyn, zrobiliście znakomitą pracę, ale teraz niech każdy wraca do siebie. Proszę mi tu nie zostawać!”. – Podała dłoń na „do widzenia”, a mój ojciec, bardzo honorowy, postanowił wrócić do Polski – tłumaczy pani Danuta. Na temat swoich bliskich nie miał żadnych informacji. – Wrócił w 1948 roku ostatnim transportem do Polski, dwa tygodnie przed moją Komunią! Miałam wtedy 10 lat – mówi dalej. Pan Henryk dostał pracę dzięki perfekcyjnej znajomości języka angielskiego. Dowiaduję się, że w bloku, w którym właśnie jesteśmy, miał swoich dwóch „aniołów” z Urzędu Bezpieczeństwa.

Rodzina pani Ewy cały czas trzymała się blisko Kościoła. Jubilatka działała w Klubie Inteligencji Katolickiej. Od dawna jest także członkiem Apostolstwa Chorych. – Z pismem „Apostolstwo Chorych” spotkałam się dzięki kapłanowi Janowi Szurlejowi, który pracował ze mną w Szkole Handlowej w Katowicach. Widywaliśmy się praktycznie codziennie i rozmawialiśmy o chorych i starszych ludziach – tłumaczy.

Sto lat z Bogiem

– Moją radością jest to, że od najmłodszych lat jestem związana z Panem Bogiem. Nie wyobrażam sobie życia bez wiary. Mieszkając w Końskich, wstąpiłam do Sodalicji Żeńskiej i od tego czasu moim hasłem stały się słowa: „Będę wprowadzać w życie prawa Chrystusa!”. To pomogło mi w życiu pokornie zgadzać się z wolą Bożą. Jak spoglądam na krzyż, na to jak Jezus cierpiał za mnie... – drżącym głosem mówi mi pani Ewa. – To właśnie z rozważań drogi krzyżowej oraz Mszy Świętej czerpię nowe siły – tłumaczy.

Elegancka pani trzyma za rękę starszą kobietę. Są radosne, zadbane i niezwykle spokojne. – Moja mama często mówi: „Właściwie to byłoby dobrze jakbyśmy się za rączki wzięły i razem sobie do Góry poszły” – z uśmiechem mówi pani Danusia. Opuszczam ich mieszkanie. Moja historia właśnie zmienia swój bieg…

Z cyklu:, 2013-nr-09, Numer archiwalny, Miesięcznik, Autorzy tekstów, Panorama wiary, pozostali Autorzy

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

20

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

Dzisiaj: 17.09.2019