Opieka paliatywna i odkrywanie sensu cierpienia jako odpowiedź na eutanazję

Niektórzy nie dostrzegają już uniwersalnej godności swojego życia i dlatego proszą o eutanazję lub pomoc w samobójstwie. W wielu zachodnich krajach stało się to już trendem.

zdjęcie: ks. Antoni Bartoszek

2026-03-11

Osoby pracujące w służbie zdrowia nieraz napotykają w swojej pracy na pacjentów, których jakość życia jest drastycznie obniżona. Niektórzy nie dostrzegają już uniwersalnej godności swojego życia i dlatego proszą o eutanazję lub pomoc w samobójstwie. W wielu zachodnich krajach stało się to już trendem. Holandia była pierwszym państwem, w którym wprowadzono prawo do eutanazji, pozwalające na podejmowanie czynności mających na celu zakończenie życia przez lekarzy pod pewnymi warunkami.

Dlaczego eutanazja?

Istnieją dwa główne powody, dla których ludzie nie dostrzegają już uniwersalnej godności ludzkiego życia. Pierwszym z nich jest dominujący hiper-indywidualizm. Każdy indywidualista wierzy, że jedynie on, wraz ze swą osobistą autonomią, może określać godność swego życia, ta zaś nie może być determinowana przez innych. Co więcej, w hiper-indywidualistycznym społeczeństwie poważnie chore osoby nie są już częścią wspólnoty, w której byłyby wspierane przez innych i w której doświadczałyby pomocy, lecz są pozostawione same sobie z wszystkimi tego konsekwencjami.

Drugim istotnym powodem jest dominujący dualizm. Osobę ludzką identyfikuje się jedynie ze świadomością, centralnym miejscem w mózgu, dzięki któremu człowiek może myśleć, podejmować autonomiczne decyzje i nawiązywać charakterystyczne dla siebie relacje z innymi ludźmi. Ciało jest postrzegane jako wymiar zewnętrzny osoby, co oznacza, że nie ma ono udziału w jej wewnętrznej wartości, posiada jedynie wartość instrumentalną. Gdy ciało zostaje zaatakowane przez chorobę lub upośledzenie, osoba może dojść do wniosku, że utraciło ono swą instrumentalną wartość i można się zatem go zrzec.

A jednak życie fizyczne posiada uniwersalną godność. Ciało jest wewnętrznym wymiarem ludzkiej osoby. Człowiek to nie tylko dusza lub nie tylko ciało, ale to ciało i dusza, jak uczy o tym Sobór Watykański II: „Człowiek stanowiący jedność ciała i duszy skupia w sobie dzięki swej cielesnej naturze elementy świata materialnego, tak że przez niego dosięgają one swego szczytu i wznoszą głos w dobrowolnym chwaleniu Stwórcy. Nie wolno więc człowiekowi gardzić życiem ciała, lecz przeciwnie, powinien on uważać ciało swoje jako przez Boga stworzone i mające być wskrzeszone w dniu ostatecznym, za dobre i godne szacunku” (Konstytucja duszpasterska o Kościele, 14).

Jak pomóc?

Naglące pytanie brzmi, jak możemy pomóc pacjentom zmagającymi się z konsekwencjami nieuleczalnych i poważnych chorób w ponownym docenieniu uniwersalnej godności ich fizycznego życia. Odpowiedź na to pytanie zawiera się w ofercie opieki paliatywnej. Opieka ta określana jest przez Światową Organizację Zdrowia jako zapobieganie i uśmierzanie bólu u pacjentów dorosłych i dzieci oraz ich rodzin zmagających się z problemami związanymi z chorobami zagrażającymi życiu. Opieką objęte jest cierpienie fizyczne, psychiczne, społeczne oraz duchowe pacjentów, a także członków ich rodzin. Światowa Organizacja Zdrowia stwierdza, że eutanazja oraz wspomagane samobójstwo nie są częścią opieki paliatywnej. „Opieka paliatywna bowiem nie przyspiesza intencjonalnie śmierci, lecz oferuje wszelkie leczenie konieczne do osiągnięcia adekwatnego poziomu komfortu pacjenta w kontekście jego wartości.

Płaszcz św. Marcina

Co oznacza sam termin „paliatywna”? Tradycyjnie, w medycynie, palliativum to lekarstwo mogące maskować symptomy, ale nie usuwające pierwotnego powodu dolegliwości. Łacińskie słowo palliare oznacza okrywać jak płaszczem. Termin „opieka paliatywna” został utworzony od łacińskiego pallium, co oznacza płaszcz. Sulpicius Severus (+ 425) opisuje w Żywocie św. Marcina jak w zimny zimowy wieczór święty ten rozdarł swój płaszcz na dwie części i podzielił się z nagim żebrakiem błagającym o pomoc przy bramie miejskiej w Amiens. Następnej nocy Jezus przyśnił się Marcinowi ubrany w połowę oddanego płaszcza i powiedział: „Marcin, wciąż katechumen, odział mnie tym płaszczem”. To oczywiste nawiązanie do dwudziestego piątego rozdziału Ewangelii św. Mateusza, w którym Jezus zwraca się do tych, którym pozwolono wejść po śmierci do Królestwa Bożego: „Zaprawdę, powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Oddając połowę swego płaszcza Marcin nie rozwiązał fundamentalnego problemu, czyli biedy, ale podarował temu mężczyźnie trochę ciepła w zimną noc. Pomógł mu odzyskać jego ludzką godność, ponieważ okrył jego ciało i w ten sposób uchronił je przed wścibskim wzrokiem gapiów.

Podobnie opieka paliatywna nie jest odpowiedzią na zagrażające życiu warunki, jednak jest w stanie uśmierzyć ból, poczucie żalu, lęk oraz samotność chorych w ostatnim okresie ich życia. W 25. rozdziale Ewangelii św. Mateusza Jezus zwraca się także do osób, które odwiedzały chorych. Chrześcijanie dostrzegli w tym powołanie do specjalnej troski, którą powinni okazywać chorym, łącznie z chorymi terminalnie. My także możemy inspirować się 25. rozdziałem Ewangelii św. Mateusza oraz opowiadaniem o św. Marcinie i otoczyć specjalną troską osoby terminalnie chore, by mogły przy końcu swego życia zachować ludzką godność.

Opieka duszpasterska

Dla katolików opieka duszpasterska jest niezbywalnym elementem opieki paliatywnej. W tym kontekście szczególnie ważne jest pytanie: czy religijność ma pozytywny wpływ na zdrowie oraz stan osób chorych. Przeprowadzono badania nad związkiem pomiędzy religijnością a zdrowiem. Okazuje się, że wewnętrzna religijność ma pozytywny wpływ na stan fizyczny i psychiczne samopoczucie oraz na sposób, w jaki chore osoby radzą sobie z psychicznymi i fizycznymi trudnościami. W przypadku pogłębionej religijności dochodzi do uwewnętrznienia treści wiary osób chorych. Prowadzą oni aktywne życie modlitewne oraz świadomie przeżywają zasady swej wiary. Wewnętrzna religijność oznacza również, że chorzy wiedzą, że są częścią wspólnoty religijnej. Wewnętrzne formy religijności charakteryzują się konkretnym pozytywnym związkiem pomiędzy przynależnością do wspólnoty religijnej a fizycznym lub psychicznym dobrostanem.

Osoby cierpiące na nieuleczalne choroby często mierzą się z egzystencjalnym pytaniem: „Dlaczego ja?”. Ogólne teologiczne wytłumaczenie ludzkiego cierpienia odnosi się do grzechu pierworodnego pierwszych rodziców, którzy chcieli usunąć Boga ze swego życia, pragnąc zająć Jego miejsce. Wynikiem tego była utrata specjalnych darów, którymi byli obdarzeni u początku dzieła stworzenia, co z kolei pociągnęło za sobą otwarcie drogi cierpienia, choroby i śmierci. Jednak wytłumaczenie to dotyczy nas wszystkich i nie daje konkretnej odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego to mnie dotyka ta straszna choroba?”. Ostateczną odpowiedź można odnaleźć jedynie w chrześcijańskiej duchowości cierpienia. To dlatego opieka duszpasterska poważnie chorych, którzy zdają sobie sprawę z nadchodzącej śmierci, nie może pomijać Chrystusowej agonii na krzyżu. Wszelkie fizyczne, psychologiczne, społeczne i duchowe cierpienia nas ludzi, zbiegają się w Jezusie wiszącym na krzyżu.

Powołanie w cierpieniu

Egzystencjalne pytania zadawane często przez wierzących brzmią: „Gdzie jest Bóg? Dlaczego do nas nie przemawia?”. Nie istnieje konkretna odpowiedź na wspomniane pytanie egzystencjalne: „Dlaczego to mnie się przytrafia?”. Jedyną odpowiedzią, jaką może otrzymać osoba chora to odpowiedź odnaleziona we własnym wnętrzu, a oparta na odkryciu własnego powołania w cierpieniu z Chrystusem. Dlatego Jan Paweł II mówiąc o cierpieniu, stwierdza: „Jest to bowiem nade wszystko wezwanie. Powołanie. Chrystus nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: «Pójdź za Mną!”. Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie! Przez mój Krzyż». W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia. Człowiek nie odnajduje tego sensu na swoim ludzkim poziomie, ale na poziomie cierpienia Chrystusa. Równocześnie jednak z tego Chrystusowego poziomu ów zbawczy sens cierpienia zstępuje na poziom człowieka i staje się poniekąd wyrazem jego własnej odpowiedzi. Wówczas też człowiek odnajduje w swoim cierpieniu pokój wewnętrzny, a nawet duchową radość” (List „Salvifici doloris”, 26).

Jedynie idąc za powołaniem do jednoczenia się z Chrystusem w Jego cierpieniu i pójściu za Nim, osoba cierpiąca może odnaleźć wewnętrzny pokój, a nawet radość. Jest to źródłem nadziei. Nadzieja zanurzona w uzdrowieńczą moc Chrystusowego krzyża daje życie nawet tym, którym życia ziemskiego pozostało już niewiele.

Osoby o aktywnej i intensywnej wierze w Chrystusa, prowadzące bogate życie modlitewne mogą otrzymać pomoc od księdza, członka rodziny, przyjaciela bądź opiekuna, który także jest chrześcijaninem. Chory, którego wiara słabnie, może być przygotowany do odkrycia swej choroby jako powołania do dźwigania krzyża z Chrystusem. Można to osiągnąć poprzez rozmowy duchowe, wspólną modlitwę wraz z chorym, czytanie Pisma Świętego oraz udzielanie sakramentów: sakramentu pokuty i pojednania, namaszczenia chorych oraz Komunii świętej. Osobom niewierzącym w Chrystusa jest trudniej. Jednak jeśli osoba udzielająca pomocy terminalnie chorym zintegrowała w sobie chrześcijańską duchowość cierpienia i nauczyła się czerpać z niej dla siebie nadzieję, wówczas część z tej nadziei może promieniować na nieświadomego tego faktu chorego.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr02