Losy słowa

Czas choroby, życiowych ograniczeń, cierpień jest momentem otwarcia się na słowo Boże. Człowiek w chorobie ma więcej czasu, by zastanowić się nad swoim życiem, ma czas na refleksję, na przebudowanie swojej hierarchii wartości.

2026-01-28

Komentarz do fragmentu Ewangelii Mk 4, 1-20
III tydzień zwykły

W ciągu życia do człowieka dociera słowo Boże. Przychodzi ono na różnych etapach, czasem w zdrowiu, czasem w chorobie. Różne są losy słowa Bożego w ludzkim życiu. O tym opowiada ewangeliczna przypowieść o siewcy. Pierwsza grupa ludzi to „są ci, którzy są na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo w nich zasiane”. To osoby zamknięte na słowo Boże. Takich ludzi jest dziś niestety wielu. Okazuje się, że nawet w cierpieniu i chorobie niektórzy pozostają radykalnie zamknięci na słowo Boże. Tak jak w czasie zdrowia, tak i w chorobie człowiek nie jest zainteresowany Panem Bogiem. Czasem choroba jeszcze mocniej zamyka na wiarę, gdyż człowiek mówi sobie, że Boga na pewno nie ma, bo gdyby był, to bym nie cierpiał. Kapelani szpitalni opowiadają, że – gdy przychodzą na salę szpitalną z propozycją udzielenia sakramentów świętych – spotykają się z milczeniem, chłodem i obojętnością ze strony niektórych pacjentów.

Drugą grupą „są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem, gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują”. To osoby, które w normalnej sytuacji życia były wierzące, jednak w doświadczeniu choroby i cierpienia utraciły wiarę. Wydawało się im, że wiara to jedynie przyjemne przeżycie. Ludzie ci poszukiwali w religii uniesień i pozytywnych emocji. Jednak, gdy przyszło doświadczenie choroby, wiara, która okazała się powierzchowna, załamała się. Wcześniej oczekiwali od wiary jedynie radości, a od Boga – szybkiego spełnienia własnych oczekiwań, w tym także tych dotyczących wyzdrowienia. Gdy pragnienia te nie zrealizowały się, gdy pojawił się ból i cierpienie, osoby te odeszły od Boga.

Trzecią grupą są ci, u których słowo Boże zasiane jest „między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne”. To sytuacja ludzi tak oddanych życiu codziennemu, bieżącym sprawom (zawodowym, rozrywkowym), że brak im miejsca i czasu dla wiary i dla Boga. Czasem jest to wręcz materializm praktyczny. Zapatrzenie w doczesność. W czasie choroby – takie nastawienie może niestety pozostać. Człowiek taki będzie interesował się jedynie leczeniem i rehabilitacją, a o Bogu nawet nie pomyśli. Na szczęście często dzieje się odwrotnie: czas choroby prowadzi do zatrzymania się i do otwarcia na słowo Boże. Człowiek zaczyna dostrzegać, że dotychczasowe, materialistyczne nastawienie, nie posiadało żadnego głębszego sensu.

W chorobie ci z grupy trzeciej nieraz zaczynają przynależeć do grupy czwartej. Bo właśnie. Grupa czwarta to osoby zasiane „na ziemię żyzną”, to „ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. Czas choroby, życiowych ograniczeń, cierpień jest momentem otwarcia się na słowo Boże. Człowiek w chorobie ma więcej czasu, by zastanowić się nad swoim życiem, ma czas na refleksję, na przebudowanie swojej hierarchii wartości. Zauważa, że to, za czym do tej pory gonił, było mało wartościowe, widzi, że zagubił wartości największe. Pozostając w obrazie zasiewu ziarna, można powiedzieć, że choroba w życiu takiego człowieka przeorała jego serce, które teraz okazało się glebą żyzną, przynoszącą „plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”, plon dobrych owoców: nawrócenia i przyjęcia Boga, otwarcia na bliźnich, pojednania i przebaczenia.

Rozważanie, Komentarz do ewangelii