Pod skrzydłem Anioła

O tym, że sztuka może stać się terapią i wrotami do samodzielnego życia opowiada historia Ryszarda Dasiewicza. To artysta tworzący grafiki, nazwany Nikiforem z gliwickiej Cepelii.

zdjęcie: Aleksander Smoliński

2021-12-01

Jesteśmy w pracowni plastycznej Młodzieżowego Domu Kultury w Gliwicach. Zapach farb miesza się z wonią gorącej herbaty. Głównym „dowódcą” tego miejsca jest pan Aleksander Smoliński, zawsze na miejscu, zawsze służący dobrą radą. Człowiek, z którym można porozmawiać o wszystkim. A przy stole, pochylony, w pełnym skupieniu, pracuje artysta. Prawdziwy artysta, wkładający w swoją sztukę całe swoje serce – Ryszard Dasiewicz.

Ryśka zna chyba każdy, kto w ciągu ostatnich 20 lat przewinął się przez pracownię pana Olka. Jego obecność jest stałym elementem tego miejsca. Zna imiona wszystkich pojawiających się tu osób, zawsze się przywita. Gdy zanurzy się w swojej pracy, sprawia wrażenie, jakby był nieobecny, zajęty jedynie grafiką. Bo to właśnie grafiki Rysiek tworzy. Najpierw szkicuje ołówkiem pomysł, a następnie pieczołowicie w linoleum wycina dłutem przeróżne kształty.

Mama na medal

Mama Ryśka, pani Bożena Błaszczyk, jest dla syna nie tylko mamą. Jest także jego terapeutką, nauczycielką, przewodniczką w życiu. Walkę o godne życie dla niego rozpoczęła już w jego dzieciństwie. Rysiek urodził się bowiem z głębokim autyzmem. Bardzo wcześnie pani Bożena zauważyła, że syn nie rozwija się tak, jak inne dzieci. Później osiągał poszczególne etapy rozwoju, miał ogromny problem z komunikacją – wydawał nieokreślone dźwięki, mówił do siebie. W latach osiemdziesiątych, na które przypadło wczesne dzieciństwo Ryszarda, autyzm był w Polsce pojęciem mało znanym. Lekarze późno zdiagnozowali tę chorobę. Pani Bożena musiała się zmierzyć także z brakiem specjalistów, zajmujących się tym problemem. Wielu ludzi okazywało jej jednak życzliwość i pomagało. Kochająca mama postawiła sobie za cel pomoc synowi. Na pytanie czy na początku było ciężko poradzić sobie z tym wszystkim, odpowiada: – Ja nie mogę powiedzieć, że było ciężko. Dla mnie to, że trzeba walczyć, było czymś normalnym. Tak się poukładało nasze życie. Jestem zdania, że wszystko się dzieje w jakimś celu.

Przełomowym momentem, o którym pani Bożena często opowiada, była próba ukazania Ryśkowi jego zachowania z innej perspektywy. Wieczorami, gdy wracali do domu, kobieta wybierała mniej uczęszczane ulice i naśladowała reakcje syna. Mówiła do siebie, wykonywała dziwne ruchy. W pewnym momencie Rysiek zaczął upominać mamę, zauważył niestosowność tego co robił. Od tego czasu chłopak powoli zaczął zmieniać sposób komunikowania się ze światem.

Ogromnym wyzwaniem był każdy etap edukacji. Młody chłopak różnił się bowiem od innych dzieci. Panicznie reagował na zmiany, nie potrafił się dostosować do ogólnie przyjętych zasad społecznych. Nauczyciele nie zawsze umieli mu pomóc. Rysiek zaczął mówić dopiero w ósmym roku życia, przez co pedagodzy nie chcieli go przyjąć do publicznej szkoły. W tej kwestii bardzo pomogła Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Gliwicach. Pracująca w niej psycholog, pani Wiktoria Gomola, rzetelnie podeszła do terapii chłopaka. Dzięki zaleceniom poradni przyznano mu indywidualny tok nauczania, uczestniczył jednak w lekcjach wraz z innymi dziećmi. W pierwszej klasie w szkolnej ławce siedziała z nim mama,  później był już na tyle samodzielny, że dawał sobie radę sam. Dużą pomocą okazali się jego wychowawcy w szkole podstawowej. Ryśkowi udało się skończyć najpierw podstawówkę, a później liceum.

Wychowany w Cepelii

Duży wpływ na tematykę, którą Rysiek zajmuje się w sztuce, a także na sposób jej realizacji, miało miejsce pracy jego mamy. Pani Bożena pracowała bowiem w gliwickiej Cepelii. Kto choć raz przekroczył próg tego niezwykłego sklepu wie, że można tam było znaleźć sztukę ludową w najróżniejszej postaci – od serwetek i koralików, poprzez drewniane szkatułki, aż do strojów regionalnych. Ryszard spędzał w tym miejscu całe dnie i to od wczesnego dzieciństwa. Był dosłownie zanurzony w tej stylistyce, ornamentyce, sposobie ozdabiania świata. W sklepie był zaznajomiony ze wszystkimi artykułami. Zawsze wiedział co podać klientowi, na pamięć znał ceny produktów. Pokochał sztukę, a także historię. Z czasem zaczął czytać, a w zasadzie pochłaniać, książki związane z tą tematyką.

Terapia przez sztukę

Rysiek w swoim życiu trafiał na nauczycieli, którzy potrafili zaszczepić w nim pasję. I tak, dzięki pomysłowi wychowawczyni ze szkoły podstawowej, pani Anny Kowalik, zainteresował się sztuką. Stała się ona dla niego formą terapii. Pierwsze kroki w nauce rysunku, już w szóstej klasie, Ryszard stawiał w pracowni pani Ewy Kowalczyk. Po czterech latach, gdy nastąpił u niego kryzys pracy twórczej, trafił pod skrzydła pana Aleksandra Smolińskiego. Młodzieżowy Dom Kultury w Gliwicach od 2002 r. stał się drugim domem młodego chłopaka. Szczególnie upodobał on sobie tworzenie za pomocą techniki linorytu. Proces powstawania grafiki jest żmudny, ale daje wiele satysfakcji. Trzeba zacząć od stworzenia szkicu – rysunku, który następnie odwzorowuje się w linoleum za pomocą dłut. Rysiek zdecydowanymi ruchami najpierw kreśli ołówkiem koncepcję. Nieraz powstaje kilka projektów, zanim wybierze ten właściwy. W skupieniu przechodzi później do wycinania swojego pomysłu. W „dłutowaniu”, jak mówi, odnajduje spokój i wyciszenie. Gdy wycięta matryca jest już gotowa, nakłada się na nią farbę i w prasie drukarskiej, na papierze, odciska grafikę. Złożony proces tej artystycznej techniki zafascynował młodego artystę i stał się jego głównym sposobem opisywania rzeczywistości poprzez sztukę.

Rysiek w dużej mierze zajmuje się tematyką religijną. Jego grafiki ukazują historie biblijne, Maryję, postaci aniołów, świętych, czy Świętą Trójcę. Nierzadko na linorycie pojawiają się też kielichy, Hostia, krzyże, monstrancje, ornaty, świece czy ołtarze. Artysta sięga także po bardziej przyziemne tematy. Tworzy m.in. wizerunki swojej ukochanej kotki, zwanej Kicią, która towarzyszy mu przez większość czasu.

– Często jest tak, że jakieś prace są robione na konkurs o konkretnej tematyce. Rysiek ma wtedy większą motywację do tworzenia. Nierzadko trochę podsuwam mu jakiś temat. Czasem pomaga mi projektować scenografię do jakiegoś spektaklu, czasem jakiś plakat. Stworzył na przykład ilustracje do książeczki i teatru cieni „Kuba, Młynarz i inni, czyli o tym, co naprawdę się działo we młynie nad Dramą”. Przez to, że tyle czasu spędzał w Cepelii, to w jego pracach pojawia się też wiele elementów ludowych – opowiada pan Aleksander. Sam Ryszard, zachęcany pytaniami, dodaje: – Pomysły przychodzą mi do głowy też w kościele. Rozmyślam i wpadam na temat jakiejś grafiki.

W pracowni pana Smolińskiego zawsze dużo się dzieje. Nieraz toczą się tu rozmowy na przeróżne tematy. Rysiek w tym czasie spokojnie zajmuje się swoją pracą. Jest jednak uważnym słuchaczem, z niezwykłą podzielnością uwagi. Gdy tylko coś go zainteresuje, dopowiada rozmaite ciekawostki, uzupełnia daty czy miejsca jakichś wydarzeń. Ma niesamowitą pamięć. Jego mama twierdzi, że wręcz fotograficzną.

Ryszard w sztuce doznaje nie tylko spokoju i ukojenia. Dzięki wizytom w pracowni, a także licznym wystawom, na których prezentowane były jego prace, ma kontakt z ludźmi, szlifuje swoje umiejętności społeczne. Bez wątpienia, niezwykle ważna jest w jego życiu postać pana Olka. Jest on dla Ryśka przewodnikiem po świecie sztuki. Opowiada o artystach, wprowadza w techniki graficzne. Ważna jest także sama obecność, bycie razem, wspólne spędzanie czasu. Zaufanie, którym bez wątpienia Ryszard darzy swojego pedagoga, jest niezbędne do zbudowania prawdziwej, szczerej relacji.

Nikifor z gliwickiej Cepelii

Twórczość Ryszarda jest stale doceniana przez środowisko artystyczne. Swoją pierwszą nagrodę młody chłopak zdobył w wieku 16 lat. Było to I miejsce w konkursie organizowanym przez Pałac Młodzieży w Katowicach „Jesienne pejzaże”. Później pojawiały się kolejne liczne sukcesy i nagrody, a także wystawy – najpierw zbiorowe, a następnie indywidualne, w większości tworzone w lokalnym, gliwickim środowisku oraz na terenie kraju i poza jego granicami. Prezentowane były na nich liczne prace Ryszarda, poruszające przeróżną tematykę, od aniołów, poprzez prace związane z historią druku, motywy ludowe, aż po jego ukochane koty. Znacznym wyróżnieniem była w 2015 r. indywidualna wystawa w Muzeum Historii Katowic – „Ryszard Dasiewicz – Nikifor z gliwickiej Cepelii”, prezentowana później w galerii „Muflon” w Ustroniu.

W tym roku Ryszard skończył 40 lat. Mieszka z mamą, ale jest samodzielny. Stale rozwija się twórczo, bierze udział w nowych przedsięwzięciach. Właśnie rozpoczyna pracę nad wyjątkową kartką na Boże Narodzenie, którą ma stworzyć na specjalne zamówienie. Ma ona przybrać formę rozkładanej szopki przestrzennej. Rysiek zajmie się stworzeniem grafiki do tego projektu. Zapytany o inne plany, odpowiada zwięźle: – Cały czas coś tworzę.

Odwiedziliśmy wspólnie stałą wystawę jego grafik „Jakubowe sny” w wieży kościoła p.w. Wszystkich Świętych w Gliwicach. Po wspięciu się po niemal 200 spiralnych schodach wchodzimy do zacisznego pomieszczenia z potężną drabiną. Atmosfera jest tutaj niesamowita. Prace Ryszarda na tle surowych cegieł gotyckiej fary nabierają wyjątkowego charakteru. Artysta wspomina wernisaż wystawy, który odbył się podczas gliwickiej „Art nocy”. Utworzoną w 2018 r., w ponad sześćdziesięciometrowej wieży galerię, odwiedziły tłumy. Widać, że takie momenty dostarczają Ryśkowi wiele radości. Oby jego zapał do tworzenia nie minął, a prostota i chwytający za serce urok jego prac mogły nas nadal zachwycać.

Galeria grafiki i wieża widokowa, z której można podziwiać piękny widok na Gliwice i okolice, dostępna jest z przewodnikiem PTTK, który dodatkowo opowiada historię miasta oraz kościoła p.w. Wszystkich Świętych.


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, Markowicz Magdalena, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2021nr12, Z cyklu:, Panorama wiary

nd pn wt śr cz pt sb

28

29

30

1

2

3

5

11

12

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

Dzisiaj: 26.05.2024