Lęk i nadzieja

Szk oła modlitwy. Najczęściej wypowiadanym słowem Boga, skierowanym do człowieka jest wezwanie: „nie lękaj się”. Aż 365 razy mówi tak do nas Bóg w Biblii. Jakby chciał nam to przypominać każdego dnia.

zdjęcie: WWW.CANSTOCKPHOTO.PL

2019-08-01

Święty Paweł pisze: „Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez nałożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadec­twa Pana naszego ani mnie, Jego więź­nia, lecz weź udział w trudach i prze­ciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!” (1 Tm1, 6-8).

Boimy się nie tylko, gdy mamy za­świadczyć o Chrystusie i o Jego nauce, zwłaszcza w środowisku nam nieprzy­chylnym. Lęk bliski jest człowiekowi w różnych innych okolicznościach jego życia, od narodzin, a może i wcześniej, aż po ostatnie chwile. Lęk związany jest z naszym rozwojem, z przeży­wanymi trudnościami, problemami, niebezpieczeństwami, z realizowaną misją. Człowiek boi się choroby, samot­ności, śmierci. Lęk jest wielkim cierpie­niem, które nas dotyka. To z jednej stro­ny. Z drugiej strony, można powiedzieć, że lęk, podobnie jak ból, to „system alar­mowy”, w który wyposażony jest czło­wiek. Pisał tak znany polski psychiatra Antoni Kępiński w książce „Lęk”. Ten wewnętrzny system alarmuje człowieka przed grożącym niebezpieczeństwem i każe mu albo ominąć źródło lęku, albo przekroczyć go. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Przeżywając długotrwały lęk, można skarłowacieć.

Rodzaj lęku zależy od poziomu reli­gijności i moralności człowieka. Inaczej boi się człowiek, który źle postępuje, a inaczej człowiek dobry. Człowiek, któ­ry popełnił jakąś niegodziwość, boi się konsekwencji, wymiaru sprawiedliwości itp. W przypadku człowieka dobrego sytuacja jest inna. Hiob jako człowiek sprawiedliwy, ogołocony ze wszystkiego, cierpi. Boi się Boga.

Czym jest lęk?

Najkrócej odpowiadając: to jeden z rodzajów negatywnych przeżyć emo­cjonalnych człowieka. Jest reakcją na zagrożenie, niebezpieczeństwo. Wyraża się napięciem, niepokojem, trwożliwym oczekiwaniem. Przeciwieństwami lęku i strachu są nadzieja, ufność, pokój we­wnętrzny, poczucie bezpieczeństwa. Nadzieja jest postawą, która kieru­je człowieka w stronę jakiejś cennej wartości, np. ku spotkaniu z Bogiem, o którym wiemy, że nas miłuje, ku spo­tkaniu z Maryją. Benedykt XVI napisał kiedyś, że „poznać Boga – prawdziwego Boga – oznacza otrzymać nadzieję.”

Sytuacje związane z chorobą gene­rują wiele lęków u chorego, jak i w jego rodzinie. Rodzą pytania: czy damy radę zabezpieczyć właściwą opiekę chore­mu, czy zrobiliśmy wszystko, aby ulżyć mu w cierpieniu, czy nie byliśmy zbyt pobłażliwi, albo i na odwrót, zbyt wy­magający? Te i podobne pytania stawia sobie rodzina chorego.

Każdy boi się po swojemu

Tak jak każdy kocha i cierpi po swo­jemu, również po swojemu się boi. Lęk jest doświadczeniem indywidualnym. To, czego się boimy i jak głęboki jest nasz lęk, zależy od wielu czynników: od dotychczasowej historii życia, od środowiska rodzinnego, od struktury psychofizycznej, od własnych potrzeb, oczekiwań, pragnień, zawodów życio­wych, podtrzymywanych urazów, od wiary… Lęk przejawia się w różny spo­sób. Poprzez przyspieszone bicie serca, szybszy oddech, pocenie się, drżenie rąk i nóg. Niekiedy powoduje wzmożenie naszej aktywności, czasem ją zakłóca. Zastanówmy się, czego boimy się dzi­siaj? Co spędza sen z naszych powiek?

Bojaźń Boża

Jeden z rodzajów lęku ma pozytywną wartość. Dobrze przeżyty, nie rozbi­ja człowieka. Właściwie nie mówimy w przypadku takiej postawy o lęku, ale o bojaźni – bojaźni Bożej. Więcej, to jeden z darów Ducha Świętego! Bo­jaźń Boża nie jest tylko jakimś krót­kotrwałym przeżyciem. Nie jest także strachem przed Bogiem, przed którym mamy uciekać (jak zareagowali pierwsi rodzice w Edenie po grzechu, jak zare­agował Judasz po zdradzie).

Bojaźń Boża ma źródło w miłości Boga i w miłości do Boga. Osoby, którą faktycznie kocham, nie chcę skrzyw­dzić. Znam ją i dlatego boję się, by nie zadać jej bólu. Bojaźń Boża jest więc taką uzasadnianą obawą przed Bogiem, by nie zranić Go grzechem. Im głębszą mam relację z Bogiem, im bardziej po­znaję Jego miłość, tym bardziej poznaję moją ludzką nędzę, tym bardziej chcę pracować nad sobą, by nie zranić Tego, którego kocham i o którym wiem, że kocha mnie.

Bojaźń Boża wyraża się również uzasadnioną obawą, refleksją, czy do­brze wypełniam swoje powołanie, jako rodzic, kapłan, pielęgniarka, lekarz? Czy z godnością przeżywam stan swojej cho­roby, niepełnosprawności i starości? Czy nie wykorzystuję niepełnosprawności na swój własny użytek? Obawa ta, którą nazwałem także refleksją, nie paraliżuje człowieka, ale wyostrza rozeznanie.

Katechizm Kościoła tak tłumaczy, czym jest bojaźń Boża: „Praktykowa­nie życia moralnego ożywianego przez miłość daje chrześcijaninowi duchową wolność dzieci Bożych. Nie stoi on już przed Bogiem z lękiem jak niewolnik, ani jak najemnik oczekujący zapłaty, lecz jak syn, który odpowiada na miłość Tego, który «sam pierwszy nas umi­łował» (1 J 4, 19): Albo odwracamy się od zła z obawy przed karą – jesteśmy wtedy jako niewolnicy; albo też zachęca nas nagroda – jesteśmy wtedy podobni do najemników. Albo wreszcie jesteśmy posłuszni dla samego dobra i dla miłości Tego, który rozkazuje... a wtedy jesteśmy jako dzieci (św. Bazyli z Cezarei)”.

W jaki sposób człowiek ucieka od lęku?

Powróćmy do lęku. Powoduje on psychiczne napięcie i zmęczenie. Pra­gniemy od tego przykrego doświadcze­nia uciec. Jan Galarowicz pisze o kilku niewłaściwych sposobach ucieczki przed lękiem. Jednym z nich jest odurzenie go. Istnieje cała paleta środków odurzających, znieczu­lających i uspokajających. Alko­hol, narkotyki, zajadanie się… Człowiek koi ból lęku ucieczką w pracę, gromadzeniem, konsu­mowaniem dóbr materialnych, życiem w stanie „ciągłych wakacji”, do­znawaniem licznych i różnorodnych wrażeń przez powierzchowne kontak­ty towarzyskie, bierne korzystanie ze środków audiowizualnych, niewłaściwe, uzależniające korzystanie z internetu. Jednym z lęków współczesnego człowie­ka jest lęk przed pustką egzystencjalną. Im bardziej ów lęk się powiększa, tym większa siła pcha człowieka do tego, by tę pustkę i zagłuszyć. Człowiek jednak nigdy nie zdoła całkowicie odurzyć lęku.

Inną, niewłaściwą drogą ucieczki przed lękiem, jest racjonalizowanie go. Kierowany lękiem człowiek tłumaczy sobie i innym ludziom, że jego zacho­wanie jest motywowane pobudkami racjonalnymi i wzniosłymi. Przed lękiem niektórzy bronią się także zaprzecze­niem przeżywania go. Z zaprzeczeniem tym może łączyć się nawet pewna doza pewności siebie, zewnętrznego opano­wania. Taki człowiek często nie jest do­stępny dla otoczenia. Z zaprzeczeniem przeżywania lęku wiąże się także bra­wura. Nierzadko młodzi ludzie lękliwi i niepewni siebie, decydują się na upra­wianie twardego i wymagającego dużej odwagi sportu jakby dla zaprzeczenia swojej wewnętrznej wrażliwości i kru­chości. Wspomniane ucieczki od lęku nie są dobre. Powodują wiele dalszych zagrożeń.

Jak radzić sobie z lękiem?

Punktem wyjścia jest uświa­domienie sobie jego istnienia. Po prostu powiedzieć sobie: „boję się, potrzebuję pomocy”. Z tym doświadczeniem idę do Boga, do Jego Słowa. „Słowo Boże nie zna lęku przed lękiem” – pisał w książce „Chrześcijanin i lęk” wielki teolog XX wieku Hans Urs von Balthasar. Pismo święte przywołuje wiele historii ludzi, którzy w historii zbawienia odegrali wielką rolę, a którzy – podobnie jak my – bali się. Sama droga wiary, przez którą Chrystus prowadził apostołów, była drogą przechodzenia przez kolejne progi lęku. Aż po ten najtrudniejszy – mękę i śmierć Chrystusa. I aż po śmierć samych apostołów również nieraz po­przedzoną męką.

Najczęściej wypowiadanym słowem Boga skierowanym do człowieka jest we­zwanie: „nie lękaj się”. Aż 365 razy mówi tak do nas Bóg w Biblii. Jakby chciał nam to przypominać każdego dnia. Jednak nawet najmocniejsza wiara nie neutra­lizuje wszystkich lęków. Niekiedy Bóg dopuszcza na człowieka ciężkie próby... „Podobnie jak dżuma w powieści Alberta Camus, także obozy zagłady pomogły «urosnąć tylko niewielu»” – pisał o. Józef Augustyn SJ. „Większość została zmiażdżona cierpieniem”.

Również Bóg się bał

Lęk nie był obcy Chrystusowi. Po­dobnie jak inni ludzie zmagał się z nim. Doświadczył trwogi konania. Ewange­lista zanotował, iż Jego pot w Ogrójcu był jak gęste krople krwi sączące się na ziemię. Jezus nie uciekał od lęku. Nie wstydził się przyznać do trwogi. Nie udawał nadludzkiego bohatera – twardego i nieczułego wobec cierpienia. Doświadczając trwogi, szukał pomocy. Najpierw u swoich uczniów. To dla nas bardzo ważna podpowiedź, aby w sy­tuacji lęku, szukać pomocy u mądrych ludzi. W rodzinie, u lekarza, u spowied­nika, u kierownika duchowego. To także ważna wskazówka dla kapelanów hospi­cyjnych, aby na każde wezwanie chorego przyjść do niego. W sytuacji choroby terminalnej wzmaga się lęk przed śmier­cią. Każda więc wizyta duszpasterska – nawet ta „nadliczbowa” – jeśli o nią prosi pacjent, jest bardzo ważna. Obec­ność innych osób, zwłaszcza rodziny, przynosi zazwyczaj ulgę choremu. Lęk nieco maleje. W poczuciu ludzkiej soli­darności chory czuje się silniejszy.

Jezus szukał pomocy u apostołów. Nade wszystko szukał jej u swojego Ojca, z którym był głęboko zjednoczony. Jezus potrafił przezwyciężyć lęk, swój i całego świata. Wziął Go na siebie. Wziął na siebie także mój i Twój lęk. Zatrium­fował na krzyżu. W zamian dał nam swój pokój wewnętrzny. Uczynił to, bo pragnął odkupić człowieka, bo ukochał go do końca.

Kryterium naszej wiary

Ojciec Józef Augustyn SJ zwraca uwagę, iż sposób przeżywania nasze­go lęku to kryterium autentyczności wiary. Chwile lęku najpełniej poka­zują, na kim lub na czym oparte jest nasze życie. Reakcja na lęk demaskuje powierzchowność naszej wiary, bądź pokazuje jej głębię. Często źródłem na­szych lęków jest próba zabezpieczenia się po ludzku. Ujawnia się to zwłaszcza w sytuacjach granicznych: w chorobie, w niepowodzeniach życiowych, w roz­czarowaniu ludźmi, szczególnie w za­grożeniu śmiercią. Jezus uświadomił to Piotrowi, który krocząc po jeziorze „na widok silnego wiatru uląkł się i (…) za­czął tonąć. (…) Czemu zwątpiłeś małej wiary?” (Mt 14, 30-31) – pytał go. Pogrą­żenie się we własnym lęku jest zawsze konsekwencją wpatrywania się w samo zagrożenie, w swoje ograniczone, ludz­kie siły, nie zaś w Jezusa. On daje moc do kroczenia po „wzburzonych falach” lęku. Najpełniejszą „terapią” na nasze lęki jest pełne otwarcie się na Boga, na Jego miłość. Oparcie się na Nim, na Jego Słowie. Na Słowie Pana Piotr oparł się jak na skale. Zanim sam stał się opoką – skałą dla innych, oparciem dla niego stał się Chrystus.

Doświadczenie lęku jest dla czło­wieka wyzwaniem do przekraczania siebie, do wyjścia z tego wszystkiego, na czym było oparte dotychczasowe życie. Przejście przez kryzys, scala czło­wieka. Bóg nie uwalnia nas od zmagań z trudnościami, ale umacnia nas swoją łaską, byśmy kroczyli za Nim wytrwa­lej. Byśmy pełniej i odpowiedzialniej brali los w nasze ręce. Jezus nie obiecał uczniom łatwiejszego życia. Nie obiecy­wał im życia bez trudu i bez lęku. Wręcz odwrotnie. Życie uczniów – jeżeli ma być wierne Mistrzowi – jest i będzie naznaczone zaparciem się siebie i nie­sieniem krzyża. Ale obiecał im także, że będzie z nimi w ich zmaganiach „aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). I że pośle im swojego Ducha, który będzie ich umacniał.

Przezwyciężenie lęku nie jest sielan­ką. Łączy się nieraz z wielką walką. Jest to jednak możliwe, ponieważ Chrystus przezwyciężył lęk. Dlatego i ja mogę to uczynić. Dzięki Niemu i Duchowi, którego mi posyła. Chrześcijanie są ludźmi, którzy odkrywają pokój i radość w ogromnym trudzie. Trud ten Hans Urs von Balthasar nazywa „męstwem chrześcijańskim”. Ksiądz Józef Tischner zaś dodaje: „Każdy rodzaj lęku domaga się określonego rodzaju męstwa, dzięki któremu człowiek zachowuje w sytu­acjach granicznych swoją twarz. Także moment utraty drogi pod stopami do­maga się specjalnego rodzaju męstwa. Nazywamy je wtedy ufnością. Ufność to twarz męstwa, które rodzi się w nas, gdy czujemy, że umyka nam droga spod stóp.”

Wiele psalmów jest modlitwą czło­wieka doświadczonego zagrożeniem i lękiem. Sam Jezus modlił się Psalmem 22 . Psalm ten jest modlitwą człowieka zagrożonego i przeżywającego wielki lęk. Wracajmy do niego często:

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?
Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku.
Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz,
[wołam] i nocą, a nie zaznaję pokoju.
Ja zaś jestem robak, a nie człowiek,
pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu.
Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
rozwierają wargi, potrząsają głową:
«Zaufał Panu, niechże go wyzwoli,
niechże go wyrwie, jeśli go miłuje».
Bo [sfora] psów mnie opada,
osacza mnie zgraja złoczyńców (…),
Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka;
Pomocy moja, spiesz mi na ratunek!
Będę głosił imię Twoje swym braciom
i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia:
«Chwalcie Pana wy, co się Go boicie,
sławcie Go, całe potomstwo Jakuba;
bójcie się Go, całe potomstwo Izraela!
Bo On nie wzgardził ani się nie brzy­dził nędzą biedaka,
ani nie ukrył przed nim swojego oblicza
i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego».


Zobacz całą zawartość numeru ►

Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Miesięcznik, Numer archiwalny, 2019nr08, Z cyklu:, Modlitwy czas, Teksty polecane

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

29

30

1

2

3

4

6

7

8

10

11

13

18

19

20

21

22

23

24

25

26

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dzisiaj: 21.10.2019