W jedności dla dobra chorego

O duchowości bł. Hanny Chrzanowskiej, o pielęgniarskim powołaniu i o wsparciu, którego potrzebuje każdy medyk, mówi Beata Baliszewska, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich, dyrektor Centrum Medycznego LUX MED w Warszawie.

zdjęcie: ARCHIWUM PRYWATNE

Rozm. ks. Wojciech Bartoszek

2018-08-01

KS. WOJCIECH BARTOSZEK: – Proszę, aby na począt­ku naszej rozmowy przedstawiła się Pani Czytelnikom „Apostolstwa Chorych”.

BEATA BALISZEWSKA: – Nazywam się Be­ata Baliszewska, jestem pielęgniarką z 32-letnim stażem pracy, od dwóch lat pełnię funkcję prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położ­nych Polskich.

– 28 kwietnia br. w Krakowie-Łagiew­nikach została wyniesiona na ołtarze pielęgniarka Hanna Chrzanowska. Jakie znaczenie ma to wydarzenie dla środo­wiska pielęgniarskiego?

– Hanna Chrzanowska jest bardzo bliska naszemu środowisku. Po pierw­sze dlatego, że żyła w naszych czasach. Ja sama jej nie poznałam, ale mam ko­leżanki, które były jej uczennicami. Po drugie jest nam bliska, bo pokazała, jak powinno wyglądać prawdziwe pie­lęgniarstwo łączące solidne wykształ­cenie z umiejętnościami praktycznymi. I w końcu jest nam bliska dlatego, że pokazała, iż pielęgniarstwo nie jest tylko pracą, ale szczególną posługą, przez którą możemy wzmacniać się i rozwijać duchowo.

– A duchowość w tym zawodzie jest szcze­gólnie potrzebna, wręcz konieczna.

– Bez odniesienia do duchowości trudno jest sprawować właściwą opiekę wobec osób chorych i cierpiących, bo one potrzebują czegoś znacznie więcej niż tylko usługi medycznej, nawet jeśli jest ona wykonana w pełni profesjonal­nie. Duchowość pomaga pamiętać, że przez te codzienne medyczne czynno­ści, możemy rozwijać siebie i osobę, której posługujemy. W naszej pracy potrzebujemy duchowości również po to, by w oparciu o nią podejmo­wać właściwe decyzje, by mieć pewny punkt odniesienia w wielu dylematach, które są naszą zawodową codzienno­ścią. Myślę, że bez duchowości żadne działania – ani te wykonywane przy łóżku chorego, ani te podejmowane na poziomie administracyjnym – nie doprowadzą do właściwego celu.

– Jak by Pani określiła tę duchowość, którą ukazuje nam na obecny czas bł. Hanna Chrzanowska?

– Trudno to jednoznacznie okre­ślić, bo w każdym z tych wymiarów, o których wspomniałam, pewnie będzie ona wyglądała trochę inaczej, ale myślę, że duchowość ta zasadniczo związa­na jest z modlitwą. Modlitwę bowiem każdy z nas przeżywa bardzo osobiście. Podczas niej zmaga się wewnętrznie, nabierając przez to sił, które potrzebne mu są do posługi.

– Hanna Chrzanowska dała w swoim życiu piękne świadectwo głębokiej modlitwy. W jej postawie szczególnie uderza mnie to, że ona nie poddawała się w obliczu wielu trudności. W czasie komunizmu, kiedy z powodu religijnych przekonań nie mogła być nauczycielem i dyrektorem szkoły pielęgniarskiej, nie załamała się, ale szukała innych rozwiązań. Wykorzystała swoje możliwości w strukturach parafial­nych, w których wartości duchowe były mocno przywoływane. Siłę i odwagę do tego wszystkiego z pewnością czerpała właśnie z modlitwy. Trzeba jednak podkre­ślić, że w życiu bł. Hanny wszystko miało właściwe proporcje – ona nie zastąpiła działań medycznych i pielęgnacyjnych modlitwą. Wiedziała, że i jedno i drugie jest bardzo ważne.

– Zdecydowanie tak. Gdy dzisiaj poznaję bł. Hannę z literatury, z roz­mów z rodziną, przekonuję się, że jej wiara, także jej modlitwa, zrodziły się z pracy wśród chorych. Ona poznając cierpienie, ból, niedołęstwo i ubóstwo swoich podopiecznych, w zadziwiający sposób wzrastała duchowo. Myślę, że jej wiara rozwinęła się na bazie ludz­kiego cierpienia. Błogosławiona Hanna jest wskazówką dla wszystkich, któ­rzy chcą owocnie służyć innym. Ona mówi im, że muszą przestać skupiać się na sobie, że muszą porzucić egoizm i wyjść do drugiego człowieka. Odnoszę wrażenie, że ona mówi to szczególnie do nas, pielęgniarek. Pielęgniarstwo to zawód bardzo trudny, wymagający cech, których niestety nie posiadają wszyscy kończący szkołę pielęgniarską. Pamiętam, że gdy sama przed wielu laty kończyłam szkołę, nie wszyscy z nas podjęli pracę w zawodzie. Po trudach przygotowań i praktyk na róż­nych oddziałach, po ciężkich egzami­nach, nie wszyscy odnaleźli się w tej pracy. Z pewnością nie jest to praca dla każdego, bo nie można jej dobrze wykonywać bez empatii i wrażliwości. Sama technika wykonywania zabiegów medyczno-pielęgnacyjnych względem pacjentów nie wystarczy, nawet jeśliby była na najwyższym poziomie. Tutaj potrzeba czegoś znacznie więcej. Bło­gosławiona Hanna Chrzanowska mówi nam także, że nie da się w tej pracy funkcjonować bez odniesienia do Boga, wiary i duchowości. Wspominam pracę na oddziale, gdzie w ciągu jednego ty­godnia zdarzały się trzy odejścia pacjen­tów. Ja, bardzo młoda wówczas osoba, wchodząca dopiero w życie, szłam do pracy, by oglądać śmierć. To było dla mnie zawsze niezwykle trudne, bo od­chodził konkretny człowiek, którego znałam i który na swój sposób był mi bliski. Z perspektywy czasu wiem, że gdyby nie wiara i umocnienie płynące od Boga, trudno byłoby mi wytrwać w zawodzie pielęgniarki. To odniesienie do Boga pomagało mi również wtedy, gdy na oddziale hematologii dziecię­cej stawałam wobec pytań o cierpienie i śmierć maleńkich dzieci. Coś takiego można zrozumieć i przyjąć tylko w du­chu wiary, że cierpienie odnajduje swój sens w Bogu.

– Mówi Pani o tym drżącym głosem… To zrozumiałe, bo gdy zawód traktuje się jak powołanie, nie jest możliwy emo­cjonalny reset.

– Zawody medyczne, nie tylko pie­lęgniarstwo, są związane z powołaniem. Ci, którzy po ukończeniu szkoły nie podejmują pracy w zawodzie, być może tego powołania po prostu nie czują. Są technicznie świetnie wyszkoleni, a jed­nak do służby chorym nieprzygotowani. Kiedy wybierałam szkołę medyczną wie­działam, co to jest choroba i cierpienie, bo miałam z tym do czynienia w domu rodzinnym. Nie miałam jednak pew­ności, czy to właściwa droga dla mnie. Dzisiaj mam tę pewność, że w innym zawodzie bym się nie odnalazła. I cho­ciaż obecnie nie pracuję bezpośrednio z chorymi, to każda okazja do kontaktu i pomocy pacjentowi jest dla mnie wręcz fascynująca. Owo powołanie, o którym mówimy, ma związek również z tym, że lekarzowi czy pielęgniarce nawet gdy nie jest w pracy, trudno przejść obojętnie obok ludzkiej krzywdy. Gdy dzieje się coś złego – na wycieczce, w tramwaju czy na ulicy – czuje wewnętrzne zo­bowiązanie, by zareagować i pomóc.

– Które problemy współczesnego pie­lęgniarstwa w Polsce są według Pani największe?

– Największym problemem wyda­je mi się w tej chwili brak personelu. Obecnie w Polsce na 1000 pacjentów przypada średnio ok. 5 pielęgniarek (ta liczba cały czas maleje), podczas gdy średnia europejska to ok. 9. Każdego roku wielu absolwentów kończy szko­ły medyczne, ale nie podejmuje pracy w zawodzie.

– Dlaczego tak się dzieje?

– Z rozmów z absolwentami wiem, że powodów takiej sytuacji jest kilka. Niektórzy z nich uważają, że szkoła niezbyt dobrze przy­gotowała ich do wykonywania zawodu i czują się niepewnie, boją się odpowiedzialności. Inną kwestią są finanse, bo jak dobrze wiemy, pielęgniarki nie są najlepiej opłacaną grupą za­wodową w naszym kraju. Z przykrością muszę stwierdzić, że wiele z moich ko­leżanek pielęgniarek musi podejmować dodatkową pracę zarobkową, by móc godnie żyć. Wydaje mi się, że duży wpływ na sytuację niepodejmowania pracy w zawodach medycznych ma rów­nież współczesny model wychowania – trochę egoistyczny, nastawiony na wygodę. Wielu młodych ludzi chcia­łoby mieć pracę łatwą, wygodną, mało odpowiedzialną i świetnie płatną. Nie wszyscy są gotowi poświęcać się dla innych. Dzisiaj generalnie młodzi lu­dzie nie chcą służyć, nie widzą sensu, by pracować dla jakiejś idei.

– Poważnym problemem w zawodzie pie­lęgniarki wydaje się również biurokracja.

– Tak, jest to związane z odpowie­dzialnością zawodową, o której wspo­minałam. Trzeba wszystko dokładnie dokumentować i zapisywać, bo każda medyczna czynność może być przez pacjenta lub jego rodzinę zaskarżona. Niestety przez nadmiar dokumentów i procedur zostaje niewiele czasu na to, by faktycznie stanąć przy łóżku chore­go i należycie go pielęgnować. To jest wielka bolączka naszego środowiska.

– Słyszałem o rozwiązaniu, by na dodat­kowych etatach zatrudniać osoby, które miałyby odciążyć pielęgniar­ki w wypełnianiu dokumentacji medycznej.

– Moim zdaniem to świetny pomysł, który zresztą już jest w trakcie realizacji. Przygoto­wujemy panie do zawodu asy­stentki pielęgniarskiej, której zadaniem będzie wypełnianie doku­mentacji medycznej oraz inne czyn­ności administracyjno-biurowe. Dzięki temu pielęgniarki będą miały czas dla chorych i zajmą się pracą, w której nikt nie może ich zastąpić.

– Jest Pani prezesem Katolickiego Sto­warzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich. Proszę wyjaśnić, czym jest Sto­warzyszenie i jakie stawia sobie cele?

– Katolickie Stowarzyszenie Pielę­gniarek i Położnych Polskich zostało powołane do życia w dniu 21 maja 1994 roku na Jasnej Górze, w czasie trwania 58. Pielgrzymki Pracowników Służby Zdrowia do Częstochowy. Stowarzysze­nie i jest niejako owocem działalności św. Jana Pawła II, który powołał do ist­nienia Papieską Radę do spraw Dusz­pasterstwa Służby Zdrowia. To otwarło drogę do tego, by grupy pielęgniarek, które gromadziły się dotąd w sposób nieformalny, mogły zorganizować się w oficjalne struktury. W środowisku warszawskim przez wiele lat wspierał pielęgniarki bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Również przez lata pomagał nam i nadal pomaga ks. Józef Jachimczak, krajowy duszpasterz służby zdrowia w latach 1994-2010. Do dzisiaj zresztą udziela nam gościnnie pomieszczeń, w któ­rych możemy się integrować, spotykać i modlić.

Głównym celem Stowarzyszenia jest wsparcie duchowe dla naszego środo­wiska. Organizujemy w tym celu reko­lekcje, pielgrzymki, spotkania formacyj­ne wynikające z okresu liturgicznego, dni skupienia. We wspólnocie diecezji warszawskiej i warszawsko-praskiej, za przyczyną krajowego duszpasterstwa służby zdrowia od kilku lat oddział warszawski Stowarzyszenia uczestni­czy w corocznie organizowanych za­duszkach medycznych. To szczególne spotkanie, podczas którego modlimy się za zmarłych z całego środowiska medyków.

– Wyczuwam, że środowisko medyczne nosi w sobie wielkie pragnienie wspólno­towości i jedności. Działania Stowarzysze­nia, o których Pani mówi, są dowodem na to, że wychodzi ono naprzeciw temu zapotrzebowaniu.

– Tak. Każdy z nas pragnie znaleźć oparcie w kimś, kto boryka się z podob­nymi problemami, kto nas zrozumie. Celem Stowarzyszenia jest dawanie wsparcia duchowego i ludzkiego w peł­nieniu trudnej posługi chorym. Jako prezesowi Stowarzyszenia bardzo mi zależy na jedności całego środowiska medycznego, nie tylko pielęgniarskiego. Wszyscy medycy, a więc lekarze, pie­lęgniarki, położne, rehabilitanci, dia­gności, fizjoterapeuci i inni, pracują dla dobra tego samego chorego. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy się wzajemnie wspierali i wspólnie działali dla dobra pacjentów.

– W jaki sposób można wejść w szeregi Stowarzyszenia?

– Wystarczy przyjść na spotkanie, porozmawiać. Każdy oddział Stowarzy­szenia ma stronę internetową, na której podane są terminy spotkań i wszystkie bieżące informacje. Aby zostać człon­kiem Stowarzyszenia należy przedłożyć deklarację z potwierdzającym podpisem proboszcza swojej parafii. Zachęcam do kontaktu wszystkich zainteresowanych ze środowiska medycznego. Liczę na to i proszę, by informacje o działalno­ści stowarzyszenia mogły docierać do szerokiego grona odbiorców np. przez ogłoszenia w parafiach lub komunikaty w lokalnych mediach.

– Bardzo dziękuję Pani za rozmowę.


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2018nr07, Z cyklu:, Rozmaitości

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

N P W Ś C P S
28 29 30 1 2 3 4
14 15 16 17 18
19 20 22 23 24 25
26 27 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 19.05.2019