Granica, której nie ma?
Nie da się ukryć, że przez dekady psychiatria i duchowość stały po przeciwnych stronach barykady: jedna szukała wyjaśnień różnych ludzkich zachowań wyłącznie w neurobiologii, druga w nadprzyrodzoności. Dziś coraz częściej spotykają się w połowie drogi, uznając, że człowiek to bez wątpienia jedność ciała i ducha.
zdjęcie: Cathopic.com
2026-05-04
Człowiek, będąc istotą cielesno-duchową, z jednej strony żyje w świecie materialnym tu i teraz, a z drugiej strony jest nieustannie wychylony w kierunku świata nadprzyrodzonego i poszukuje odpowiedzi na pytania o to, kim jest, dokąd zmierza, jaki jest sens jego życia, a także jaki jest cel istnienia świata. Człowiek wyrusza w podróż ku zrealizowaniu swojego powołania, aby ostatecznie znaleźć spełnienie w Panu Bogu. Jest istotą, w której współistnieją elementy cielesne i duchowe.
Gdzie jednak kończy się biologia mózgu, a zaczyna przestrzeń ducha? To pytanie od dawna towarzyszy ludzkości, stając się punktem zapalnym w dyskusji między psychiatrią a duchowością. Kiedy św. Faustyna Kowalska pisała swój „Dzienniczek”, wielu współczesnych jej ludzi – w tym niektóre współsiostry – widziało w niej osobę niespełna rozumu, a nie wybraną przez Boga mistyczkę. Podobne dylematy towarzyszyły zapewne Juliuszowi Słowackiemu, którego późna, mistyczna twórczość bywała interpretowana jako przejaw szaleństwa i postępującego rozpadu osobowości.
Sojusznicy czy rywale?
Nie da się ukryć, że przez dekady psychiatria i duchowość stały po przeciwnych stronach barykady: jedna szukała wyjaśnień różnych ludzkich zachowań wyłącznie w neurobiologii, druga w nadprzyrodzoności. Dziś coraz częściej spotykają się w połowie drogi, uznając, że człowiek to bez wątpienia jedność ciała i ducha. Dziś medycyna i duchowość stopniowo przestają być rywalami, choć oczywiście każda z tych dziedzin ma swoje niepowtarzalne narzędzia badawcze i zakresy kompetencji.
W miarę swojego rozwoju człowiek odkrywa obecność różnych trudności, ograniczeń i zaburzeń, z których część dotyka sfery psychiki, uniemożliwiając lub utrudniając pełny rozwój duchowy. Tutaj z pomocą przychodzi współczesna psychiatria, która otwierając się na współpracę, może przyczynić się nie tylko do poprawy stanu psychicznego, ale również pomóc we wzroście duchowym.
Psychiatria i duchowość mają sobie wiele do zaoferowania. Ta współpraca może zaistnieć nawet wtedy, gdy nie do końca istnieje możliwość wzajemnego pełnego zrozumienia. Ów brak pełnego zrozumienia wynika z oczywistych różnic istniejących między tymi dziedzinami. Nie wyklucza to jednak wspólnych wysiłków skupionych na jednym celu, jakim jest rozwój i dobro człowieka.
Jak się odnaleźć?
Wiadomo, że ukute przez współczesny świat rozróżnienie na „chorego” i „mistyka” jest tylko umowne i dość niefortunne. W obu przypadkach mamy do czynienia z kimś, kto wyszedł poza ramy „normalnego” odbierania rzeczywistości. Dla naukowca jest to efektem jakiegoś błędu w chemii mózgu, dla wierzącego – szczeliną, przez którą wpada światło nieskończoności. Ostateczna odpowiedź na tytułowe pytanie rzadko bywa więc jednoznaczna. Zależy ona nie tylko od postawionej diagnozy lekarskiej, ale także od tego, jaką wartość nadamy temu, co dany człowiek po sobie pozostawi – czy będzie to tylko historia choroby, czy raczej duchowy testament, który poruszy serca i skieruje myśli ku Bogu.
W bieżącym numerze miesięcznika oddajemy głos specjalistom reprezentującym obydwie interesujące nas dziedziny – psychiatrię i duchowość. Niech ich wiedza i doświadczenie pomogą nam odnaleźć się na styku tego, co namacalne i tego, co nieuchwytne.
Zobacz całą zawartość numeru ►