Ja i moje SM – maj 2013

Po kilku miesiącach zabiegów akupunktury, gdy pierwsza faza zakładania zieleni była już przeze mnie zakończona, moje leczenie wzbogaciło się o stymulację hormonalną.

zdjęcie: Herry Blossom

2013-06-07

Zmiany

Po miesiącu zamieszania, usztywnienie ud zaczęło ustępować. Tak naprawdę to nie mam pojęcia, co się działo, ale z całą pewnością następowała dość istotna transformacja mięśni. Zmiany, jakie zaszły w przeciągu wielu lat choroby w funkcjonowaniu prawego kolana i prawej stopy, cofały się. Prawe kolano funkcjonowało niezupełnie normalnie, co było pewnie wynikiem zmian w rdzeniu kręgowym. Nie prostowało się mianowicie do końca, gdyż uniemożliwiał to zgrubiały patologicznie przyczep mięśniowy. Miało to jednak ten plus, że prawie normalnie zginała się stopa. Po tej stymulacji nie wiadomo było do końca, czy jest lepiej, czy gorzej – na pewno było inaczej. Po pół roku planowaliśmy wszystko powtórzyć. Czas płynął, a ja nie zniechęcałem się. Na ogół zawsze starałem się być konsekwentny w realizacji ważnych zamierzeń.

W grudniu 1994 roku, gdy wracałem z pracy, przy schodzeniu ze schodów skręciłem nogę w kostce. Uszkodzeniu uległo ścięgno, biegnące od kostki do palców po zewnętrznej stronie stopy. Nie dość, że nerw strzałkowy nie funkcjonował za dobrze, to jeszcze to ścięgno. Stan prawej nogi był kiepski. Z pomocą kolegi doszedłem jakoś do samochodu, ale o samodzielnej jeździe nie było mowy. Ból stopy uniemożliwiał naciśnięcie na hamulec. Z tego też powodu kolega pojechał ze mną i prowadził samochód do miejsca, gdzie jakoś doszedłem do siebie i mogłem sam powolutku jechać. Odstawiłem auto na miejsce garażowania i pokuśtykałem do domu.

Kolejne trudności

Następnego dnia spotkałem się z leczącym mnie lekarzem i omówiłem zaistniałą sytuację. Skręcenie stopy było sprawą naprawdę mało przyjemną i w normalnej sytuacji należałoby założyć gips. Tu jednak – jak ustaliliśmy – należało na problem spojrzeć indywidualnie. Zbyt długie usztywnienie stopy mogło spowodować nieodwracalne zmiany. Z tego też powodu zrezygnowaliśmy z gipsu. Stopę miałem bandażować bandażem elastycznym i chodzić ostrożnie. W najbliższym czasie mieliśmy zacząć powtórną stymulację hormonalną, więc ustaliliśmy, że zaczniemy ją od zaraz. Zaczekaliśmy tylko do czasu, aż wezmę zwolnienie lekarskie od neurologa, żeby sobie nie komplikować życia. Od kilku lat nie byłem już nadleśniczym terenowym. Pracowałem w biurze, prowadząc sprawy dotyczące zagospodarowania lasu i nadzorując produkcję szkółkarską. Z uwagi na wcześniejsze uporządkowanie bieżących spraw, mogłem sobie pozwolić na przerwę w pracy i po uzgodnieniu tego z szefem, kolejny raz udałem się do neurologa. W trakcie badań lekarka ustaliła, iż mój stan nie jest najlepszy, a stopa wymaga interwencji chirurga. Następnie wypisała standardowe specyfiki i dała zwolnienie lekarskie. Od razu uzgodniłem, że gdy zaistnieje potrzeba przedłużenia zwolnienia lekarskiego, nie będę przychodził osobiście, a zgłosi się w tej sprawie moja żona. W ten sposób mogliśmy spokojnie kontynuować leczenie.

Kuracja hormonalna nie dała radykalnej poprawy, ale zmieniła zakres ruchów. Było jakby normalniej. Po miesiącu zwolnienia wróciłem do pracy i systematycznie kontynuowałem leczenie akupunkturą.

Muszę wytrzymać

Powolna transformacja mięśni i ścięgien powodowała pojawienie się bólu w stawach, co utrudniało chodzenie. W październiku 1995 roku przeprowadziliśmy króciutką kurację dexovenem. Jej działanie było bardzo silne. Wynik tej kuracji skomplikował chodzenie. Zanik pewnych usztywnień mięśni i ścięgien był przyczyną bólu, pojawiającego się w kolanach przy wykonywaniu jakichkolwiek kroków. Gdy siedziałem lub leżałem, nic mnie nie bolało. Rozwiązaniem problemu byłaby rehabilitacja i masaże. Sytuacja jednak nie była bez wyjścia. Złożyłem podanie i potrzebne dokumenty z prośbą o skierowanie mnie do Krajowego Ośrodka Mieszkalno-Rehabilitacyjnego dla Osób Chorych na SM. Otrzymałem przydział na drugi kwartał 1996 roku.

Byle do wiosny

Był już styczeń i w najgorszym wypadku pozostawało pięć miesięcy, które trzeba było jakoś przetrzymać. Jak co roku, przygotowałem prace zalesieniowe i odnowieniowe, czekając na wiosnę, która tego roku wybitnie się nie spieszyła. W marcu ból kolan stał się już bardzo uciążliwy. Nawet wstanie z krzesła było kłopotliwe. Któregoś dnia inspektor kontrolujący pracę firmy rozmawiał ze mną na temat kłopotów z nogami, które jak ustaliliśmy, miałem niezupełnie zdrowe.

Wiosna przyszła w końcu kwietnia i rozpoczęły się przygotowywane prace. Zdążyłem zsynchronizować to, co było niezbędne i z uwagi na ból nóg wziąłem planowy urlop wypoczynkowy. Dostałem zawiadomienie o przyznaniu mi miejsca w Ośrodku od 16 maja. Korzystając z przysługującego mi prawa, zwróciłem się z prośbą do dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych o udzielenie mi okolicznościowego urlopu na poratowanie zdrowia na okres trzech miesięcy. Do podania dołączyłem decyzję o skierowaniu na rehabilitację i opinię lekarską, z której wynikało, że odpoczynek może się przyczynić do mojego powrotu do pracy w stanie umożliwiającym jej kontynuację. W pracy ustaliliśmy, kto zajmie się bieżącymi sprawami, które prowadziłem i mogłem iść na urlop.

Upragnione wakacje

16 maja 1996 roku na turnus rehabilitacyjny odwiozła mnie żona i zaczęły się wreszcie długo oczekiwane wakacje. Byłem tak potwornie zmęczony, że nie chciało mi się nawet mówić. Przy przyjęciu do Ośrodka sympatyczna pani, będąca kierowniczką opiekunek (pielęgniarek) w miły sposób sugerowała ewentualną składkę na zakup drzew do zakładanej w otoczeniu ośrodka zieleni, widząc we mnie potencjalnego darczyńcę. Byłem jednak bardzo daleki od składania jakichkolwiek deklaracji. Ośrodek zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jednorazowo mogły w nim przebywać 52 osoby skierowane na rehabilitację, z czego połowa mieszkała w jednoosobowych pokojach. Każdy pokój był z dostosowaną do wózków inwalidzkich łazienką i niezbędnym wyposażeniem. W kilku miejscach na holu były ustawione telewizory. W budynku mieścił się basen do ćwiczeń, dwie sale gimnastyczne, pomieszczenia do terapii zajęciowej, magnetoterapii i masaży wodnych, stołówka. Okazały dworek dopełniał całości i dawał możliwość spędzenia czasu w ulubiony sposób. Nad mieszkańcami czuwali rehabilitanci, terapeuci, lekarze, a także psycholog. Turnus trwał przeciętnie 6 tygodni i dawał możliwość poprawy sprawności ruchowej i relaksu. Naprawdę byłem zadowolony.

cdn.

Miesięcznik, Numer archiwalny, Z cyklu:, Trochę kultury, 2013-nr-05

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

20

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

Dzisiaj: 20.09.2019