Adoracja w betlejemskiej grocie

Szkoła modlitwy. Bóg naprawdę przyszedł w Jezusie, by dzielić ze mną ludzki los i stać się moim uzdrowieniem, ocaleniem i zbawieniem.

Wnętrze Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Według tradycji gwiazda oznacza miejsce narodzin Jezusa

zdjęcie: Renata Katarzyna Cogiel

ks. Jan Smolec

2013-12-30

Szkołę modlitwy u progu nowego roku i w okresie Narodzenia Pańskiego oraz w czasie nawiedzania stajenek i tak licznych adoracji przy żłóbku – skoncentrujmy na osobach, które są dla nas mistrzami modlitwy albo szczególnymi świadkami wiary. Także tym razem aktualna jest uwaga, że nie jest to tylko tekst o modlitwie, to raczej – modlitwa. To medytacja nad modlitwą i modlitewna medytacja.

Pójdźmy do Betlejem

Dopiero co dotarło do mnie zwiastowanie Dobrej Nowiny, że Bóg leży w żłobie, jako dziecko, ponieważ stał się człowiekiem. Wraz z tą nowiną usłyszałem naglące, zapraszające wezwanie, by udać się do Betlejem i przywitać Jezusa. Słowa aniołów i postawa pasterzy (por. Łk 2, 8-20) są zaproszeniem do modlitwy i to w jej szczególnie wzniosłej formie, którą nazywamy adoracją. Następujące po sobie świadectwo aniołów: znajdziecie Niemowlę; chwała Bogu na wysokościach oraz odpowiedź pasterzy: pójdźmy do Betlejem; znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę; wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga – oto piękny i jakże czytelny opis procesu, w którym zachwyt i wiara stają się modlitwą, a modlitwa jednych rodzi modlitwę innych.

Jestem przed betlejemską grotą. Zamiast jednak przybliżyć się do żłóbka, stanąłem onieśmielony u wejścia do groty. Może się zdarzyć takie zahamowanie, mimo świątecznie podniosłej atmosfery. Bo ta podniosła zewnętrzność nie musi koniecznie sprzyjać głębi modlitwy i ułatwiać adoracji. Na szczeście prawie wszyscy – także ci, którzy się nie modlą (może nawet nie wierzą) – lubią kolędy – przynajmniej słuchać, ale także śpiewać.

Moc wspólnoty

Ale moje onieśmielenie to nie jest kwestia braku wiary. Moja wiara od dawna jest stała i pewna. Wiem i wyznaję, że Bóg naprawdę mnie kocha i stał się człowiekiem z miłości do mnie. Bóg naprawdę przyszedł w Jezusie, by dzielić ze mną ludzki los i stać się moim uzdrowieniem, ocaleniem, zbawieniem, moją nadzieją, moim niebem. Serce przepełnione taką wiarą chciałoby śpiewać, wysławiać, błogosławić… Taka wiara musiałaby właściwie znaleźć ujście w modlitwie uwielbienia oraz w zjednoczonym z nią świadectwie. Przyczyny mojego onieśmielenia są we mnie. To jest moja słabość i mój grzech a także wciąż powracające poczucie, że nie jestem godny, by być tak blisko Niego. Świąteczne i noworoczne wzruszenie nie wystarczą jednak, by pozbyć się tej świadomości.

Dlatego pomyślałem, że pójdę do Jezusa „okrężną” drogą, umacniając się po drodze spotkaniami z ludźmi, którzy, jak ja, gromadzą się w pasterskiej grocie wokół Jezusa. Jak nigdy potrzebuję teraz wspólnoty w modlitwie – niekoniecznie modlitwy wspólnej – choć jej oczywiście także – ale przede wszystkim modlitewnej wspólnoty duchowej. Zrozumienia, że uczestniczę w adoracji, która mnie przekracza i niesie.

Piękno i pokora

Spoglądam na Maryję, Jego Matkę – jak pasterze, którzy najpierw, po przybyciu do Betlejem, znaleźli Maryję. Jaka Ona jest piękna! To jest niepokalana piękność. Nie mówię o pięknie zewnętrznym, choć trudno sobie wyobrazić, by Jego Matka nie była piękną kobietą... Mówię o pięknie wewnętrznym, duchowym, o pięknie Jej duszy, o pięknie Jej serca, o pięknie Jej wiary, miłości, posłuszeństwa, oddania Siebie niepodzielnym sercem – Bogu w Jezusie. Stąd także o pięknie Jej modlitwy! Wpatrzony w Jej piękno, domyślam się najpiękniejszej modlitwy, jaką kiedykolwiek człowiek uwielbiał Boga. Słyszę tę modlitwę w duchu. To do Maryi kieruję moją pierwszą modlitwę tej adoracji przy żłóbku, wyrażając ją słowami drogiej mi pieśni: Pomódl się, Miriam, aby Twój Syn żył we mnie. Modlę się słowami, które ktoś z pewnością ułożył na kolanach, tak są wielkie i głębokie: Weź mnie, Matko, do Swego łona, bym Bóstwem Jezusa zajaśniał, jak Ty.

Z pasterzami spoglądam następnie – wciąż z nadzieją modlitwy, której się uczę, i adoracji, w której pragnę uczestniczyć – na Józefa, męża Maryi i przybranego ojca Jej Dziecka. Józef jest dla mnie wielkim znakiem nadziei, że człowiek prosty i zwyczajny może być blisko Boga, że człowiek jest zdolny do wielkiego poświęcenia, do oddania wszystkiego ze względu na Jezusa. Że może wyrzec się wszystkiego, swoich planów, wizji, projektów na życie, pragnień. Może wyrzec się nawet siebie samego, by stuprocentowym „tak” przyjąć plan Boga i zaakceptować Jego wolę. I wtedy poznaje człowiek, co to znaczy szczęście spełnionego życia. To wyznacza kierunek mojej betlejemskiej modlitwy „po drodze” do adoracji Maleńkiego. Rozmawiam teraz ze świętym Józefem o tym trudnym, ale pięknym szczęściu. Uczę się od Niego pokory, która jest królową pośród cnót człowieka wiary, zdumiewam się Jego modlitwą zawierzenia.

Świadkowie wiary

Także inne osoby spotykam w betlejemskiej grocie. Aż dziw, że wszyscy możemy się w niej pomieścić. Jest wielka jak moje życie, jego historia i teraźniejszość. Jest ogromna jak świat. Umacniam się świadectwem, raduję przykładem. Kolejne spotkania coraz bardziej mnie ośmielają i przybliżają do Pana. Byle tylko być dobrym (daj Boże, celującym) uczniem w tej szkole modlitwy i wiary, do której trafiłem, obudzony przez aniołów na pastwisku mojej codziennej zwyczajności. Są moi rodzice i inni świadkowie wiary z poszczególnych etapów mojego życia, którzy uczyli mnie, że Jezus jest pierwszy i ważniejszy od wszystkich i od wszystkiego na świecie. Są moi przyjaciele. Ich miłość jest dla mnie dowodem, że Bóg jest Miłością, ich życzliwość i pomoc są znakiem przychylności Boga, który jest zawsze po mojej stronie i jest ze mną, tak szczególnie i wyraźnie w tych, którzy mnie kochają. Jest tu wielu ludzi, którzy kochają Jezusa. Są bracia i siostry ze wspólnot z którymi poznawałem i poznaję Pana Jezusa coraz lepiej i Nim się dzielę we wspólnocie modlitwy i działania, zabawy i świadectwa.

Są bracia i siostry z grup modlitewnych, w których uczyłem się wielbienia Jezusa całym entuzjazmem serca. Jesteście i wy, czytelnicy tej medytacji. Złączywszy się w lekturze możemy połączyć się także w modlitwie, w duchowej wspólnocie adoracyjnej, wspierając się nawzajem na drodze do Betlejem. Są bracia i siostry z tamtej i z tej parafii i z innych miejsc, które stawały się dla mnie domem. Uczniowie, którzy w szkołach byli... niezłą szkołą. Rozmówcy. Penitenci. Ludzie. Człowiek obok człowieka. Światy wiary wzajemnie się przenikające. Siostrzane modlitwy, które dzielą się tajemnicą, dają ze swego to co najlepsze, tworzą wspólnotę wielogłosowego uwielbienia docierającego do Pana w doskonałej harmonii.

Czas spełnienia

Są i ci, którzy tak pięknie przygotowali kościół na Święto, ustawili kwiaty i choinki, zawiesili światła, poświęcając przy tym wiele z siebie – czasu, zdolności, pracy... Ale i ci, którzy przygotowali dom – dla rodziny, dla człowieka chorego, który nie może pójść do kościoła nawet na Święta… Przygotowali więc dom, by się stał kościołem, w tym czasie – najpiękniejszym.

Wszystkie te spotkania przygotowały mnie do spotkania z Panem. Zresztą w tych ludziach, w ich wierze i poświęceniu, w ich modlitwie i wzruszeniu już Go spotkałem i stał mi się bliski. Dlatego mogę już podejść do żłóbka i pokłonić się Jezusowi. Robię to teraz. Pochylam się nad Maleńkim i adoruję Jego ukryte Bóstwo. Potem biorę Go w ramiona – jest przecież dzieckiem – i przytulam do swego serca. I powtarzam, i chciałbym powtarzać bez końca: Jezu, kocham Ciebie!

Zobacz całą zawartość numeru ►

 

Z cyklu:, 2014-nr-01, Numer archiwalny, Miesięcznik, Ks. Smolec Jan, Modlitwy czas, Autorzy tekstów

Kim jesteśmy?

Rozważania różańcowe

N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
8 9 10 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Dzisiaj: 26.04.2019