Dlaczego chcę być blisko Boga?
Dlaczego ja chcę być blisko Boga? Żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo, powodzenie, zdrowie i opiekę? Czy po to, aby poznawać Go i upodabniać się do Niego, uczyć się kochać i czerpać z Niego siłę do tej miłości, poznawać Jego wolę i ją wypełniać?
zdjęcie: Archiwum prywatne
2026-04-20
Komentarz do fragmentu Ewangelii J 6, 22-29
III tydzień wielkanocny
W dzisiejszej Ewangelii panuje wielkie poruszenie – wszyscy szukają Jezusa. Szukający są podekscytowani, zaciekawieni, może oszołomieni nadzieją na spełnienie się obietnicy nadejścia Mesjasza. Ale wśród nich są pewnie i tacy, którzy szukają Go tylko dlatego, że słyszeli o dopiero co dokonanym cudzie rozmnożenia chleba i sami chcą teraz skorzystać z gratki darmowego najedzenia się do syta. W każdym razie ten cud wywołał wielką sensację wśród lokalnej ludności. A do tego - nie dość, że Jezus nakarmił tysiące, to jeszcze w niewytłumaczalny sposób znalazł się nagle po drugiej stronie jeziora. Heca jest wielka. Trwa wielkie poszukiwanie, gdzie On jest.
Jezus szybko demaskuje motywacje szukających. Jest to też dobry rachunek sumienia dla nas. Dlaczego ja chcę być blisko Boga? Czy szukam Go tak gorliwie jak tamci? Czy w ogóle Go szukam? A jeśli tak, to dlaczego to robię? Żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo, powodzenie, zdrowie i opiekę? Czy po to, aby poznawać Go i upodabniać się do Niego, uczyć się kochać i czerpać z Niego siłę do tej miłości, poznawać Jego wolę i ją wypełniać? Jednym słowem: Czy Bóg ma służyć mojemu dobru, czy raczej to ja chcę służyć Bogu?
Jezus mówi o widzeniu znaków i stawia je w kontrze do najadania się chlebem do syta. Te „znaki” to zauważanie Obecności Boga w moim życiu. Nasłuchiwanie tego, jak prowadzi nas przez natchnienia Ducha Świętego (jeśli tylko chcemy, by nas prowadził). Ale celem tego prowadzenia nie jest „pełny brzuch”, czyli nasze doczesne pomyślności. Celem tego Bożego prowadzenia jest wypełnianie dzieła Bożego. Co jest tym dziełem? Wiara w Jezusa! Bo jeśli naprawdę wierzymy, że On jest Panem, który nas zbawia i daje nam życie wieczne, „pełny brzuch” zejdzie na drugi plan, bo będziemy mieli na horyzoncie dużo większe dobra – te wieczne i nieprzemijające. Postawimy wtedy na pierwszym miejscu nasze uświęcenie, czystość naszego serca, miłość, łagodność, prawość naszych czynów, prawdę, pokój, przebaczenie, cichość, pokorną służbę, męstwo w wyborze dobra.
A nade wszystko uznając Jezusa za Pana i Zbawiciela, będziemy wiedzieli, że to nie nasze czyny nas zbawiają, ale zbawia nas On, swoją bezinteresowną miłością. Dlatego po każdym naszym grzechu możemy powstawać na nowo, bo ufamy w Jego Miłosierdzie. Bo wierzymy, że On jest naszym Zbawicielem, a więc zbawia nas również z naszych własnych grzechów. Im bardziej poznamy niepojętą miłość Jezusa, tym bardziej nasza własna miłość do Niego i naszych bliźnich będzie naszą naturalną odpowiedzią, a nie lękliwym „zarabianiem” na zbawienie. Dlatego właśnie Jezus mówi, że pełnienie dzieła Boga, to wiara w Niego. Moje uwierzenie w to, że jestem darmowo zbawiona z miłości przez Jezusa, to coś, na czym Bogu naprawdę zależy! Bo On chce, żebym wiedziała, jak bardzo jestem przez Niego kochana!