Siłę daje nam Bóg

Rodzice i Przyjaciele bł. Chiary Luce Badano opowiadają o jej niezwykłej obecności w ich życiu oraz o tym, jak Chiara uczyła ich iść za Bogiem.

Rodzice i Przyjaciele bł. Chiary Luce Badano jeżdżąc po świecie, dają wzruszające świadectwo o jej życiu. Na fotografii od lewej: Franz Coriasco, Ruggero Badano, Maria Teresa Badano, Chicca Coriasco.

zdjęcie: Archiwum prywatne

2014-06-01

REDAKCJA: – Jest dla mnie ogromną radością i zaszczytem, że mogę z Państwem się spotkać. Wiem, że przed tajemnicą świętości Chiary, ale także Państwa świętości powinnam schylić głowę i zamilknąć... Mogę się jedynie domyślać, jak trudne musiały być dla Was doświadczenia związane najpierw z niepomyślną diagnozą, a później chorobą Chiary. Ile czasu potrzebowaliście, aby powiedzieć Panu Bogu swoje „tak”? Wiem, że Chiara potrzebowała na to 25 minut.

MARIA TERESA BADANO (MT): – Nam również nie zajęło to zbyt wiele czasu. Swoje „tak” Bogu wypowiedzieliśmy właściwie w chwili, gdy lekarz przekazał nam wiadomość o śmiertelnej chorobie naszej córki. Mogliśmy oczywiście wówczas poddać się temu cierpieniu, ale postanowiliśmy wyjść poza siebie i przyjąć to doświadczenie z zaufaniem i miłością.

– Myślę, że moment w którym usłyszeliście druzgocącą informację o chorobie Chiary, był momentem do którego Pan Bóg musiał Was jakoś przygotować. Czy uważacie Państwo, że całe Wasze życie małżeńskie, a także życie Chiary mogło być takim przygotowaniem do tego najtrudniejszego momentu?

MT: – Wszystko było tak niespodziewane, że nie zastanawialiśmy się nad tym. Trzeba było reagować niemal automatycznie. Być może byliśmy trochę nieświadomi albo też niedowierzaliśmy w momencie tej informacji; nie wiedzieliśmy, co będzie. Ale po tym pierwszym „tak”, jakby to powiedzieć, nie trzeba się było tym przejmować, ale działać. I w tym momencie relacja między mną a Ruggero bardzo się zacieśniła. Zawierzyliśmy przede wszystkim Bogu, bo czuliśmy, że to On da nam siłę.

FRANZ CORIASCO (FC): – Jeśli mogę dodać pewną rzecz do tego, co mówi Maria Teresa to chcę powiedzieć, że według mnie przyjmowanie woli Bożej może dokonywać się tak błyskawicznie tylko wówczas, gdy w jakiś sposób jesteśmy wcześniej na to przygotowani. Maria Teresa może przypomnieć to, co ona i Ruggero powiedzieli, kiedy Chiara się urodziła…

MT: – Tak. Kiedy Chiara się pojawiła, my zrozumieliśmy, że nie jest tylko naszym dzieckiem, że jest również dzieckiem Boga i dlatego musimy ją wychowywać w wolności. Być może nie byliśmy świadomi, ale to było już to przygotowanie. I w miarę postępowania tej tragedii, wszystko działo się jakby samo przez się. Lekarz był bardzo poruszony tym, jak zajmowaliśmy się sprawami Chiary. Nie byliśmy aż tak bardzo przejęci – w tym momencie trzeba było po prostu działać. Ów lekarz mówił, że podobna rzecz w jego pracy nigdy wcześniej się nie przydarzyła, wobec takich cierpień. Być może nie rozumiał zbyt dobrze naszej postawy. Kiedy wrócił do domu, jego teściowa, która również poznała historię Chiary zapytała go jak my – rodzice reagujemy na to wszystko, bo to przecież nasze jedyne dziecko, na które w dodatku czekaliśmy 11 lat. On odpowiedział, że ma się o nas nie martwić, bo jest w nas „coś”, co sprawi, że z pewnością sobie poradzimy.

– Jak to jest mieć swoje jedyne dziecko w Niebie? Macie jakieś specjalne „układy” z Chiarą?

MT: – Nie mamy jakichś spraw do załatwiania, ale jest to coś pięknego, bo relacja z nią trwa. Każdą rzecz, jaką mamy do zrobienia – ważniejszą czy mniej ważną – tak jak za jej życia, rozpatrujemy razem z Chiarą. Zawierzamy Bogu i Jego obecności pomiędzy nami. Aby jednak ta obecność Boga pomiędzy nami była wciąż żywa i realna, musimy zapierać się samych siebie. Wiemy, że Chiara też jest między nami, dlatego jesteśmy spokojni. Wierzymy, że ona nie zostawiła nas samych, tak jak to mówiła i dlatego mamy zaufanie i idziemy naprzód. Na krótko przed odejściem do Nieba, Chiara zostawiła nam pewne wskazówki, jak powinniśmy żyć, kiedy jej już nie będzie. Pewnego dnia zapytałam ją wprost, co powinniśmy robić, kiedy będziemy zagubieni po jej odejściu? Ona odpowiedziała wówczas zdecydowanie: „Bądź spokojna mamo, idź za Bogiem, wtedy zrobisz wszystko”. I tak robimy. Sami na pewno nie dalibyśmy rady.

– Kontynuując ten wątek mam także pytanie do Pani Chicci. Wiem, że Pani była najlepszą przyjaciółką Chiary. Jak teraz wygląda Pani przyjaźń z Chiarą?

CHICCA CORIASCO (CC): – Jest to relacja bardzo piękna. Również mnie się wydaje, jakby jeszcze trwały te czasy, kiedy ona była obecna wśród nas. Wydaje mi się, jakby Chiara była taką milczącą obecnością w moim życiu. Zwłaszcza w tych najtrudniejszych momentach, kiedy myślę że nie dam już rady, kiedy wydaje mi się, jakby brakowało mi energii. Mówi mi, żeby się nie poddawać. Właśnie to jest ten ciągły jej głos, który słyszę. Żeby się nie zatrzymywać, żeby iść naprzód, starać się czynić tak, jak ona czyniła. Oczywiście scenariusze mojego życia są zupełnie inne niż scenariusze jej życia. Mam rodzinę, dzieci, rzeczywistość jest zupełnie inna. Wyzwania są inne, ale trudności w moim życiu również nie brakuje. To, w jaki sposób podchodzić do nich – widziałam u Chiary. I ona za każdym razem mówi mi, żeby się nie poddawać. I żeby ciągle zaczynać na nowo kochać. I wtedy czuję, że jest bardzo blisko mnie.

– Czy był taki moment w Pani życiu, w którym szczególnie odczuła Pani pomoc Chiary?

CC: – Było i jest wiele takich momentów. Wydaje mi się, że sam fakt poznania mojego męża Ganni – myślę, że Chiara maczała w tym palce. Mój mąż jest szczególną osobą, więc głeboko wierzę, że to właśnie dzięki niej go poznałam. Również narodziny moich dzieci to były ważne momenty obecności Chiary. Mam czwórkę dzieci, jedna z córek jest niepełnosprawna. Ma na imię Maria Chiara i jej obecność w naszym domu bardzo przypomina mi Chiarę. Staram się uświęcać pośród tej mojej rodzinnej rzeczywistości, podobnie jak to w swoim życiu czyniła Chiara. Jest oczywiście mnóstwo codziennych sytuacji, także bardzo intymnych, które mają związek z nią.

– Mam także pytanie do Pana Franza. Podczas spotkań mówił Pan o obecnych w świecie katedrach Jezusa Opuszczonego. Proszę wyjaśnić, jak zrodziła się w Panu ta przepiękna metafora cierpienia?

FC: – Każdy chory i cierpiący człowiek jest dla mnie taką katedrą. Ja mogę jedynie o tych katedrach mówić, oni w tych katedrach mieszkają, oni nimi są. To nie ja powinienem wyjaśniać symbolikę i sens cierpienia. Jestem niewierzący, ale w chorych widzę przede wszystkim osoby, które mogą mnie czegoś nauczyć. A to właśnie dlatego, że w nich, w ich cierpieniu osoba niewierząca szczególnie rozpoznaje odbicie i obecność czegoś boskiego. Być może ludziom wierzącym łatwiej zobaczyć Boga w pięknie świata stworzonego, ale osobie niewierzącej – takiej jak ja – łatwiej rozpoznać Go tam, gdzie jest ciemność, gdzie jest nonsens. Tam dużo prościej Go spotkać. Więc wracając do tej metafory, dla mnie chorzy są przede wszystkim tabernakulum – jeśli mogę użyć takiego sakralnego porównania. Zarówno ci, którzy potrafią przeżywać to cierpienie, jak i ci, którym jest trudno.

– Jakie słowa pragniecie skierować do chorych?

MT: – Nasze przesłanie dla chorych jest proste – nie traćcie nigdy nadziei, nadziei, która oczywiście pochodzi od Boga. Nie traćcie jej również w tych trudnych momentach, które przeżywacie jako największą ciemność i wydaje się wam, że nic już nie możecie zrobić, kiedy czujecie się upokorzeni, opuszczeni. Kiedy czujecie się nikim. Właśnie w tych chwilach największych prób, doświadczeń i ciemności, kiedy czujecie się najsłabsi i najmniej użyteczni – wówczas jesteście kimś najważniejszym, najbardziej wartościowym i najbardziej godnym szacunku. Ci wszyscy, którzy są obok was bardzo was potrzebują, waszej obecności, waszego świadectwa, waszej modlitwy. Kochani chorzy, choć po ludzku jesteście słabi i często niesprawni, pamiętajcie, że wasza obecność jest największym darem i skarbem, dla tych wszystkich, którzy czują się dobrze. Nikt nigdy nie zdoła się wam odwdzięczyć, za dar waszej obecności i cierpienia.

tłumaczenie: KATARZYNA WASIUTYŃSKA

Zobacz całą zawartość numeru ►

Z cyklu:, 2014-nr-6, Numer archiwalny, W cztery oczy, Miesięcznik, Cogiel Renata Katarzyna, Autorzy tekstów

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

Dzisiaj: 28.11.2020