Nikodem – brat w wątpliwościach

Pobądźmy z Nikodemem, który w nocy przychodzi do Jezusa. Ten światły Nikodem znalazł się w środku ciemności, zaczyna stawiać pytania jak dziecko w pierwszym okresie życia.

zdjęcie: www.freechristimages.org

2023-11-02

Chciałbym pochylić się i czytać Słowo, które wszystkich – myślę – nas pociąga, intryguje. Słowo, które mówi o nocnej modlitwie, rozmowie Nikodema z Jezusem. Fragment tej rozmowy chciałbym przytoczyć: „Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: «Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim». W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego». Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?». Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha»” (J 3, 1-8).

Wierzący w ciemnościach

Wiele wątków jest w tej nocnej rozmowie Nikodema z Jezusem. Ja chciałbym zatrzymać się razem z Wami przy wątku, który jest nam wszystkim bardzo bliski. Każdy z nas bardziej lub mniej odnajduje się jako człowiek wierzący, chociaż zawsze mówimy to z pokorą, bo wiara w Boga jest darem, łaską. Bardzo często w ciemnościach przekonujemy się, że być wierzącym to wielkie wyzwanie. Chciałbym mówić do Was o wierzącym w ciemnościach.

Nikodem przyszedł do Jezusa nocą. Dlaczego nocą? Opinii jest wiele. Jedni mówią, że kierował się ostrożnością wobec swoich współbraci faryzeuszów, nie chciał być wypytywany dlaczego i o czym rozmawiał. Szedł do Jezusa nie z ich pytaniami i niepokojami, ale z własnymi. Szedł do Niego ze swoją cierpiącą duszą i miał prawo do intymności. My także mamy prawo do intymności w spotkaniach z Jezusem. Każdy z nas mógłby opowiedzieć swoją historię spotkań z Jezusem w nocy. Być może nikomu nie opowiedzieliśmy do tej pory o pewnych spotkaniach, które wydarzyły się tylko między nami a Jezusem. I trzeba uszanować tę intymność. Być może to jakaś tajemnica, którą nosimy w sercu i taką pozostanie do końca naszych dni. Coś, co dzielimy jedynie z Jezusem. A myślę o tych wszystkich, którzy w nocy cierpią, bo nie mogą spać, bo nie potrafią nawet myśli zebrać, gdyż cierpienie im tak bardzo przeszkadza, że tylko jak przez mgłę, albo i w ogóle, widzą Boga. Sięgają Go jedynie pragnieniami swojej wiary.

Inni twierdzą, że Nikodem się wstydził, dlatego przyszedł do Jezusa nocą. Bo on z takim pochodzeniem, z taką pozycją społeczną, z takim duchowym autorytetem – on przychodzi radzić się do skromnego Cieśli z Nazaretu. A Ten nie miał szczególnego pochodzenia i reputacji. Nie musimy się wstydzić naszych rozmów z Jezusem. Nie musimy się wstydzić przed Nim, że mając już tyle lat, tyle przestudiowanej teologii, tyle już doświadczenia i inni patrzą nieraz na nas jak na mistrzów, jak na tych, którzy sobie radzą, którzy potrafią innym pomagać, przychodzimy do Niego z pytaniami, które są pytaniami dziecka. Bóg kocha nasze pytania. Kocha także nas w naszej nieporadności. Przed Nim, niezależnie ile mamy lat, jakie urzędy i funkcje pełnimy, możemy zawsze stawać jak dziecko. Nie musimy się wstydzić. Ważne, byśmy się nie wstydzili, bo nieraz niedobry wstyd mógłby nas pozbawić najważniejszych rozmów z Jezusem. Nie musimy się wstydzić niczego przed Nim – siebie samych, naszych pytań, wątpliwości, trudności w wierze.

Bruno Forte na jednej z sesji w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie – były to rekolekcje dla księży w Roku Kapłańskim – dzielił się swoim doświadczeniem z rekolekcji, które głosił św. Janowi Pawłowi II. Były to ostatnie rekolekcje, których Wojtyła wysłuchał. Następnego roku już cierpiał, umierał. „W pewnym momencie – mówi Bruno Forte – do wszystkich zacnych zebranych (był papież, byli watykańscy urzędnicy, kardynałowie) powiedziałem, że człowiek wierzący to taki biedny ateista, który codziennie próbuje uwierzyć na nowo. Papież siedział z boku i kątem oka wpatrywałem się w niego, w jego reakcje i widziałem, jak kiwał twierdząco głową. I pomyślałem, że także ten nasz papież, dzisiaj przecież św. Jan Paweł II, on także czuł się biednym ateistą, który codziennie usiłuje wierzyć na nowo. Pewnie dlatego dzisiaj widzimy w nim człowieka świętego”.

Szukając światła

Nie musimy się wstydzić naszego trudzenia się w wierze, naszej nocy w wierze. Czasami to właśnie noce w wierze stają się miejscem i czasem naszego największego wzrastania w relacji z Jezusem. Podobnie było przecież z Nikodemem. Nie wiemy do końca, jaki odszedł z tego spotkania. Ale spotykamy go w Ewangelii św. Jana w najważniejszym momencie dla niego i w najważniejszym momencie historii zbawienia: jest pod krzyżem, uczestniczy w pochówku Pana Jezusa, przygotował wonności w takiej ilości, które mówią o jego miłości do Jezusa. Być może właśnie tamta noc go przemieniła. Są noce w naszym życiu, o których świat nie ma pojęcia – noce najważniejsze. I myślę o nocach tych wszystkich, którzy cierpią, którzy wołają do nieba w bezradności, którym jest teraz najtrudniej w wierze. Każdy z nas ma prawo trudzić się w wierze.

Idąc dalej za tymi powodami, dla których w nocy przyszedł do Jezusa Nikodem, może po prostu jak sądzą inni, szukał dogodnego momentu, by z Nim poważnie i na spokojnie porozmawiać o świętych sprawach wiary. Rabbi praktycznie przez cały dzień był oblegany, otoczony tłumami, schodzili się do Niego nieustannie, tak, że nie miał nawet czasu się posilić. I chcąc porozmawiać z Jezusem prywatnie i poufnie, nie miał innego wyboru, jak przyjść do Niego nocą. Noc więc była najlepsza. Rabini często powtarzali, że najlepszym czasem na studiowanie Tory jest noc. Kiedy nic i nikt nie zakłóca spokoju studiującemu Prawo. Z pewnością niejednokrotnie Nikodem wyznawał Bogu z prawdą w sercu, jak modlimy się w Psalmie 119: „Moje oczy się budzą przed nocnymi strażami, aby rozważać Twoją mowę” (Ps 119, 148).

Patrząc na Nikodema, warto popatrzeć na siebie, na swoje wieczory i noce. Być może są to najlepsze momenty po utrudzeniu, po dniu pracy, by mieć choć trochę czasu dla siebie. Może te wieczory to są te ostatnie minuty, kwadranse, w których Jezus najbardziej na nas czeka. Widzi nasze utrudzenie, zmęczenie, widzi, że przez cały dzień trudziliśmy się dla Niego. Jezus przecież znał serce Nikodema, wiedział, że to człowiek wierzący, on naprawdę Boga szukał, chociaż sobie często z wiarą w życiu nie radził. Jezus czeka na nas wieczorami, czeka w nocy. Warto zapytać o to, jaka jest kultura moich wieczorów, moich nocy...

Wszystkie wymienione powody, dla których Nikodem mógł przyjść do Jezusa w nocy, nie są najistotniejsze w tym, co dotyczy samego Nikodema. Jego przyjście do Jezusa nocą ma znaczenie o wiele głębsze. Wiele mówi o nim samym i o stanie jego duszy. Bo Jan użył określenia nyx (dosł. noc), ale nie chodzi jedynie o noc w znaczeniu materialnym, astronomicznym. Bardziej chodzi tutaj o noc w znaczeniu duchowym. Noc to czas, w którym po trudzie dnia ustaje praca, to także czas śmierci, czas hamarkija, czas grzechu, czas błądzenia, czas mijania się z celem, czas wstydu, moralnej głupoty, czas kiedy znużeni zapadają w sen. I może jest to część opisu stanu duszy Nikodema. Przyszedł do Jezusa nocą, czyli w stanie nocy. Warto i siebie pytać o stan własnej duszy, czy jest w niej dzień, światło, czy jest noc.

Jak mogę pomagać innym, jak mogę być przewodnikiem dla innych, jeśli w mojej duszy panuje noc. Nie noc cierpienia, które może być największym światłem. Nie noc, która wynika z naszych wątpliwości, poszukiwań, ale taka noc, która nam zabiera światło, zabiera nam Jezusa. Być może Nikodem czuł w sercu, że błądzi. Chciał poznać Jezusa. Być może wyczuwał, że to jeden z ważniejszych momentów w jego życiu. Ale nic nie wie ani o sobie ani o Jezusie, dlatego przychodzi do Niego, szuka światła. To bardzo uczciwe w naszym życiu, byśmy zawsze szukali światła, jeśli chcemy potem to światło podarować innym.

Bóg podnosi z ciemności

Bywa tak, że my, którzy jesteśmy przewodnikami ludu (zwracam się teraz zwłaszcza do kapłanów), najbardziej potrzebujemy od prostego ludu światła. Czasami nas oświeci jakieś spotkanie z drugim człowiekiem, z chorymi. Chorzy, którzy potrafią spotkać w cierpieniu Boga, mają w sobie najwięcej światła. Więcej często od nas, którzy im służymy. Bardzo potrzebujemy także, by oni się z nami podzielili tym światłem. I czasami odchodzimy z takich spotkań podniesieni. Myślę, że dla nas – Nikodemów – bo jesteśmy bliźniakami Nikodema, Jezus jest właśnie w takich osobach. W nocy, kiedy poszukujemy Go, możemy znaleźć światło właśnie poprzez rozświetloną duszę drugiego człowieka. Wielu z was spotkało takich budujących wiarą ludzi, ja też spotkałem i spotykam. Często także wtedy, kiedy towarzyszę osobom w kierownictwie duchowym. Bardzo często jest tak, że ja, który towarzyszę innym, w tym towarzyszeniu otrzymuję wiele światła od innych. Właśnie od tych, którym służę.

Nikodem zdradza także w sobie pewność; on rozpoczyna rozmowę od stwierdzenia „my wiemy” (J 3, 2). Czasami i my tak rozpoczynamy, jakby z góry wszystko wiedzący, wszystko potrafiący wyjaśnić, powiedzieć, doradzić... Ale to spotkanie Nikodema z Jezusem kończy się tak, że on nic nie wie. To znaczy orientuje się, że tak naprawdę nic nie wie, że stoi przed tajemnicą i że on nie ma w sobie takiej siły, takiej zdolności intelektualnej i innej, dzięki której mógłby wniknąć w tajemnicę. Przed tajemnicą można jedynie uklęknąć, tajemnicę trzeba uszanować, w tajemnicę wchodzimy z bojaźnią Bożą. Nikodem tamtej nocy zmienia się dzięki temu spotkaniu z Jezusem.

Noc wskazuje na ciemności. To jest ciekawe – osiem razy czytamy w Ewangelii św. Jana o nocy. Osiem razy występuje słowo „ciemności” – skotija i raz w liczbie mnogiej – skotos. I prawie zawsze w Ewangelii św. Jana chodzi o – jak już wspomniałem – ciemności w znaczeniu duchowym. Już w 4 i 5 wersecie pierwszego rozdziału swej Ewangelii św. Jan dwa razy napisze słowo „ciemność”, ale od razu doda, że w tej ciemności świeci światło i że ciemność jej nie ogarnęła, nie stłumiła, nie posiadła, nie wchłonęła w siebie. Możemy być spokojni, nasza wiara prowadzi nas zawsze do tego, który jest Światłością. Mogę być w największych ciemnościach, potwornych ciemnościach życia, ale jeśli siłą wiary zbliżam się do Niego, mogę być spokojny. On, który jest Światłością nie dopuści, aby ciemności mnie pokonały, cokolwiek one oznaczają. Mogą to być ciemności grzechu, moich wątpliwości, jakiegoś buntu, ciemności w powołaniu, ciemności w miłości. Ciemność i światło są zawsze w radykalnej opozycji. I światłość jest tą, która zapanowała, kiedy Bóg stwarzał świat. Pierwsze, co powiedział: „Niech się stanie światłość” (Rdz 1, 3) i On powtarza nieustannie te słowa także nad nami. Ilekroć mamy chwile trudne, potworne ciemności, zawsze możemy powtarzać za Bogiem: „Niech się stanie światłość” (Rdz 1, 3). Być może właśnie po to światło przyszedł Nikodem.

Zapytajmy, czym jest ciemność, którą tyle razy przywołuje św. Jan. Z pewnością nie ma on na myśli jedynie tej ciemności zewnętrznej. Otóż u św. Jana ciemność oznacza przede wszystkim brak światła. Kiedy nie ma światła, poruszanie staje się trudne, czasami w ogóle niemożliwe. Łatwo się potknąć, przewrócić. Ewangelista Jan przemawia do naszej wyobraźni w ten sposób. W naszej wyobraźni pojawia się ktoś, kto znalazł się w ciemnościach, bo zgubił światło. Czuje się ciemnościami osaczony, próbuje się ratować, wyciąga ręce, ostrożnie stawia kroki, bo wie, że za chwilę może się o coś potknąć i przewrócić. Czasami ten brak światła nie wynika jedynie z jakichś doświadczeń niezależnych od nas. Czasami ten brak światła może rodzić się z mojego osobistego zaniedbania. Straciłem kontakt ze Źródłem, przestałem Go szukać, przestałem się modlić, przestałem Mu wierzyć, zacząłem polegać jedynie na sobie. Przychodzi taki moment, kiedy w życiu z ciemnościami zderzamy się jak ze ścianą i potrzebujemy światła, rozumiejąc, że my go nie mamy w sobie. I być może te ciemności paradoksalnie są jakimś błogosławionym momentem, który sprawia, że zaczynamy na nowo szukać światła jak Nikodem. Że zaczynamy z utęsknieniem wołać za tym światłem. Nieraz się przekonałem, towarzysząc innym, ale myślę, że mogę także się odwołać do mojego doświadczenia, że nigdy bardziej nie tęskniłem, czy inni nie tęsknili za Bogiem i chcieli do Niego wracać, jak właśnie w doświadczeniu jakiegoś wielkiego cierpienia, być może zwłaszcza tego, które ja sam spowodowałem w moim życiu.

Nikodem przypomina ślepego z dziewiątego rozdziału Ewangelii św. Jana i nie chodzi wcale o mroczny obraz złych rzeczy, nie chodzi o ciemną stronę jego ludzkiej natury zranionej przez namiętność i pożądliwość. Ta ślepota ma inne znaczenie. Nie należy patrzeć na Nikodema tak jak uczniowie patrzyli na niewidomego człowieka, pytali: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy, on, czy jego rodzice?”(J 9, 2). A Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby na nim się objawiły sprawy Boże” (J 9, 3). Kiedy patrzymy na ludzi cierpiących, tak cierpiących, jak ten niewidomy w dziewiątym rozdziale, kiedy patrzymy na ludzkie nieszczęścia, nieraz może nas najść pytanie: co się takiego zdarzyło niedobrego w jego życiu, co on sam złego zrobił, że musi tak cierpieć? Czasami przychodzi do nas myśl, którą trzeba od razu od siebie odganiać – Pan Bóg go ukarał, Pan Bóg go teraz upomniał cierpieniem. Nie mogę nigdy uwierzyć w takiego Boga. Nie wierzę w Boga, który karze. Wierzę w Boga, który kocha, miłuje. Także w naszym grzechu, kiedy przychodzi do nas, to nie przychodzi nas ukarać, bo największą karą jest nasz grzech, kiedy gubimy się, kiedy z jakiegoś własnego zawinionego powodu cierpimy, to karą jest to, co sami sobie zgotowaliśmy i Bogu nie należy przypisywać żadnej kary i karania. Bóg przychodzi, pochyla się nad nami i nas podnosi z tych ciemności, jak podnosi Nikodema tamtej nocy, kiedy przyszedł do Niego jak zagubione dziecko.

Miłowani mimo nędzy

A więc, jakie sprawy Boże mają się nam objawić na Nikodemie, który chociaż jest nauczycielem, przewodnikiem duchowym Izraela, ma niewidzącą duszę? Czasami Pan Bóg pozwala nam przeżyć pewne trudne doświadczenia i w nich objawia się Jego chwała. Najpiękniejsze doświadczenia spotkania z Bogiem w moim życiu, pamiętam właśnie z czasu, kiedy moja dusza najbardziej cierpiała. I nie dlatego, że to Pan Bóg powoduje to cierpienie duszy, albo czeka na nasze cierpienie, byśmy chcieli się z Nim spotkać. Nie. On wchodzi w każdą sytuację, każdy moment historii naszego życia, by tam nas zbawiać, by tam nam dawać światło, byśmy się przekonali w naszej bezsilności, że On nas kocha bezinteresownie.

Przypomina mi się św. Faustyna, ma 33 lata, gdy umiera. My wiemy, w jakich konwulsjach, w jakich cierpieniach umierała. Pluła krwią, pociła się, traciła oddech, umierała na gruźlicę. A przeżyła wtedy jedne z najpiękniejszych rekolekcji, w szpitalu na Prądniku, rekolekcje, które dawał jej sam Jezus. Ale wydaje się, że największe cierpienie i największe łaski przeżyła, kiedy doświadczała własnej nędzy. Nieraz o tym pisze w „Dzienniczku”, że ta nędza była jak noc. Mówiła: „Jestem nędzna, jestem nędzą”, a Jezus jej nigdy nie poprawiał, nie korygował, nigdy nie mówił: „Faustyno, przesadzasz, wcale nie jesteś taka nędzna”. Nawet – zapisała to w „Dzienniczku” – potwierdził: „Tak, wiem, że jesteś nędzna, ale zobaczysz, że w samym środku twojej nędzy najbardziej poznasz mój najpiękniejszy przymiot – miłosierdzie”.

Dlaczego tak? Czyżby dlatego, że Bóg czeka najpierw aż poczujemy się nędzni, aby nam objawił Siebie? To jest ludzkie myślenie, które nie ma nic wspólnego z Biblią ani z Bożym objawieniem. Prawda jest taka, że wtedy, kiedy w naszej nędzy doświadczamy, że już nie mamy znikąd oparcia, że już nie możemy sami sobie gwarantować czegokolwiek, że naprawdę jesteśmy bezsilni i że możemy tylko wołać do Niego, wtedy dzieje się coś najpiękniejszego w naszym życiu. Wtedy właśnie, w samym środku nędzy, czujemy się najbardziej miłowani. Bo przecież wiemy, że nie ma w nas żadnego powodu, żadnej zasługi, dla której Bóg miałby nas kochać, a kocha nas. Kocha nas niezależnie od naszych stanów duszy, życia. Kocha nas, bo nas stworzył. Kartezjusz powiedział: „Myślę, więc jestem”. To jest myślenie i mówienie filozofa, pewnie dla niego ważne i słuszne. Ale homo Biblicus (człowiek Biblii) powie inaczej: „Jestem miłowany, więc jestem”. Myślę, że takim się poczuł tamtej nocy Nikodem. Nie poczuł się ważny dlatego, że był dostojnikiem żydowskim i że w narodzie miał prawdopodobnie wielki autorytet i bogactwo. Nie, on poczuł się ważny, poczuł się kimś, bo tamtej nocy poczuł się miłowany. Chociaż była noc w jego duszy, to nagle zobaczył spojrzenie Mistrza, Rabbiego, które go przeszyło i mógł się rodzić na nowo, a przynajmniej Jezus mu to obiecywał, że może narodzić się na nowo. On kompletnie niczego nie rozumiał z tej mowy Jezusa, ale jestem przekonany, że wyszedł z tej rozmowy już inny. Chociażby jest taki dowód na to: już blisko męki Jezusa, kiedy faryzeusze nastają na Jezusa i szukają sposobności jakby Go osądzić i wydać na śmierć, to właśnie Nikodem wziął w obronę Jezusa, potrafił głośno i publicznie zaświadczyć na Jego korzyść. Coś się zmieniało w duszy tego człowieka. Jezus stawał się mu coraz bliższy aż do tego dnia, kiedy uczestniczył w Jego pogrzebie. Jak przyjaciel w pogrzebie przyjaciela.

Pytania i odpowiedzi

Pobądźmy z Nikodemem, który w nocy przychodzi do Jezusa. Ten światły Nikodem znalazł się w środku ciemności, zaczyna stawiać pytania jak dziecko w pierwszym okresie życia. Jezus nigdy nie zostawia człowieka bez odpowiedzi. Lecz do odpowiedzi trzeba dorosnąć. Czasami pytania w naszym życiu, w naszej wierze znaczą więcej niż odpowiedzi. Są takie pytania, które pozostają z nami do końca życia i wychowują nas do pokory i do szacunku dla tajemnicy. Naprawdę są takie pytania w naszym życiu, które pozostaną ważniejsze od odpowiedzi. Ale są też pytania takie, na które On daje nam odpowiedź, jak dał Nikodemowi. Wiemy, że Nikodem potrzebował czasu, by tę odpowiedź zrozumieć. Są więc też takie odpowiedzi, które słyszymy w Biblii, na kazaniach, słyszymy od innych, ale to jeszcze nie czas dla nas, by je zrozumieć, potrzebujemy czasu, nieraz być może nawet się denerwujemy, że ktoś tak łatwo odpowiada. Nie lubię takich łatwych odpowiedzi w sprawach wiary, szanuję tych, którzy tych odpowiedzi nie mają, którzy nieraz bardziej szukają niż rozumieją. Dlatego te pytania Nikodema są dla nas bardzo ważne, są pocieszające.

Mam prawo do każdego pytania, które mogę Bogu postawić, ale mam prawo także dorastać do odpowiedzi. Mogę czytać Boże Słowo, słuchać mądrych ludzi i nadal nie rozumieć. Jezus potrafi czekać aż zrozumiemy, aż dorośniemy do odpowiedzi. „Duch wieje, kędy chce” – mówi Jezus do Nikodema. Jest jak wiatr: „Szum jego słyszysz, ale nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha” (J 3, 8). Przecież myśmy się narodzili z Ducha, należymy, do wierzących, ochrzczonych, a więc także do tych, którzy nieustannie – jak mówi Jezus do Nikodema – usiłują chodzić drogami Ducha. W wierze nie ma pewników, w wierze więcej jest pytań niż pewników. Jest tylko Ktoś jeden, który nas pewnością napawa. To sam Bóg. Tylko On. Słusznie mówi w jednym ze swoich wierszy ks. Jan Twardowski: „Boga się nie udowadnia, w Boga się wierzy”. Jezus nie udowadnia niczego Nikodemowi. Jezus pomaga Nikodemowi uwierzyć.

Nie szukajmy dowodów na istnienie Boga w jakichś cudownych wydarzeniach, bo nie jest tak, że nasza wiara potrzebuje cudów. Jest dokładnie odwrotnie – to cuda potrzebują wiary. Bo cuda dokonują się nieustannie na naszych oczach. Jakże porusza mnie życie ludzi, którzy nieraz bardzo cierpią. Nie zapomnę s. Rozetty, do której jako młody ksiądz chodziłem z Komunią Świętą. Widziałem w tej zakonnicy umierającej na raka oczy pełne nieba. Patrząc od strony świata, od strony mojej, młodego wówczas człowieka, można by pytać, gdzie tutaj jest jakikolwiek cud i cudowne Boże działanie? A ja widziałem cud w tej kobiecie ponieważ ona w swoim życiu pełnym cierpienia dostrzegała Boga. To był wielki cud. Nie da się tego wyjaśnić ani wytłumaczyć. Siostry, które żyły obok niej, mówiły, że Rozetta to jest święta zakonnica. Jeśli mówią o tym, ci, którzy żyją na co dzień z taką osobą, to znaczy, że taką była. Ona uczyła mnie wiary i to był prawdziwy cud. Chodziłem do niej jako młody ksiądz i uczyłem się od niej wiary. Wiary, miłości do Boga, który pozwalał jej tak cierpieć. To cierpienie pozostawało w jej życiu tajemnicą. Kiedy zmarła, jej przyjaciółka przyniosła mi listy. Chciałbym przeczytać jeden list, który s. Rozetta napisała do Pana Jezusa. To było już po latach doświadczeń cierpienia, ponad 30 lat spędziła w łóżku. Panu Jezusowi postawiła pytanie, na które z pewnością odpowiedź otrzymała w Wieczności. Może kiedy zamknęła oczy i od razu je otwarła – tak sobie wyobrażam śmierć, przejście do życia – wtedy usłyszała tę odpowiedź, na którą czekała całe życie. A pytanie brzmiało: „Panie Jezu, wytłumacz mi dlaczego, skoro wiedziałeś, że będę cierpiała tyle lat, że tyle lat spędzę w łóżku, (a była kobietą niezwykle utalentowaną, po Akademii Sztuk Pięknych), powiedz mi dlaczego Ty mnie powołałeś do zgromadzenia czynnego, apostolskiego, dynamicznego?”. Myślę, że odpowiedź, którą teraz się cieszy, a która pewno przyszła od Jezusa, być może dopełniła tego wszystkiego, co już nosiła w sercu, kiedy umierała.

Jezus cierpliwie słucha

Nikodem reprezentuje i s. Rozettę i nas wszystkich, każdego człowieka bez wyjątku. Jezus wiedział, że do końca czasu, aż do dnia, w którym zamilkną już wszelkie pytania, będzie nas cierpliwie słuchał, nas – potomków Nikodema. Jezus kiedy rozmawia z Nikodemem, przechodzi od tonu bardzo osobistego „Ty” do tonu uniwersalnego „Wy”. Od „Wy” do „jeśli ktoś”, czyli „każdy”. A więc ta nocna rozmowa nie jest tylko rozmową Nikodema z Jezusem. Ta nocna rozmowa w trzecim rozdziale Ewangelii św. Jana jest jak lustro, w którym możemy przeglądnąć się i zobaczyć z bliska naszą wiarę, nasz stan duszy, nasze spotkania z Jezusem, nasze pytania do Niego. I obyśmy nauczyli się jak Nikodem cierpliwie czekać na odpowiedź, która przyjdzie w swoim czasie. Prośmy Boga, abyśmy odtąd bardziej także pokochali noce, te noce, którym On nadaje sens, te noce, których znaczenie zna tylko Bóg. Życzę Wam i sobie, aby nocne rozmowy Nikodema z Jezusem powtarzały się także w naszym życiu, byśmy z tych rozmów wychodzili bardziej umocnieni, rozświetleni obecnością Tego, który zna serca i nikt Mu nie musi niczego mówić, On wie, co dzieje się w naszych sercach.


Zobacz całą zawartość numeru

Autorzy tekstów, pozostali Autorzy, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2023nr11, Z cyklu:, Biblijne co nieco

nd pn wt śr cz pt sb

28

29

30

31

1

2

3

4

5

7

8

9

10

12

14

15

17

19

20

21

22

23

24

26

27

28

29

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dzisiaj: 27.02.2024