Misja: miłosierdzie

O swojej pracy misyjnej i posłudze w parafii Miłosierdzia Bożego w zambijskiej Masansie opowiada ks. Zenon Bonecki.

zdjęcie: ARCHIWUM PRYWATNE

rozm. Renata Katarzyna Cogiel

2017-06-19

 

REDAKCJA: – Od ostatniego wywiadu, którego udzielił Ksiądz „Apostolstwu Chorych” minęły ponad 4 lata. Wypada więc zapytać jak obecnie wygląda Księdza misyjne życie i czy coś od tamtej pory zmieniło się w Księdza codzienności?

KS. ZENON BONECKI: – Przypomnę, że mój staż misyjny nie jest bardzo długi i trwa zaledwie 7 lat. Pierwsze dwa lata spędziłem w starej, ponad stuletniej misji w Chingombe, a teraz od prawie pięciu lat pracuję w parafii Miłosierdzia Bożego w Masansie. To nowa parafia, świeżo utworzona, która potrzebuje wiele uwagi we wszystkich dziedzinach i wymiarach życia. Można je podzielić na dwie kategorie: sprawy duchowe i duszpasterskie oraz te bardziej przyziemne – administracyjno-materialne. Do wymiaru duchowego, który jest fundamentalny dla właściwego funkcjonowania każdej wspólnoty kościelnej zgromadzonej wokół Jezusa, należą odwiedziny wszystkich wspólnot, których formalnie mamy ponad 30, a także tych, które budzą się do życia w różnych wioskach naszej wielkiej parafii. Na przykład pojechałem niedawno odwiedzić po raz pierwszy nowopowstałą wspólnotę, która gromadzi się od około dwóch lat w małej szopie. Okazało się, że jest to 85 kilometrów od głównej misji, gdzie mieszkamy. Piękne było to, że ci wierni byli przygotowani na przyjazd księdza i wyraźnie było widać, że pragną wzrostu w wierze. Przygotowali nawet pieniądze na paliwo, by przyjechać do nich znowu. To bardzo budujący przykład. Oprócz tego, w czasie Wielkiego Postu przeprowadzamy jednodniowe rekolekcje w prawie każdej takiej wspólnocie, więc jest mnóstwo jeżdżenia po dziurach i w błocie, często bardzo daleko. Oprócz tych odwiedzin poza główną misją, wiele dzieje się na miejscu: rekolekcje i spotkania dla różnych grup apostolskich – dziecięcych, młodzieżowych i dorosłych. Na szczęście mamy zespół liderów, który pomaga nam sprostać tym wszystkim wyzwaniom.

Bardzo ciekawym doświadczeniem jest przyjmowanie Jezusa Miłosiernego w rodzinach w znaku obrazu. Całkiem sporo rodzin chce przyjmować Jezusa jako swojego Króla i Pana.

Natomiast na polu administracyjno-materialnym kończymy obecnie budowę plebani z pokojami gościnnymi i trwają prace w związku z budową centrum pastoralno-młodzieżowego i instalowaniem płotu. To na dziś. Są oczywiście kolejne plany, ale o tym może w następnym wywiadzie…

– A jak wygląda przygotowanie do sakramentów w Księdza parafii?

– Przygotowanie do sakramentu chrztu i I Komunii trwa zasadniczo dwa lata. W przypadku sakramentu małżeństwa lub bierzmowania, krócej. Wszystkie przygotowania odbywają się zazwyczaj we wspólnotach gdzie wierni mieszkają, a tymi którzy nauczają są świeccy liderzy. W głównej misji, gdzie mieszkamy, mamy wielu dobrych liderów: wykształconych, umiejących czytać (np. nauczycieli) i pobożnych. Problemy zaczynają się w małych wspólnotach, gdzie obecny jest analfabetyzm i niewiele osób radzi sobie z udzielaniem lekcji, co często opóźnia proces przygotowawczy i prowadzi do zniechęcenia. W tym roku mieliśmy dość sporą – jak na tutejsze warunki – grupę dzieci do chrztu i I Komunii – mówię o głównej misji w Masansie. W Święto Chrztu Pańskiego chrzest przyjęło 26-cioro dzieci w wieku od 7 do 15 lat, a w Uroczystość Objawienia Pańskiego 16-cioro dzieci przystąpiło do I Komunii. Ponadto W Wigilię Paschalną chrzest przyjęło 20 osób (młodzież i dorośli), a 8 osób przystąpiło do I Komunii. Dużym wyzwaniem dla nas są małżeństwa, ponieważ niewielu małżonków ma ślub kościelny. W najbliższym czasie pięć par będzie pobłogosławionych, a następnych dwadzieścia jest na drodze przygotowania do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Wspomnę jeszcze, że całkowicie nowym doświadczeniem był u nas chrzest małych dzieci do 7 roku życia, gdy pod koniec 2016 roku biskup diecezji Kabwe, Klement Mulenga, udzielił zezwolenia (na okres jednego miesiąca), by chrzcić takie dzieci, nawet jeśli rodzice nie mają sakramentu małżeństwa. To spowodowało, że w przeciągu tego miesiąca łaski udzielonej z okazji zakończenia Roku Jubileuszowego Miłosierdzia, ochrzciliśmy ponad 400 niemowląt i małych dzieci.

– Jaka jest sytuacja osób chorych i cierpiących?

– Mówiąc o osobach chorych i cierpiących na terenie mojej parafii, trzeba z góry zaznaczyć, że trudno jest przyłożyć jakiekolwiek europejskie standardy do ich sytuacji. Katolicy stanowią średnio około 20% wśród populacji w naszym rejonie, a obawiam się, że i to może być statystyka nazbyt optymistyczna. Spróbuję jednak podzielić się swoimi obserwacjami i doświadczeniem. Otóż na terenie naszej parafii, (która jest rozległa: z jednego końca na drugi rozciąga się na ponad 100 kilometrów) znajdują się dwa małe szpitale i kilka punktów medycznych. W placówkach tych zazwyczaj nie ma lekarzy, a jedynie niższy personel medyczny, który wydaje podstawowe leki i może przeprowadzać proste zabiegi oraz odbierać niezbyt skomplikowane porody. Lekarze specjaliści, sprzęt medyczny oraz możliwości diagnozowania chorób (np. laboratorium i rentgen) czy sale operacyjne są dostępne jedynie w szpitalach powiatowych. W przypadku Masansy jest to co 50 kilometrów. Czasem zdarza się, że w takim szpitalu jest tylko jedna wykwalifikowana osoba, która może wykonać prześwietlenie i w związku z tym ofiara wypadku czeka nieraz nawet kilka dni na diagnozę i pomoc. Bogatsi korzystają z prywatnych praktyk lekarskich o zdecydowanie wyższym poziomie usług. Dostęp do leków dla osób chorych na AIDS czy malarię jest darmowy. Jeśli chodzi o rodziny, to zazwyczaj one biorą całkowitą odpowiedzialność za chorego, bo w Masansie powszechnym jest, że ludzie nie mają żadnych ubezpieczeń socjalnych. Większość z nich nigdy nie była oficjalnie zatrudniona i objęta narodowym systemem ubezpieczeń. Dlatego zdarza się dość często, że w przypadku osób chorych i wymagających stałej i wyspecjalizowanej opieki medycznej w placówkach wojewódzkich lub w stolicy, po ich wstępnej diagnozie w szpitalu powiatowym, nie podejmuje się już jakiejkolwiek dalszej terapii. Główną przyczyną tego stanu rzeczy są koszty samego przejazdu do tych placówek oraz koszty utrzymania w czasie leczenia (wyżywienie i noclegi).

– Osoby chore oprócz opieki medycznej potrzebują również troski duszpasterskiej. Jak zatem wygląda ta troska o chorych w warunkach misyjnych?

– Od początku pobytu w Masansie rzucało mi się w oczy, jak wielu ludzi cierpi tutaj z powodu rozmaitych chorób. Po konsultacjach z wiernymi zdecydowaliśmy, że w każdy czwartek będziemy odwiedzać chorych z posługą. Tutaj, gdzie żyjemy, w Masansie żyje bardzo wielu ludzi, przypuszcza się że kilka tysięcy. Jak na Zambię jest to spore zagęszczenie, bo zwykle średnio na kilometr kwadratowy przypada jedynie około 18 osób. Nasi wierni zgłaszają swoich chorych i jedziemy (obecnie jest nas dwóch kapłanów) do nich z błogosławieństwem, modlitwą oraz z posługą sakramentalną. Czasem zgłoszonych chorych jest więcej, a czasem są tylko dwie osoby. Również w kilku wspólnotach dojazdowych są chorzy, którzy ze względu na wiek i stan zdrowia nie przychodzą na modlitwy i ich też staramy się odwiedzać.

– Czy w Księdza parafii istnieje jakiś wolontariat lub zespół charytatywny, który służy chorym i cierpiącym? Czy w posłudze chorym może Ksiądz liczyć na czyjąś pomoc?

– Te regularne wizyty chorych, w których towarzyszą nam kobiety z różnych grup apostolskich, pokazały bardzo wyraźnie, jak wielu ludzi potrzebuje obecności, modlitwy a czasem bardzo konkretnej materialnej pomocy. To stało się inspiracją do założenia wspólnoty wiernych działającej na zasadzie grupy charytatywnej. Ich zadaniem jest troska o starszych i chorych. Taki zespół wolontariuszy odwiedza chorych, organizuje dla nich także jedzenie i ubranie lub czasem wizytę w szpitaliku. Ta pomoc czasem wiąże się też z przygotowaniem do chrztu lub do I Komunii. Zdarzają się też przypadki, że chrzcimy kogoś w niebezpieczeństwie śmierci. W listopadzie ubiegłego roku miałem sytuację, kiedy w niedzielę wierni ze wspólnoty odległej o ponad 20 kilometrów prosili, bym pojechał do rodziny, w której małe dziecko jest bardzo chore. Kiedy przyjechałem na miejsce do ich wioski, dziecko wyglądało już bardzo źle i zdecydowałem się je ochrzcić. Dziecko zmarło po kilku dniach, ale ci rodzice byli bardzo wdzięczni, że pojechałem do nich modlić się i wesprzeć ich w tym trudnym czasie. Inny przykład z działalności tej grupy. Pewien starszy pan o imieniu Bartolomeo, którego rodzina nie chciała utrzymywać, mieszka w malutkim domku, a czynsz opłaca mu właśnie ta grupa. W Jubileuszowym Roku Miłosierdzia zrodziła się myśl miesięcznej kolekty miłosierdzia, by pozostali wierni, którym leży na sercu troska o potrzebujących, również mogli złożyć swoje drobne ofiary pieniężne, ubrania lub jedzenie. Ta grupa miłosierdzia nie wyręcza rodzin czy też małych wspólnot chrześcijańskich (około 20-30 rodzin) ale je mobilizuje, doradza i wspiera materialnie w miarę swoich możliwości. Inny z naszych chorych, Edward, nie miał dachu na swoim malutkim domku i w czasie pory deszczowej woda lała mu się do środka. Najgorzej było nocą, bo wtedy, by uniknąć zmoczenia, siedział w kącie skulony, przykryty jakimś workiem. Odkryliśmy to podczas jednej z takich czwartkowych wizyt w porze deszczowej i od razu była reakcja tej właśnie grupy, by porządnie wyremontować dach na jego domku.

Dzięki wsparciu z zewnątrz udało nam się już dwa razy zorganizować warsztaty dla wolontariuszy tej grupy. Dla mnie ważne jest, by nasi wierni, którzy często nie mają zbyt wielu środków, by pomagać, czynili dla bliźnich to, co jest w ich mocy, nie czekając na wielkie środki finansowe. Bo kochać i pomagać można także w inny, nie tylko materialny sposób.

– Czy w Księdza parafii organizowany jest Dzień Chorego? Czy prosi Ksiądz swoich wiernych o modlitwę za parafię?

– Jeśli chodzi o Dzień Chorego, to udało nam się taki zorganizować w ubiegłym roku, kiedy wspólnymi siłami zgromadziliśmy naszych chorych na Mszy świętej. Modliliśmy się za nich, udzieliliśmy sakramentu namaszczenia tym, którzy już byli ochrzczeni, a potem spotkaliśmy się na posiłku przygotowanym przez kobiety z różnych grup apostolskich i obdarowaliśmy każdego małą paczką z produktami pierwszej potrzeby. W tym roku mieliśmy już dwa razy Mszę świętą z adoracją Najświętszego Sakramentu prowadzoną przez grupę charyzmatyczną oraz błogosławieństwo lourdzkie. Jeśli chodzi o prośbę o modlitwę, to przyznam szczerze, że tutaj nigdy nie prosiłem wiernych o modlitwę za parafię…

– W takim razie nadarza się dobra okazja, by podać konkretne intencje, w których Czytelnicy „Apostolstwa Chorych” z pewnością nie odmówią modlitewnego wsparcia. Jest to bowiem grupa, która regularnie modli się i ofiaruje swoje cierpienia w intencjach misyjnych.

– Pokornie proszę o modlitwę za nas misjonarzy, pracujących w Masansie, w parafii Miłosierdzia Bożego – ks. Marka i ks. Zenona, za wszystkich naszych chorych oraz za Felister i Maksymiliana, którzy spodziewają się siódmego dziecka o Boże błogosławieństwo i siłę we wszystkich trudnościach, które teraz przeżywają.

– Bardzo dziękuję Księdzu za rozmowę


Zobacz całą zawartość numeru ►

Z cyklu:, Kapłan wśród chorych, Numer archiwalny, 2017-nr-06, Miesięcznik, Cogiel Renata Katarzyna, Autorzy tekstów

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

N P W Ś C P S
28 29 30 1 2 3 4
14 15 16 17 18
19 20 22 23 24 25
26 27 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 19.05.2019