O unikaniu zła (złych)

Z Księgi Psalmów. Bóg obdarza nas wewnętrzną wolnością. Proszę o otwarcie Pisma Świętego na Psalmie 141.

zdjęcie: Pixabay.com

2026-02-05

Psalm 141 jest lamentacją indywidualną o zabarwieniu mądrościowym. Przynależy do tych psalmów, których datacja i kontekst powstania jest prawie niemożliwy do ustalenia. Jego początków doszukuje się w osobie Dawida prześladowanego przez Saula (zob. Pierwsza Księga Samuela 24 i 26), bądź dostrzega się w nim Izraelitę z Królestwa Północnego, który po jego upadku w 721 r. przed Chrystusem znalazł się pośród ludzi, którzy zmuszali go do uczestniczenia w pogańskich obrzędach religijnych oraz towarzyszących im ucztach. Odrzuciwszy je zostaje oskarżony o pogardę wobec praktyk i obyczajów Asyryjczyków, czyli ludzi, którzy pokonali Izraelitów. W psalmie uwidaczniają się także cechy mądrościowe, które z kolei umiejscawiają go w VI-V wieku przed Chrystusem, kiedy to sprawiedliwość rozumiano jako wierność Torze. Psalm ten mógł wówczas znaleźć swoje zastosowanie w przywróconym kulcie świątynnym.

Należy też dodać, że tekst hebrajski tego utworu nie zachował się zbyt dobrze, co przysparza trudności w jego tłumaczeniu, a przede wszystkim w interpretacji (zwłaszcza wersy 5-7).

Struktura psalmu: I. Prośba o wysłuchanie (wersy 1-2); II. Prośby szczegółowe (wersy 3-6); III. Wyznanie ufności (wersy 7-10).

Psalmista woła Boga, woła o Jego obecność przy nim, woła aby przybył jak najszybciej (wers 1; Ps 17, 6; 31, 18; 88, 10; 119, 146). Wołanie to nie oznacza niecierpliwości oranta, ale jego trudną sytuację, której nie może już dłużej wytrzymać. Swoje wołanie przyrównuje do kultu świątynnego podczas którego spalano ofiary zwierzęce oraz kadzidła (zob. Księga Izajasza 1, 13; Księga Jeremiasza 41, 5; Księga Nehemiasza 13, 5. 9). Unoszący się dym wyobrażał drogę tych ofiar przed oblicze Boga (wers 2; Księga Apokalipsy 8, 4).

Modlitwie psalmisty towarzyszy gest wzniesionych rąk (wers 2; Ps 28, 2; 63, 5; 134, 2). Ten zewnętrzny gest miał odpowiadać wewnętrznej postawie, która wyrażała czystość serca modlącego się. Modlitwa człowieka o skażonych rękach (np. przelaniem krwi - zob. Księga Izajasza 1, 15) nie była wysłuchiwana. Czas składania w świątyni jerozolimskiej wieczornych ofiar sprzyjał osobistej modlitwie (zob. np. Księga Ezdrasza 9, 5; Księga Judyty 9, 1; Księga Daniela 9, 21).

Spotkanie z Bogiem kształtuje życie z innymi i z sobą. Dla oranta oznacza to umiejętność panowania nad własną mową, dlatego używając języka obrazu prosi, by Bóg był strażnikiem jego ust (wers 3-4a). Zagadnienie mowy to często podejmowany temat w Psałterzu (zob. np. Ps 34, 14; 39, 2; 140, 4) oraz w księgach mądrościowych Biblii (zob. np. Księga Przysłów 10, 19; 18, 21; Księga Koheleta 5, 1-6; Mądrość Syracha 22, 27; 28, 25-26). Temat często poruszany także przez mistrzów duchowości. Św. Ludwik z Granady radził powtarzać wers 3 tegoż psalmu osobom, którym zagrażały grzechy języka. Zobrazował je w następujący sposób:

Gdy będziesz mówił, z ostrożnością bacz na słowa, jak ten, co przechodzi rzekę, stąpając po obślizgłych kamieniach, abyś nie wpadł w któreś z wymienionych niebezpieczeństw [a wymienił m.in.: brzydkie słowa, słowa gniewu, pychy, słowa próżne, kłamstwa, przekleństwa, obmowy, pochlebstwa i tym podobne] (św. Ludwik z Granady, Abyś nie zapomniał, że jesteś chrześcijaninem, wybór i przekł. K. Niklewiczówna, Poznań 1987, s. 123).

Psalmista pragnie spójności pomiędzy modlitwą zanoszoną do Boga (wers 2), a swoim postępowaniem. Stąd w dalszym etapie pracy nad sobą chce radykalnego zerwania z wszelkim niegodziwym działaniem i z wszelką nieprawością. By urzeczywistnić ten zamiar potrzebuje wolności od osób źle postępujących. Jest świadomy ich oddziaływania na jego osobę. Wpływ ten utrwaliło późniejsze przysłowie: „z kim przestajesz, taki się stajesz”. Jedną z form wypełnienia tego pragnienia jest rezygnacja z degustowania przysmaków serwowanych przez tych ludzi (wers 4).

W pierwszej części wersu 5 orant uzasadnia swój zamiar parafrazą przysłowia asyryjskiego mędrca Ahiqara (Achikara): Mój synu, niech mądry człowiek uderzy cię rózgą, ale głupi niech cię nie namaszcza słodkim olejkiem (zob. L.C. Allen, Psalms 101-150, Dallas 2002², s. 344).

Podobna myśl zawarta jest w Ps 84, 11. Obydwaj psalmiści wybierają kwestie trudniejsze, ale wynikające ze spraw Bożych lub ludzkiej sprawiedliwości, niż łatwiejsze i przyjemniejsze, lecz uwikłane w życie bez Boga i złe postępowanie.

Ostatni człon wersu 5, podobnie jak dwa następne, są niezrozumiałe w kontekście całego psalmu. Ich wyjaśnienia bazują bardziej na hipotezach, niż jednoznacznych przesłankach. Prawdopodobnie przekazują one dwie myśli: pierwsza podkreśla stanowczość i wytrwałość oranta w modlitwie, a druga wskazuje na tego, kto posiada prawdę. W konfrontacji poglądów lub w późniejszej ocenie rzeczywistości okaże się, że to słowa psalmisty są prawdziwe i to one będą przynosić słodycz także tym, którzy pierwotnie byli im przeciwni (wers 6).

Trudny w interpretacji jest również wers 7. Przez obraz zaczerpnięty z uprawy ziemi, psalmista zapewne stara się ukazać swoje trudne położenie. Włącza także innych w swoje cierpienie (nie wiemy jednak kogo), kreśląc ponurą aurę śmierci (zob. także Księga Izajasza 5, 14). Nie pozostawia nam jednak tekstu pesymistycznego. Wtedy kiedy jest ciężko, kiedy życie boli, wyznaje swoją ufność Bogu (wers 8). Spogląda z nadzieją ku Bogu, co w praktyce mogło oznaczać spojrzenie w niebo, ewentualnie na świątynię Jerozolimską jeśli psalmista znajdował się w Jerozolimie lub w jej kierunku, jeśli był z dala od niej (zob. Ps 123, 1). W ten sposób przypomina sobie skąd czerpać siły do życia. Prosi równocześnie, by jego dusza (życie) nie została sama, pozbawiona troskliwości Boga.

Oponenci psalmisty zachowują się jak myśliwi, którzy zastawiają sidła i różnorodne zasadzki (wers 9). Polują na niego jak na zwierzę, które niegdyś było zależne od swoich panów, a któremu udało się uwolnić. Życzy im by sami wpadli w to, co zastawili na niego (wers 10; zob. np. Ps 7, 16; 9, 16; 35, 8). Sieci, które miały unieszkodliwić oranta, mają unieszkodliwić agresorów. To proste myślenie psalmisty, które nie wynika z jego przebiegłości czy złośliwości, ale z pewności, że Bóg pozwoli mu przejść bezpiecznie pośród tych zagrożeń. Jego siłą, schronieniem, przewodnikiem jest przecież Bóg.

Zazwyczaj psalmy podejmują zagadnienie wrogów (przeciwników, oponentów) na linii „ja” – „oni”, czego przykładem jest psalm poprzedni. Tymczasem Psalm 141 jakby wskazywał na inną linię, już nie prostą, ale tworzącą okrąg, zamykający psalmistę wraz z tymi ludźmi („my”). Jakby psalmista był w złym (bałwochwalczym?) środowisku, z którego wyrwał się, ale ci których porzucił, stali się jego wrogami. Nasiąkł ich myśleniem, stylem bycia, dlatego w swoim utworze najpierw zwraca się przeciw sobie, przeciw temu, co czyniło go złym (wersy 3-4), by dopiero później prosić o uwolnienie od tych, z którymi jeszcze tak niedawno tworzył dobrze bawiącą się „wspólnotę zła”. Uwolniony zewnętrznie, prosi o wolność wewnętrzną.

Podwójną pracę ma ptak, który usiadł na lepkim sidle, tj. musi uwolnić się od niego i nóżki z lepu oczyścić. Podwójnie również musi trudzić się każdy, kto idzie za swymi pożądaniami: uwalniać się od nich, a następnie oczyścić się z tego, co po nich zostało (św. Jan od Krzyża, Słowa światła i miłości, nr 22, w: tenże, Dzieła, przekł. B. Smyrak, Kraków 19955 (przejrzane i poprawione), s. 102-103).


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, Ks. Wilk Janusz, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2026nr01, Z cyklu:, Biblijne co nieco